Confusão – Damian Nenow, Raúl de la Fuente – “Jeszcze dzień życia” [recenzja]

Ryszard Kapuściński jest postacią niesamowitą chyba nie tylko w środowisku dziennikarskim. Samo to, że obok Stanisława Lema jest najczęściej tłumaczonym polskim pisarzem, wiele mówi o jego dorobku. Autor wielu książek i reportaży, świadek wojen domowych i konfliktów w Afryce i Azji, rewolucjonista w podejściu do literatury faktu. Jeszcze dzień życiapoświęcony rodzącej się wolnej Angoli, uważany jest za jeden z najbardziej osobistych dzieł Kapuścińskiego. Na jego podstawie postanowiono nakręcić film, ale nie film zwykły. Reportaże Ryszarda Kapuścińskiego były nowatorskie również dlatego, że oprócz umieszczania faktów, autor ozdabiał je poetyckim językiem, by czytało się je, jak dobrą powieść. Dlatego również filmowy Jeszcze dzień życia jest nowatorski – to połączenie animacji komputerowej z fragmentami rozmów z prawdziwymi osobami, które pamiętają tamte wydarzenia i samego Ricardo, jak na autora Cesarza mówili mieszkańcy Angoli. Jest to o tyle ważne, że Kapuściński we wszystkich swoich dziełach duże, obejmujące całe kraje wydarzenia opisywał właśnie z perspektywy konkretnych ludzi. To oni byli jego bohaterami i o poszukiwaniach takich bohaterów jest również ten film. Powstawał długo i jest to wspólny wysiłek Polski, Belgii, Hiszpanii, Niemiec i Węgier. Ja osobiście bardzo czekałem na Jeszcze dzień życia, bo po pierwsze wizualnie kupił mnie od pierwszego zobaczonego fragmentu, a po drugie zawsze chciałem zgłębić twórczość cesarza reportażu, a niestety poza liźnięciem nieco Cesarza w czasie studiów, nie miałem ku temu okazji. Cierpliwość była wymagana, bo  polska premiera nastąpiła dopiero pół roku (!) po światowej, ale od minionego piątku Jeszcze dzień życia można oglądać w kinach. 

confusão (język portugalski) – rzeczownik, rodzaj żeński, znaczenia: (1.1) zamieszanie, (1.2) zamęt, (1.3) zagmatwanie

1975 rok, Angola. Ta niedawna kolonia portugalska przymierza się właśnie do ogłoszenia niepodległości, niestety kraj jest zdestabilizowany i podzielony wewnętrznie, co doprowadza do wojny domowej. Jako że Angola posiada bogate zasoby ropy naftowej i diamentów, zimnowojenne mocarstwa postanawiają przez wojnę poszerzyć swoje strefy wpływów. Frakcję MPLA popiera Związek Radziecki, zaś UNITA ma wsparcie USA. Ten trzymiesięczny krwawy konflikt obserwuje dla Polskiej Agencji Prasowej, przebywający w stolicy kraju (z której właśnie uciekają obywatele portugalscy), Ryszard Kapuściński. Jednak chce on być w samym środku zdarzeń, postanawia więc dostać się na linię frontu i przeprowadzić wywiad z głównodowodzącym siłami MPLA, uważanym za prawdziwego bohatera, człowiekiem o nazwisku Farrusco.

Kolejny dzień życia wizualnie wygląda przepięknie. Za animację odpowiada polskie studio Platige Image (na czele z Tomkiem Bagińskim), które jest znane z wielu świetnych projektów w kraju i za granicą, współpracowali między innymi z Muzeum Powstania Warszawskiego czy studiem tworzącym gry Wiedźmin i Cyberpunk 2077 – CD Project Red. W Kolejnym dniu życia grafika komputerowa poprzez tzw. cel-shading została wystylizowana na wygląd komiksu. Wszystko jest tutaj bardzo szczegółowe i dopracowane. Sama kolorystyka filmu jest jednym z jego największych atutów, tworzy niesamowity klimat i warto wybrać się do kina na tę produkcję choćby dla samych aspektów wizualnych. Grafika komputerowa została wykorzystana tutaj również jako możliwość wyjścia z ram realizmu i w kilku scenach wątpliwości targające Kapuścińskim są ukazane na przykład przez rozpadające się wokoło elementy otoczenia czy lewitujące pociski będące jakimś jego wyobrażeniem o obserwowanej wojnie. Barwność scen nie zmienia również tego, że jest to film traktujący o wojnie i posiada kilka naprawdę mocnych scen. Zwłaszcza, kiedy obok animowanej postaci pojawia się czarno-białe zdjęcie prawdziwej osoby.

Bardzo dziwnie została natomiast rozwiązana kwestia dubbingu.  O tym, że jest on obecny i tylko w takiej wersji film wchodzi do polskich kin, doskonale wiedziałem, bo obraz promował, wcielający się w rolę Kapuścińskiego, Marcin Dorociński. Nie spodziewałem się natomiast tego, jak bardzo niekonsekwentnie twórcy podejdą do tej kwestii. Zazwyczaj zarówno główny bohater, jak i pozostałe postacie mówią po polsku głosami aktorów, niemniej w niektórych momentach żołnierze krzyczą do siebie po portugalsku lub w innym niezrozumiałym dla Kapuścińskiego (oraz widzów) dialekcie, by za chwilę znowu przejść na polski. Gdyby tego było mało, dodatkowo sprawę komplikują jeszcze wstawki nieanimowane, w których zamiast dubbingu, pojawiają się napisy! Tworzy to zadziwiająco niespójny miszmasz, który dość mocno wyrywał mnie z prób wsiąknięcia w film. Twórcy powinni być konsekwentni i pójść w jedną stronę – albo od początku do końca posłużyć się napisami, albo dubbingiem (dla wczucia się w klimat miejsca, gdzie dzieje się akcja, zapewne ta pierwsza opcja byłaby najlepsza). Również dialogi czasem wydawały mi się sztuczne i zupełnie bez polotu.

Bohaterowie filmu na opis krwawej i bezsensownej wojny domowej, jaka targa ich krajem, używają portugalskiego słowa confusão, ale również mnie bardzo mocno ono pasuje, kiedy mam ocenić Jeszcze dzień życia. Wizualnie to obraz świeży i dopracowany, ale sama opowieść jest bardzo prosta i przede wszystkim krótka, bo te 80 minut w kinie umknęło mi tak niespodziewanie, że mimo solidnego ładunku emocjonalnego, którego nie można filmowi odmówić, nie umiem pozbyć się uczucia niedosytu.


Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *