im dalej w las

Przez dziurkę od klucza – Bence Fliegauf – „Im dalej w las, tym więcej drzew” [recenzja]

Dla jednych jest cudownym remedium na wszystko, dla innych – męczącą fanaberią, która nic nie zmieni. Jedni oddają się jej instynktownie, nie potrafiąc inaczej, nawet mimo wcześniejszych obietnic, inni – uciekają od niej tak długo, jak tylko mogą, utożsamiając ją z aktem kapitulacji. Jedno jest pewne – jest jednym z podstawowych narzędzi komunikowania się. Jest jednym z fundamentów, na których budujemy nasze relacje – rodzinne, przyjacielskie społeczne. Jest drogą, środkiem, a czasami celem. Pomaga zrozumieć, a niekiedy wręcz przeciwnie – rodzi niepewność i zasiewa chaos. Może być w zasadzie wszystkim i może wyniknąć z niej wszystko. Może być lekarstwem i trucizną. Rozmowa. To ona jest główną bohaterką najnowszego filmu węgierskiego reżysera, Bence’a Fliegaufa. Im dalej w las, tym więcej drzew to następujące po sobie rozmowy, dialogi, a czasami monologi, które przepełnione są najbardziej bliskimi nam, ludziom, emocjami.

Głos Kultury objął film patronatem medialnym.

Im dalej w las, tym więcej drzew to kilka fabularnie niezwiązanych ze sobą historii, a właściwie wątków, są to bowiem jedynie wycinki pełnych historii, które jednak łączy eskalacja emocji, potrzeba rozmowy, silne więzi, które jednak nie zawsze są w stanie znieść wszystko. Wiele z tych rozmów zaczyna się dość niewinnie, ale z czasem temperatura wzrasta, podobnie jak poziom niezrozumienia, frustracji, żalu i bólu. Reżyser zdecydował się nie skupiać na konkretnym typie relacji, w związku z czym nie widzimy wyłącznie zakochanych par bądź tylko kłócącego się rodzeństwa. Otrzymujemy przegląd przeróżnych sytuacji, przeróżnych rozmów i relacji wszelakich. Ludzi w każdym wieku i o różnych poglądach czy doświadczeniach.

Podsłuchujemy więc rozmowę córki z ojcem – córki, która oskarża ojca o śmierć matki. Przedstawia w formie prezentacji krok po kroku cały ciąg wydarzeń, który doprowadził do tragedii. W tym momencie film skojarzył mi się z obrazem Jeźdźcy sprawiedliwości, w którym jednak rozkładanie na czynniki pierwsze ciągu przyczynowo-skutkowego nabrało u bohaterki znamion obsesji. W Im dalej w las, tym więcej drzew służy to jedynie oskarżeniu ojca, pogłębieniu konfliktu. Jest zapewne również próbą przepracowania straty. Monolog córki robi wrażenie, zwłaszcza że na początku nie wiemy, do kogo kierowane są słowa. 

Następnie przechodzimy do rozmowy mężczyzny i kobiety – kłócącej się pary, która nie potrafi poradzić sobie z obecnością w ich życiu drugiej kobiety, dawnej miłości mężczyzny, która wciąż i wciąż powraca niczym zły sen. Ona jest niepewna jego uczuć, wszystkich problemów w ich relacji upatrując właśnie w „tej drugiej”. On zapewnia ją, że to tylko przyjaciółka, a ich spotkania często są przypadkowe. Historia stara jak świat, chciałoby się powiedzieć, ale im starsza, tym bardziej prawdziwa, tym trudniejsza do przepracowania. Nie pomaga fakt, że takich przypadków jest wiele, nie pomaga milczenie, nie pomaga rozmowa. Jak jednak uwierzyć na słowo, skoro temu słowu przeczą wszystkie wydarzenia? Jak kochać, kiedy paraliżuje nas lęk przed tym, że ta miłość okaże się niewystarczająca?

Kolejna opowieść w Im dalej w las…, do której na chwilę zaglądamy, to również para ludzi, którzy zdecydowali się na wspólne życie; to również opowieść o kobiecie i mężczyźnie. Dzieli ich spora różnica wieku, jednak nie to kładzie się cieniem na ich uczuciu. Ich relacji zagraża dziecko. Dziecko, którego oboje bardzo pragną, ale nie mogę mieć. Teraz, po czasie i wielu traumach, ona już straciła nie tylko nadzieję, ale także samo pragnienie dziecka. On jednak nadal nim żyje, nie może pogodzić się z odmową, jaką otrzymali od losu. Tych dwoje wydaje się wykończonych – ona powtarzającymi się rozmowami o tym samym, on unikaniem tematu, obchodzeniem się z nim jak z tabu. Czy jednak do szczęścia zawsze potrzebne jest dziecko? Problem w tym, że jeśli pragnie tego przynajmniej jedna z dwóch osób – to na pewno droga do tego szczęścia będzie bardzo wyboista.

Zaglądając do następnego domu, jesteśmy świadkami krępującej rozmowy, podczas której pogodzony z tym, że nie przeżyje bardzo ryzykownej operacji starszy mężczyzna, daje swojej młodszej partnerce i swojemu synowi przyzwolenie na to, aby dali szansę uczuciu, jakie według niego, zaczyna między nimi kiełkować. 

