Recenzje,Seriale

Mroczny miniserial – Sam Sheridan – “I am the night” [recenzja]

i am the night
i am the night

Pełen mrocznego magnetyzmu serial I am the night Sama Sheridana w reżyserii Patty Jenkins od jakiegoś czasu możemy oglądać na platformie HBO GO. Pociągający tytuł i wyjątkowo udana obsada aktorska sugerują niebanalną ucztę dla fanów czarnego kryminału. Serialowa historia jest oparta na faktach i może od tego należałoby zacząć przygotowania do seansu. Nie każdy z nas bowiem zna niuanse przerażającej sprawy kryminalnej, która mroziła krew w żyłach Amerykanom w latach 40. ubiegłego wieku. Wszystko zaczęło się od niewyjaśnionego zabójstwa, a brutalność zbrodni poraziła niejedną zaangażowaną w sprawę osobę. Dosadność i sterylność tej zbrodni wskazywały na mordercę, który jest dobrze zaznajomiony z anatomią ludzkiego ciała. Ofiara była przepołowiona w tali, okrutnie okaleczona oraz torturowana przed śmiercią. Zyskała przydomek Czarnej Dalii. I właśnie I am the night powraca do tej historii. Jednak nie robi tego w sposób oczywisty. Przedstawia losy młodej dziewczyny, która w poszukiwaniu własnej tożsamości uda się w bolesną podróż w przeszłość i odkryje niejedną zagadkę, w tym również takie, jakich nikt z nas nie chciałby o sobie poznać.

Serial oparty jest na historii życia Fauny Hodel. Nastolatka (India Eisley) boryka się z kłopotem własnej tożsamości, bowiem wychowywana jest jedynie przez czarnoskórą matkę, a jej samej bliżej urodą do typowej białej Amerykanki. Jednak żadne środowisko nie akceptuje do końca Fauny. Jest ona odrzucana i ciągle żyje w poczuciu braku przynależności. Matka, zmęczona życiem kobieta, jest alkoholiczką. Żyjąca w takim zawieszeniu i niepewności dziewczyna dowiaduje się pewnego razu, że została adoptowana. Fauna postanawia udać się do Los Angeles – w mieście tym bowiem ma nadzieję odnaleźć swoją rodzinę i dowiedzieć się czegoś więcej o swojej matce, ojcu, w końcu o sobie samej. Jej historia krzyżuje się z z historią aroganckiego dziennikarza Jaya Singletary’ego (Chris Pine). Ten dręczony własnymi demonami przeszłości mężczyzna ma już w swojej karierze wiele wzlotów i upadków. Ten ostatni upadek bolał go najbardziej, gdyż zakończył dobrze zapowiadającą się karierę reporterską. Mężczyzna zrobi wszystko, aby odbudować swój wizerunek. Nie przeszkadza mu nawet to, że jest bardzo rozchwiany emocjonalnie, wszelkie utarczki chce załatwiać siłowo, oraz to, że już raz sprawa, do której chce powrócić, zniszczyła mu życie. Pisał on bowiem o Czarnej Dalii, a kiedy w roku 1965, kiedy dzieje się akcja serialu, wpada ponownie na trop jej zabójcy, nie cofnie się już przed niczym. I to dosłownie.

I am the night to miniserial składający się z sześciu odcinków, a każdy z nich jest niezwykłą perełką, pełną klimatu czarnego kryminału, tajemnicy i złożoności. Wspaniale nawiązuje do klasyki gatunku, której wybitną postacią był Raymond Chandler – pisarz, scenarzysta, który lubował się w tematyce crime fiction. Tutaj postać dziennikarza w pewien sposób, według mnie, nawiązuje do typowego bohatera tamtych powieści – zgorzkniałego, twardego, skłóconego ze światem, który pod bezwzględną maską skrywa zasady moralne, niepozwalające mu do końca być takim złym, jak chciałby się widzieć. Bardzo podoba mi się również świat ukazany oczyma młodej, zagubionej dziewczyny. Z każdym odcinkiem zanurzamy się w świat lat 60., który na pewno nie jest jednobarwny. Jest to świat bardzo różnorodny, świat pełen kontrastu, w zależności na kogo spojrzymy w danej chwili. Na pierwszy plan wysuwa się George Hodel (Jefferson Mays) – bogaty lekarz, właściciel przepięknej willi, nurzający się w bogactwie i pewnego rodzaju dekadencji, człowiek, który skrywa wiele mrocznych sekretów. Nie bez powodu on jest głównym podejrzanym w sprawie zabójstwa Czarnej Dalii. Świat sztuki, zabawy, występku i okrucieństwa nie jest mu obcy – czujemy to od pierwszych chwil z nim na ekranie.

Jednak to Chris Pine skradł pozostałym show. Ten niezwykle utalentowany aktor pokazuje, że potrafi grać nie tylko czarujących chłopców w komediach romantycznych. Te czasy się skończyły. Udowodnił to we wspaniałym Aż do piekła, a teraz robi coś równie dobrego. Bywa odrażający, niechlujny, szalony. Potrafi niesamowicie zagrać agresję, wręcz czuć ten ból, kiedy ktoś zadaje mu ciosy lub to on jest napastnikiem. Daleko mu w tej roli do wizerunku, z którym mógł się wcześniej nam kojarzyć. Grająca Faunę India Eisley dobrze mu wtóruje, jest w swojej roli przekonująca, jednak mnie czegoś zabrakło – tak jakby historia była dla niej trochę za ciężka.

I am the night być może nie jest idealnym serialem – tempo jest niespieszne, widzom potrzeba czasu, aby zagłębić się w fabułę i dać się ponieść emocjom oraz zgłębić tajemnicę prowadzonego przez bohaterów śledztwa. Jednak, tak jak wspominałam, klimat jest tak porażający, a atmosfera gęsta, że trudno się jednak nie wciągnąć w tę bulwersującą nadal sprawę. Cudowne jest również to zatopienie w klimacie lat 60., obserwowanie pięknych widoków, ujęć. Nie sposób również nie docenić wyśmienitych dialogów. Jednak to, że serial tak mocno osadzony jest w brutalnym świecie morderstw, oprawców i ofiar, że tak niesamowicie tworzy aurę czarnego kryminału, nie pozwoliło mi się od niego oderwać i obejrzałam go jednym tchem. Bo naprawdę warto.

Serial obejrzycie na HBO GO