Muzyka,Recenzje

Jak z kosmosu – Yu – “We Are Sorry” [recenzja]

Yu
Yu

Trio Yu to zjawisko na polskiej scenie muzycznej, które dla mnie jest twardym orzechem do zgryzienia. Nie jestem pewny, ile w tym wszystkim jest pewnej prowokacji, drażnienia się z słuchaczami, a ile naturalnych, wypływających prosto z serca dźwięków. Tak naprawdę chyba wiedzą to tylko muzycy Yu. Z drugiej strony, nie ma co sobie zakłócać odsłuchu przesadnym dumaniem nad stanem rzeczy, tylko należy chłonąć zawartość We Are Sorry, bo ta zaiste intryguje.

O swojej muzyce mówią: spandau synthpop, a na Wikipedii możemy przeczytać, że grupa Yu jest protoplastą tego gatunku. Czyżby notka na Wiki była kolejnym chwytem marketingowym? Kolejną prowokacją? Szczególnie że spandau synthpop to: protest przeciwko bezmyślnemu kopiowaniu form kojarzonych z muzyką elektroniczną. Dużo sprzeczności, szczególnie gdy wsłuchamy się w muzykę Yu, która zdaje się czerpać garściami z elektroniki lat osiemdziesiątych, jednak nie jest to bezmyślna kopia, a nowoczesna wariacja na ten temat. Bo wydaje się, że  w elektronicznym sosie Yu ukryli gdzieś punkowy bunt, przekaz, dodając do tego elementy awangardy, sztuk wizualnych i teatru, czego dowodem jest fantastyczna szata graficzna dołączona w książeczce do płyty. Dużo pytań, dużo niewiadomych – trzeba przyznać, że fajnie to sobie Yu wykombinowali.

Muzycznie We Are Sorry mieni się wieloma kolorami i odcieniami. Jeśli ktoś liczy wyłącznie na pełne kontrastów, głośne, hałaśliwe granie w postaci singlowego utworu Hejty, który w kilka miesięcy zdobył dobre pół miliona odsłuchów na YouTube, to może się zdziwić. Płyta rozpoczyna się spokojnym, elektronicznym, z wokalem przepuszczonym przez vocoder Tsar Love, aby zaraz przejść do dynamicznego, wręcz dyskotekowego, electroclashowego Goodbye Mr. Jones. Mało? Zaraz potem jest pełen kontrastów Umrzywamy. Z jednej strony wesoły podkład muzyczny, z drugiej groteskowy, ponury tekst o nas samych. Trzeba przyznać, że niełatwo twórczość Yu sprowadzić do wspólnego mianownika i jak sądzę, o to chodziło.

Falochron natomiast odwołuje się do tradycji trip-hopu z lat dziewięćdziesiątych. Niepokojący, powolny beat, pulsujące klawisze, smyki w tle, totalnie pokręcony tekst. Klasa. Podobnie jest w Dalej, gdzie klimat zostaje zachowany, lecz męski wokal zostaje zamieniony na damski, natomiast wejście smyków momentalnie powoduje ciary na plecach. Kolejny majstersztyk, ale trzeba przyznać, że stworzony całkiem prostymi środkami. W ogóle druga część płyty to kompozycje nieoczywiste, trudne, momentami odpychające, jak nieco psychodeliczny Tweedledee. Trzeba trochę cierpliwości aby odkryć piękno tych kompozycji.

Czytaj także: Z Ziemianami jest coś nie tak – wywiad z formacją YU

Ale warto wejść w ten dziwaczny świat dźwięków, które Yu stworzyli na płycie We Are Sorry. Nie ma co się nastawiać na odkrycie nowych muzycznych doznań, bo stylistycznie twórczość Yu to raczej kolaż kilku gatunków, złączonych w jedną intrygującą całość, nie raz wykraczającą poza ramy czysto muzyczne.

Fot.: Agora

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.