Książki,Recenzje

Kontrola naziemna do majora Toma – Jarosław Grzędowicz – “Hel 3” [recenzja]

HEL 3
HEL 3

Jaka przyszłość czeka nas za czterdzieści lat? Jarosław Grzędowicz, jak wielu autorów przed nim, spróbował odpowiedzieć na to pytanie, lecz jego wersja przyszłości sprawia boleśnie realne wrażenie. Jeden z czołowych polskich pisarzy fantastyki dokonuje niezwykle trafnych spostrzeżeń, które mocno korelują z tym, co widzimy na co dzień, i naprawdę nietrudno jest sobie wyobrazić świat ze stron Helu 3. I to nie za cztery dekady, ale całkiem niedługo, biorąc pod uwagę szybkość, z jaką postępuje technologia.

W roku 2058 nie ma już Internetu, został zastąpiony Meganetem, stanowiącym świat niemal równoprawny z tym rzeczywistym. Praktycznie każdy człowiek nosi przy sobie urządzenie zwane omnifonem, zawierające w sobie prawie wszystkie dane dotyczące tożsamości i wyświetlające informacje bezpośrednio przed oczami. Sprawia to, że mimo tłumów na ulicach, tak naprawdę każdy przebywa we własnym świecie. Osoba nieposiadająca owego następcy smartfona (jeśli już takowa by się jakimś cudem znalazła), patrząca na to z boku, zobaczy tylko bandę szaleńców, gestykulujących i mówiących do siebie. Jednocześnie światowe rządy, starając się stworzyć jakąś iluzję ratowania ekosystemu i społeczeństwa, wprowadziły w krajach pierwszego świata zasadę tak zwanego świadomego ubóstwa, ograniczając dostęp do prądu, bieżącej wody i szkodliwych artykułów spożywczych. Lecz tak naprawdę niewiele osób zwraca uwagę na otaczający ich świat, mając przed oczami przede wszystkim ten cyfrowy. Meganet jest wielką bestią z tysiącem oczu, jak wielokrotnie zaznacza Grzędowicz, której czas skupienia nie przekracza siedmiu minut. A jednym z najważniejszych elementów Meganetu są iwenty – filmiki z wydarzeń dziejących się na świecie (tym realnym), które naturalnie wyewoluowały jako konglomerat dzisiejszych wiadomości, telewizji i Youtube’a. Jest to na tyle istotna część świata z roku 2058, że kręcenie takich filmików stało się dobrze płatnym zawodem, a ludzie zajmujący się tym, nazywani są iwenciarzami. Właśnie takim iwenciarzem jest główny bohater Helu 3, Norbert Roliński, na ulicy znany jako Fokus (niestety w powieści nie odnotowano Magika ani Rahima). Jego pogoń za iwentami pakuje go w coraz większe kłopoty, aż w końcu na swojej drodze spotyka ekscentrycznego miliardera, Szamana, któremu marzy się pozyskiwanie tytułowego Helu 3, pierwiastka stanowiącego bardzo wydajne, niemal niewyczerpalne źródło energii. Sęk w tym, że jedynym miejscem gdzie owa substancja występuje, jest Księżyc. Lecz cóż to za problem dla bogacza-wizjonera?

Czytając Hel 3, nie raz łapałem się na porównywaniu książkowej rzeczywistości, z tą, którą na co dzień widzę za oknem, w telewizji czy Internecie. I najgorsze z tego wszystkiego było to, że oba te światy wcale tak bardzo się między sobą nie różniły. Już teraz zaobserwować można coraz większą degradację koncentracji u ludzi, czas skupienia rzeczywiście nie przekracza dziesięciu minut, filmiki dłuższe zazwyczaj szybko się nudzą i są pomijane, artykuły bez obrazków, dłuższe niż kilkanaście linijek tekstu, zwykle są przeglądane tylko pobieżnie, prawdopodobnie nawet ta recenzja nie zostanie dokładnie przeczytana przez wielu z Was (jeżeli się mylę, to proszę, wyprowadźcie mnie z błędu). Pod tym względem Hel 3 stanowi doskonałą ilustrację współczesnego społeczeństwa, ubraną w otoczkę science-fiction. Są nawet całkiem śmieszno-gorzkie nawiązania do popularnych osób i programów, jak chociażby motyw kiedy Fokus, w pogoni za kolejnym iwentem, ląduje jako kelner na przyjęciu, gdzie kuchnia i kucharze wyglądają jak ekstremalna wersja kulinarnych reality show znanych z Polsatu. Z kolei wspomniany miliarder, Szaman, to taki przyszłościowy odpowiednik Elona Muska.

W pewnym momencie Hel 3 przenosi się z przepełnionego iwentami cyberpunkowego miasta w rejony bardziej klasycznego science-fiction. Skoro bowiem w opisie jest Księżyc, to prędzej czy później musi się on pojawić jako miejsce akcji. Druga część powieści skupia się więc na tym wątku, prezentując całkiem fajną akcję z wojskowymi najemnikami i życiem w bazie księżycowej. Autor łączy zatem w jednej książce kilka sztandarowych motywów SF i o dziwo, wychodzi mu to bardzo zręcznie. I nie chodzi tylko o trafne spostrzeżenia dotyczące otaczającego nas świata, ale także o samą narrację, prowadzenie akcji i postaci. Grzędowicz udowodnił już nieraz, że pod tym względem doskonale wie, co robi (czego przykładem jest chociażby cykl Pan Lodowego Ogrodu) i dość szybko wczuwamy się w życie Fokusa, a jego los nie pozostaje nam obojętny. Autor, również po raz kolejny, udowadnia też, że potrafi zakończyć powieść w naprawdę niezłym i satysfakcjonującym stylu, w finale (którego szczegółów nie zdradzę) bowiem nie zabrakło też ostatniego, do tej pory brakującego elementu gatunku science-fiction. Doskonale widoczne są także nawiązania muzyczne, które musiały towarzyszyć twórcy podczas pisania. Gwarantuję, że w czasie i po skończonej lekturze nieraz będziecie słuchać Space Oddity Davida Bowie, a zdanie o kontroli naziemnej wzywającej majora Toma utkwi Wam w głowie na dobre.

Jarosław Grzędowicz kazał swoim czytelnikom trochę czekać na swoją nową powieść, lecz ostatecznie wyszło to tylko na dobre, zarówno jemu, jak i nam. Dzięki temu autor mógł spokojnie skupić się na szczegółach, a my finalnie otrzymaliśmy dopracowany produkt, który naprawdę czyta się z przyjemnością. Hel 3 stanowi zarówno dobrą, rozrywkową literaturę, jak i przestrogę. Szkoda tylko, że świat i tak nie zmieni kierunku, w jakim podąża.

Fot.: Fabryka Słów

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.