Książki,Recenzje

Japońska przystawka – Haruki Murakami – „Mężczyźni bez kobiet” [recenzja]

Mężczyźni bez kobiet
Mężczyźni bez kobiet

Kiedy w księgarniach pojawia się nowa książka Harukiego Murakamiego, jest to prawdziwe święto dla fanów tego japońskiego pisarza (do których sam się zaliczam). Tym razem na półkach pojawił się tytuł Mężczyźni bez kobiet i niestety, nie jest to powieść, ale zbiór opowiadań. Dlaczego niestety? Mimo mojej wielkiej sympatii dla tego autora i uwielbienia dla niektórych pozycji z jego bibliografii, Murakami i krótkie formy, to po prostu nie to samo i ciężko traktować je poważnie. Najnowsza pozycja to zbiór siedmiu tekstów, które łączy wspólny motyw – samotni mężczyźni i ich utracone kobiety. Jednak więcej niż połowa z nich zalicza się do gatunku „przeczytać i zapomnieć”, zabrakło gdzieś magii towarzyszącej wcześniejszym pozycjom Japończyka. Ten często ocierający się o absurd realizm magiczny, z którego słynie pisarz, jest tutaj praktycznie nieobecny. Nie znaczy to jednak, że Mężczyźni bez kobiet, to książka nie warta uwagi, bowiem znajduje się tutaj też kilka perełek.

Postaram się pokrótce opisać każde z opowiadań, w kolejności od najsłabszego do najlepszego. Mamy więc tytułowych Mężczyzn bez kobiet, ostatni tekst, który rozpoczyna się od telefonu w środku nocy. Jeden mężczyzna przekazuje drugiemu dość lakoniczną informację, że jego żona, będąca dawną miłością z czasów gimnazjum tego drugiego, popełniła samobójstwo. Dalsza część opowiadania to jego przemyślenia i wspomnienia owej kobiety. Drive my car to opowieść o podstarzałym aktorze – wdowcu, który zatrudnia młodą dziewczynę w charakterze swojego szofera. Okazuje się, że małomówna i nieco szorstka w obyciu kobieta, to doskonały słuchacz, aktor więc zwierza jej się z rzeczy, których nie mówił dotąd nikomu innemu. Niezależny organ to tekst o lekarzu wykonującym operacje plastyczne, który umawiał się z wieloma kobietami, najczęściej własnymi pacjentkami i mężatkami, nie zależało mu bowiem na poważnym związku ani na miłości. Pewnego dnia jednak, doktor spotyka kobietę, w której zakochuje się na zabój, mimo swoich solennych obietnic, że nigdy do tego nie dojdzie. Kiedy kobieta odrzuca jego uczucie, lekarz coraz bardziej stacza się na dno. Yesterday to historia dwóch przyjaciół i dziewczyny, z którą związany był jeden z nich. To opowiadanie to także prawdziwy popis przekładu (pani Anny Zielińskiej-Elliot, nadwornej tłumaczki Murakamiego w Polsce), bowiem jeden z bohaterów posługuje się japońskim dialektem z regionu Kansai, który jak się domyślam, jest praktycznie niemożliwy do przełożenia. Dlatego też w polskiej wersji, ów mężczyzna mówi… gwarą poznańską! Właściwie do tej pory nie mogę się zdecydować, czy taki zabieg mi się podobał, czy nie. Z jednej strony było to bardzo oryginalne i pomysłowe, ale z drugiej – Japończyk używający poznańskiej gwary, to rzecz wyjątkowo dziwaczna. Kolejne opowiadanie, Szeherezada, traktuje o mężczyźnie przebywającym w specjalnym ośrodku, który nie wychodzi ze swojego pokoju (z kontekstu można domyślić się, że prawdopodobnie cierpi na syndrom hikikomori). Regularnie odwiedza go pielęgniarka, dostarczając mu jedzenie, ale także zaspokajając potrzeby seksualne (to Japonia, nie ma się czemu dziwić). Za każdym razem po udanym stosunku kobieta opowiada mu przeróżne historie, niczym Szeherezada i to właśnie ten moment jej wizyty jest najbardziej wyczekiwanym przez mężczyznę. Przedostatni tekst, Zakochany Samsa, wyjątkowo nie dzieje się w Japonii, lecz w Pradze, prawdopodobnie w czasach inwazji wojsk Układu Warszawskiego (świadczą o tym wzmianki o czołgach na ulicach). Jednak stanowi to tylko tło, bowiem opowiadanie rozpoczyna się iście tajemniczo, od mężczyzny, który budzi się w obcym pokoju i nie ma pojęcia gdzie, ani kim jest, wie tylko, że nazywa się Gregor Samsa. Od nowa musi uczyć się podstawowych czynności, z chodzeniem włącznie, a kiedy udaje mu się wyjść z pokoju, okazuje się, że pozostałe pomieszczenia wyglądają tak, jakby dopiero co ktoś je opuścił, a na stole w jadalni stoi jeszcze ciepłe śniadanie. W międzyczasie Samsę odwiedza garbuska, która przyszła naprawić zamek w drzwiach, dla niego jednak jest to niezwykle fascynująca istota. W tej historii właściwie nic się nie wyjaśnia, pozostawia ona czytelnika w aurze tajemniczości i zagadki, którą musi rozwiązać sam. No i w końcu dochodzimy do opowiadania, które najbardziej przypadło mi do gustu. Jest to tekst zatytułowany Kino, nie chodzi jednak o miejsce, w którym wyświetlane są filmy. Kino to imię głównego bohatera i zarazem nazwa baru, który prowadzi. Jest to mężczyzna, który pewnego dnia przyłapuje swoją żonę na zdradzie i od tego momentu jego życie całkowicie się zmienia, opuszcza dom i wynajmuje lokal od ciotki, w którym zakłada kameralny bar w bocznej uliczce. U Kino cały czas rozbrzmiewa klasyczny jazz, a jednymi z jego stałych bywalców są kot i tajemniczy mężczyzna, który zawsze zamawia whisky i spędza czas czytając książkę. Pewnego dnia kot przestaje przychodzić, a stały klient prosi go o opuszczenie tego miejsca na jakiś czas, jako że przestało być tam bezpiecznie. Kino to opowiadanie najbardziej w stylu „starego” Murakamiego, pełne tajemnicy i niewyjaśnionych zdarzeń.

