Ślad mentalny – Marta Minorowicz – „Iluzja”

Iluzja (tytuł, który może wywoływać skojarzenia z nie tak odległym hollywoodzkim blockbusterem opowiadającym perypetie szajki iluzjonistów włamywaczy, nijak jednak w tym zakresie nieporównywalny) Marty Minorowicz nie jest jej debiutem pełnometrażowym. Kilka lat temu zrealizowała ona skromną międzynarodową polsko-niemiecką produkcję Zud, której akcja ma miejsce na mongolskim stepie. Film ów zdobył zresztą główną nagrodę w nieistniejącej już sekcji Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, tj. konkursie Inne Spojrzenie. Poza tym ma ona na koncie kilka produkcji krótko- i średniometrażowych. Dopiero jednak w tym roku jej obraz po raz pierwszy staje w szranki w pojedynku o główne laury trójmiejskiej imprezy. Przynajmniej w odniesieniu do Agaty Buzek, która stworzyła w tym filmie bodaj najlepszą kobiecą kreację w polskim kinie w tym roku, powinno skończyć się to odpowiednią nagrodą. Film wprowadza na ekrany kin firma Aurora Films, Głos Kultury zaś objął tę premierę swoim patronatem medialnym.

Sam opis fabuły serwowany przez dystrybutora, skądinąd lapidarny, wskazujący, że oto matka zaginionej dziewczyny rozpoczyna swoje prywatne śledztwo, jest bałamutny, albowiem produkcja gatunkowo znajduje się w zupełnie innych rejestrach niż tu sugerowane, kierujące opowieść w ramy thrillera w stylu Davida Finchera. Zaginięcie dziewczyny jest tu faktycznie punktem wyjścia, ale podobnie jak ma to miejsce w przypadku francuskiego tytułu Szukając Kelly, jest raczej psychodramą o rozkładzie rodziny. Jeśli już, to moglibyśmy przyjąć, że mamy oto do czynienia z horrorem egzystencjalnym. Trudno tu właściwie pisać o fabule, bo ta jest naskórkowa i de facto wyjaśniona w poprzednim zdaniu. Widz za to już na wstępie zostaje wrzucony w sam środek owego rodzinnego dramatu bez zbędnych wstępów i retrospekcji. Jakkolwiek bezdusznie to zabrzmi, to zaginiona jest nieistotna w kreowaniu portretu współczesnej pary około czterdziestoletniego małżeństwa granego brawurowo, aczkolwiek powściągliwie przez rzeczoną Agatę Buzek i Marcina Czarnika. Ta pierwsza zaliczy tylko jeden spazmatyczny wybuch bezsilności, zwykle jednak operując emocjami buzującymi pod skórą twarzy. Na tym tle nieco mało symetrycznie, jeśli mieć uwadze zajmowany czas ekranowy,  obecny jest główny męski bohater. Całe życie pary podporządkowane jest konsekwencjom tego zdarzenia, o którym jednak konsekwentnie nie dowiadujemy się niczego. Działania reżyserki są za to skoncentrowane na tym, jak pokazać powolną atrofię rodziny i w tym zakresie spełniają swoje zadanie z naddatkiem, w trakcie seansu bowiem empatycznie niemal wchodziłem w stan ducha rodziców znajdujących się w stanie permanentnego zawieszenia – tytułowej iluzji, w jakiej pozostawali oni, mając coraz bardziej jednak kruszejącą świadomość, że dawne życie da się odbudować, a tymczasowo można je zrekonstruować za pomocą takich rytuałów, jak pozostawianie na stole nakrycia dla nieobecnej osoby.

Intryga kryminalna ma drugorzędne znaczenie i znajduje swój wyraz w obecności policjantki granej przez rzadko widoczną na bliskim planie Małgorzatę Hajewską-Krzysztofik. Także osoby z dawnego życia córki, pojawiające się incydentalnie (Sandra Drzymalska, Karol Bernacki), są tu raczej duchami niż żywymi osobami. W pewnym momencie zresztą fabuła zaczyna skręcać w kierunku czegoś, co mogłoby wywoływać skojarzenia z metafizycznym kinem uprawianym onegdaj przez Krzysztofa Kieślowskiego, nie przekraczając jednak nigdy granicy kiczu. Marta Minorowicz znaczy ów teren poszukiwań rekwizytami pojawiającymi się jak refren co jakiś czas (guziki, akwarium), a będącymi czymś w rodzaju artefaktów (łączników) zamkniętej już epoki w życiu protagonistów, których nieprzepracowana trauma jest niszcząca dla ich życia psychicznego, ale też jak się później okaże, również fizycznego. Wizualnym ekwiwalentem stanu wewnętrznego bohaterów są znakomite zdjęcia Pawła Chorzępy, który pogrążone w zimowym letargu Trójmiasto lokuje w granatowych i szarych barwach, a w rezultacie całość zyskuje niemal apokaliptyczny wymiar. To ponury obraz, niemniej jednak wart obejrzenia ze względu na wiarygodny portret psychologiczny, a jednocześnie daleki od formuły filmu interwencyjnego, który byłby jakąś formą kampanii społecznej odnośnie do zjawiska zaginięć ludzi.

ninjababy

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.