Będziemy również podsłuchiwać pełną emocji rozmowę matki z synem, który ma dość zmuszania go do wiary, którą uważa za bzdurę. Matka natomiast wydaje się pod tę wiarę podporządkowywać wszystko – nawet wychowanie i miłość do syna. Czy to już fanatyzm, jeśli zwykłą grę RPG, w której syn widzi czystą rozrywkę, próbujemy podpiąć pod grzech i dzieło szatana, a o wężu nie pozwalamy nawet wspomnieć, bo wiadomo, co on symbolizuje…

Jest jeszcze mężczyzna, który pragnie pomścić śmierć kobiety, która uwierzyła w to, że nie musi się leczyć. Że uzdrowienie ducha przełoży się na to, że zżerająca jej organizm choroba zniknie. To opowieść o poszukiwaniu zemsty i jakiejś wersji sprawiedliwości. Te wszystkie opowieści, czy raczej ciemne zakamarki zwykłych historii, ujmuje w klamrę wątek wnuczki opiekującej się dziadkiem. Starość skonfrontowana z młodością i witalnością rozpoczyna i kończy ten koncert sprzeczek, emocji i wyznań.

Im dalej w las, tym więcej drzew to świat rozmów, w który zostajemy wciągnięci, a im więcej rozmów, tym więcej problemów, skrywanych wyrzutów, sekretów, bólu wylewającego się z człowieka. Bence Fliegauf robi wszystko, byśmy jak najmocniej odczuli atmosferę intymności i ciasnych przestrzeni, jakie wyrastają dookoła nas podczas takich trudnych rozmów. W zasadzie nie widzimy nic więcej poza interlokutorami. Raz na jakiś czas mignie nam zlew czy półka kuchenna, jakiś fotel, fragment łóżka, skrawek podłogi. Poza tym kamera nie opuszcza bohaterów – skupia się na ich twarzach, zgarbionych plecach, dłoniach, które nerwowo splatają się i rozplatają. Dość szybko przejeżdża od jednego rozmówcy do drugiego, jakby bała się, że nie zdąży uchwycić czegoś ważnego. Reżyser tworzy dla swojego widza prywatne, intymne widowisko, kameralny pokój zwierzeń, do którego zaglądamy zarówno skrępowani i niepewni, jak i zaciekawieni, stając się graczem, który wkradając się tylko na chwilę, próbuje rozwikłać tajemnicę całej wieloletniej relacji, na podstawie tylko tego jednego skrawka życia, tej jednej rozmowy, która może być zarówno codziennością, jak i skrajnym przypadkiem, jednym na tysiąc.

im dalej w las

Właśnie dlatego nie mamy prawa oceniać. Takie rozmowy toczą się teraz, w tym momencie. Toczyły się pięć minut temu i toczyć się będą za chwilę, za miesiąc, za rok. Rozmowa utrzymuje nas na powierzchni. Dzięki niej się poznajemy, rozumiemy, bądź sprzeczamy. Poznajemy swoje poglądy, charaktery, uczymy się rozróżniać emocje, jakimi targana jest druga osoba – nawet jeżeli wydaje nam się, że znamy się na wylot, bo od lat. Im ich więcej, tym pełniejszy mamy obraz. Im trudniejsza rozmowa, tym ciężej ją dokończyć tak, by nikt nie był pokrzywdzony. Bence Fliegauf wraz z aktorami grają nietypowy koncert, w którym nikt na koniec nie zaklaszcze. Oklaski odarłyby bowiem przedstawienie z całej tej intymności. W którym cisza wybrzmiewająca po każdym dialogu to zapowiedź kolejnej kompozycji, kolejnego dzieła, dla którego dyrygentem będą ludzkie emocje.

Aktorzy zaangażowani w Im dalej w las, tym więcej drzew świetnie spisali się w tym intymnym spektaklu, który wymagał od nich ogromnego zaangażowania i zaufania – tak do reżysera, jak i do samego siebie, a także ekranowego partnera. Przez wzgląd choćby na niecodzienne zbliżenia czy bardzo długie ujęcia. Lilla Kizlinger za rolę córki robiącej prezentację na temat wydarzeń, które doprowadziły do śmierci matki, otrzymała Srebrnego Niedźwiedza za Najlepszą rolę drugoplanową. Nie gorzej wypadli: Laura Podlovics, István Lénárt, Zsolt Végh czy Juli Jakab. Aktorzy świetnie odnaleźli się w wizji reżysera, wczuli się w tę intymność, w tę kameralność, w swego rodzaju emocjonalne przygarbienie, które miałoby ochronić ich bohaterów przed ewentualnymi ciosami, które podczas takich rozmów prawie zawsze padają.

im dalej w las

I choć najnowszy film węgierskiego reżysera jest nieoficjalną kontynuacją obrazu Gąszcz z 2003 roku, to z powodzeniem można przez tę dziurkę od klucza zaglądać bez jego znajomości.

Im dalej w las, tym więcej drzew to opowieść o różnych ludziach, którzy zmagają się z różnymi sytuacjami. To niezwykle intymny obraz będący przekrojem czasem bardzo zwyczajnych, a czasem bardzo niecodziennych rozmów i zdarzeń, do jakich dostajemy wgląd. Przez dziurkę od klucza podglądamy, nie mogąc oderwać wzroku, bo czyjeś problemy zawsze angażują nas najbardziej. Na czyjeś problemy zawsze znajdzie się rada, zawsze wypiszemy receptę. Cudze problemy, awantury za ścianą, płacz sąsiadki, klęska kogoś, kto nie jest nami, sukces okupiony cierpieniem, z którym nie musimy się zmagać… A jednocześnie jest nam to wszystko tak dobrze znane, bo sami, nie przyznając się do tego, odbywamy takie rozmowy. Kłócimy się, zwierzamy, stawiamy na swoim lub ulegamy. Takie rozmowy to kwintesencja naszego życia. Ciekawie jest czasem podejrzeć, bez żadnych konsekwencji, jak wyglądają u innych – w tych skrajnych przypadkach również.

im dalej w las


ballada o białej krowie

im dalej w las

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.