Filmy,Recenzje

Siła braterskiej miłości – Janusz Kondratiuk – “Jak pies z kotem” [recenzja]

Jak pies z kotem
Jak pies z kotem

Filmy biograficzne to trudna sprawa. Nie będę w tym przekonaniu jakimś wyjątkiem. Tego typu produkcje rządzą się swoimi prawami – zupełnie inaczej się nad nimi pracuje i zupełnie inaczej się je ocenia. Zwłaszcza gdy mówimy o sytuacji, w której część ekranowych bohaterów wciąż żyje i mogą zweryfikować to, co zaprezentowali twórcy. Zjawiskiem kompletnie odmiennym jest jednak najnowsze dzieło Janusza Kondratiuka, zatytułowane Jak pies z kotem, ponieważ film porusza wątki z życia rodzeństwa znanych i szanowanych twórców filmowych – Andrzeja i Janusza Kondratiuków, jednak – jak sam reżyser wspominał przy okazji promocji swojego dzieła – jego najnowszy projekt to połączenie kina autobiograficznego z czystą fikcją, w celu uzyskania bardziej uniwersalnego przekazu. I nie ulega wątpliwości, że plan ten udało się wypełnić z nawiązką.


Janusza poznajemy w momencie, w którym stoi na tarasie swojego domu i zajada soczystego arbuza. Chwilę później żona Beata podtyka mu pod ucho telefon, który na zawsze odmieni życie tej pary. Okazuje się bowiem, że brat Janusza, Andrzej, miał rozległy udar, a jego następstwa są poważne – paraliż dolnych kończyn, częściowy niedowład górnych oraz obrażenia mózgu na tyle rozległe, że Andrzej odtąd nie będzie w stanie żyć samodzielnie. Janusz dzwoni więc do żony swojego brata, a kiedy Iga przyjeżdża i nie radzi sobie z tym, co stało się Andrzejowi – okazuje się, że Janusz właśnie zrzucił sobie na głowę kolejną odpowiedzialność. Nieprzystosowana do życia w problemach Iga zatapia się w świecie alkoholu, ignorując potrzeby niepełnosprawnego męża, co z kolei zmusza głównego bohatera do wzięcia odpowiedzialności za życie starszego brata, dlatego wściekły na swoją bratową zabiera Andrzeja pod swój dach.

Jak pies z kotem to jedno z tych dzieł, w których wydarzenia prawdziwe mieszają się z fikcją. Nie wiemy, i prawdopodobnie nigdy nie dane nam będzie dowiedzieć się, które z wydarzeń zostało wymyślone na potrzeby języka filmu, a które sceny są żywcem wyjęte z życia Janusza Kondratiuka, ale nie stanowi to żadnego problemu, ponieważ każda ukazana w tym komediodramacie emocja jest prawdziwa. Z pewnością należy oddać reżyserowi, że udała mu się niełatwa sztuka i film o jego osobistych przeżyciach jest dziełem uniwersalnym, łatwo przyswajalnym dla każdego widza, chociaż przez dramaturgię niektórych zdarzeń nie jest to film lekki jak typowa komedia. Odnajdziemy tu wiele scen humorystycznych, bo też takie jest życie – czasem napięta bądź stresująca sytuacja będzie bodźcem do salw śmiechu. Należy jednak pamiętać, że w głównej mierze jest to dramat obyczajowy.

Jak pies z kotem opowiada o trudnych zmaganiach z chorobą członka rodziny oraz o tym, jak mocno niepełnosprawność jednego człowieka wpływa na jego otoczenie. Nie dziwią zatem łzy, chwile słabości, frustracja czy rezygnacja, którą dostrzec możemy w oczach i zachowaniach bohaterów. To także film, który opowiada o sile braterskiej miłości, która jest w stanie pokonać wszelkie przeciwności oraz pogrzebać dawne animozje w obliczu trudnej sytuacji. Poświęcenie Janusza jest ogromne, ale w żadnym stopniu nie możemy nazwać go heroicznym ani wynoszonym na piedestał – bohater po prostu robi swoje, chcąc ulżyć w cierpieniu swojemu bratu. Tylko tyle albo aż tyle. Najnowszy film Kondratiuka to także wlewająca ciepło w serca widzów historia o przebaczeniu oraz piękny portret pokręconej rodziny, która trzyma się razem mimo wszystko.