Zbiór Mężczyźni bez kobiet na pewno nie jest pozycją, którą poleciłbym czytelnikom nie znającym dotąd twórczości Harukiego Murakamiego. Mogłoby ich to zniechęcić do sięgnięcia po inne jego pozycje, co byłoby wielką dla nich stratą. Osobiście odnoszę wrażenie, że autor ten od jakiegoś czasu zadowala się pisaniem krótszych form i prawdę mówiąc, tęsknię za pełnoprawną, długą powieścią jego autorstwa. Z wielką chęcią przeczytałbym coś na miarę doskonałej Przygody z owcą, Kroniki ptaka nakręcacza czy Kafki nad morzem. Bo, powiedzmy sobie szczerze, jego ostatnia powieść, Bezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa, nie była jednym z najlepszych dokonań Murakamiego. Fani pisarza na pewno przyjmą Mężczyzn bez kobiet z otwartymi rękami, jednak to książka na jeden, góra dwa wieczory, jako że objętościowo jest dość krótka, a po skończonej lekturze odczuć można dość spory niedosyt. Dla głodnych nowej twórczości Murakamiego będzie to zaledwie przystawka i nie wiadomo, kiedy doczekamy się jakiegoś dania głównego.

[buybox-widget category=”book” name=”Mężczyźni bez kobiet” info=”Haruki Murakami”]

Fot.: Wydawnictwo Muza

Avatar

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!