Aktorski kwartet Więckiewicz-Stachura-Łukaszewicz-Konieczna wypadł po prostu bezbłędnie. Każda z tych osób miała do zagrania kompletnie inne rzeczy, inne emocje, dlatego nie sposób cenić wszystkich jednakowo, ale każdy z aktorów wykorzystał otrzymany materiał w 100%. Wypadałoby teraz napisać, kto wyróżnił się na tle pozostałych, ale po prostu nie da się tego zrobić – Więckiewicz świetnie zagrał na półtonach osobę nieco wycofaną, przypartą do ściany, żyjącą wiecznie w cieniu. Stachura wykonała perfekcyjną robotę, stając się wiarygodną partnerką, ostoją i… matką dla obydwu braci, jednocześnie będąc przerażoną natłokiem obowiązków i zmianą stylu życia. Łukaszewicz wymagające i niewdzięczne zadanie przekuł w niebywały atut, grając bardzo fizycznie i wykorzystując swój warsztat do świetnej gry twarzą, z kolei Konieczna wykreowała wiarygodny portret kobiety nieprzystosowanej, skłonnej do nałogów i niebywale kruchej. Aktorom oczywiście pomógł rewelacyjnie napisany scenariusz (dialogi to liga światowa), ale rzadko w polskim kinie zdarza się, by wszyscy zagrali na bardzo wysokim poziomie – jak tutaj.

Ciekawym i godnym odnotowania zabiegiem jest fakt, że znaczna część filmu Jak pies z kotem dzieje się w prawdziwym domu Janusza Kondratiuka. Dla twórców musiało to wywoływać surrealistyczny efekt i chyba nie będę w stanie wyobrazić sobie, jakim wyzwaniem było to dla reżysera, jego żony oraz bratowej, ale zakładam, że w trakcie kręcenia poszczególnych ujęć targały nimi sprzeczne emocje, które finalnie chyba jednak posłużyły jako pewna forma terapii i oczyszczenia.

Warto napisać kilka słów na temat dodatków, które znajdziemy zarówno na płycie DVD oraz na Blu-Ray. Tym razem twórcy, dystrybutor oraz wydawca zdecydowali, że oba wydania będą mieć identyczną zawartość, co niewątpliwie cieszy, ponieważ często zdarza się tak, że posiadacze DVD są pokrzywdzeni w stosunku do tego, co otrzymują posiadacze Blu-Ray. Bez niepotrzebnego gadania – dodatki to zwiastun (czyli w zasadzie w dzisiejszych czasach standard) oraz rzecz znacznie ciekawsza dla wszystkich miłośników kina, czyli making of. Rąbka tajemnicy na temat powstawania filmu uchyla zarówno reżyser filmu, jak i kwartet głównych aktorów tego spektaklu, czyli Robert Więckiewicz, Aleksandra Konieczna, Olgierd Łukasiewicz oraz Bożena Stachura.

Najnowszy film Janusza Kondratiuka to trudna, intymna i emocjonalna wycieczka po ostatnich miesiącach ze wspólnego życia z bratem, Andrzejem. Dzięki inteligentnemu scenariuszowi prywatna trauma nabrała uniwersalnego wymiaru, stając się przyziemną historią nie o umieraniu, ale o niesamowitej empatii, miłości i sile rodzinnych więzów. Takie filmy zostają w pamięci, bo nie próbują nam za wszelką cenę wepchnąć do gardeł moralizatorstwa, a biją z nich prawdziwe emocje.

Fot.: Galapagos/Akson Dystrybucja

Reżyseria 8
Scenariusz8
Aktorstwo 8
Muzyka 6
Kwestie techniczne 7
Emocje8
7.5Ocena ogólna

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Wielbiciel kina i audiobooków. Nie pogardzi dobrą muzyką, serialami, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com