Jimek+ w Gliwicach, czyli wyjątkowy festiwal na polskiej mapie – 5 i 6 października [relacja]

5 października rozpoczął się dwudniowy festiwal Jimek+ na Gliwickiej Arenie, na którym pojawili się fenomenalni artyści z różnych zakątków świata, zaproszeni przez Radzimira Dębskiego – polskiego kompozytora i producenta muzycznego, tworzącego pod pseudonimem Jimek oraz organizatora wspomnianego wydarzenia. Festiwal wystartował w tym roku, dlatego też wielu odbiorców zapewne nie wiedziało czego może się spodziewać. Wyjątkowa okazała się formuła prezentowania bardzo wielu artystów w zamkniętym pomieszczeniu, a wszystkie miejsca zostały zajęte przez wiernych fanów brzmień Jimka i jego orkiestry oraz zapowiedzianych wcześniej gości.

Dzień pierwszy festiwalu, 5 października

W blasku zachodzącego słońca nad gliwicką Areną pojawili się pierwsi chętni na wieczorowe muzyczne wrażenia. Bardzo szybka i sprawna kontrola wszystkich biletów oraz przejście do poszczególnych sektorów spowodowała, iż nie było tak naprawdę żadnych opóźnień i festiwal mógł rozpocząć się o zapowiedzianej godzinie. Ogromna przestrzeń hali widowiskowo-sportowej okazała się wielkim zaskoczeniem, a w momencie zgaszenia wszystkich świateł zagwarantowała piękną atmosferę. W takiej właśnie scenerii mogliśmy usłyszeć pierwsze dźwięki orkiestry pod batutą Jimka, czyli Jimek Symphonixx. Warto wspomnieć, iż Radzimir pracuje z najmłodszymi i najbardziej wybitnymi muzykami. W trakcie koncertów na scenie panowała bardzo luźna i radosna atmosfera, mogliśmy zaobserwować sporo uśmiechu u artystów i pięknego porozumienia. Łatwo pojąć dlaczego właśnie ci twórcy przyciągają do siebie tak wielu słuchaczy.

Pierwszymi gośćmi był afro-beat z północy, The KutiMangoes – sześcioosobowy zespół z Danii specjalizujący się w przekraczaniu granic i przyspieszaniu tętna słuchaczy. Nasza muzyka jest po to, żebyśmy mogli się nią dzielić – oznajmili wielokrotnie nominowani zdobywcy Duńskich Nagród Grammy. Na scenie panowała energiczna atmosfera, usłyszeliśmy wiele utworów z albumów Afro-Fire oraz Made in Africa, składających się z kompozycji opartych na tradycyjnych pieśniach ludowych. Następnie bardzo płynnie mogliśmy powrócić do orkiestry Jimka, a dokładniej do jego bardzo ważnej i zauważalnej dziedziny twórczości, czyli muzyki filmowej. Indywidualnie zostaliśmy poddani skojarzeniom lub pamięci obrazów z sal kinowych. Sztuka kochaniaAtak paniki – oto emocjonujące i silne akcenty, stukanie pałeczkami o pulpity lub wybijanie rytmu uderzając o pudło rezonansowe instrumentów, bębny i narastające tempo. Dodatkowo dwa rozstrojone pianina w centrum sceny idealnie nagłośnione współgrające z całością. Przeróżne, czasem dość specyficzne muzyczne zabiegi pochłaniały tysiące spojrzeń i zatrzymywały bicie serc.

Skoro wydarzenie miało miejsce na Śląsku, w Gliwicach, nie mogło zabraknąć wywodzącej się z Katowic grupy Kaliber 44, legendy polskiego hip-hopu, mającej na swoim koncie imponującą listę ponadczasowych utworów. Na ich muzyce wychowały się już dwa pokolenia fanów, a ich kolejne koncerty przyciągają nieustannie nowych słuchaczy. Wybrzmiały między innymi Nieodwracalne zmiany czy Film. Dodatkowym gościem z podobnego środowiska muzycznego był Miuosh, a właściwie Miłosz Paweł Borycki – polski raper i producent muzyczny, współpracujący z Jimkiem oraz z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, tworząc w 2015 roku projekt łączący muzykę symfoniczną i rap. Tym, którzy nie mogli usłyszeć tego połączenia na żywo parę lat temu, na pewno wielką radość sprawiło wykonanie na żywo utworów Nie mamy skrzydeł oraz Wizji. W oczekiwaniu na kolejną dawkę muzycznych niespodzianek mieliśmy okazję zobaczyć na ekranach krótki film o pracy Radzimira Dębskiego z dziećmi z Korogocho, dzielnicy Nairobi, która jest jednym z najgorszych i najbardziej zapomnianych slumsów stolicy Kenii. W jej realiach powstała orkiestra Ghetto Classics, w której dzięki muzyce młodzież uczy się współpracować ze sobą, trenuje kreatywność, zdobywa nowe doświadczenia i umiejętności, a tym samym może zapomnieć na chwilę o problemach dnia codziennego. – Chciałem im tylko pokazać, że warto się nauczyć czegoś tak nudnego i mozolnego jak czytanie nut, granie pojedynczych dźwięków i gam, bo nawet jeśli w samotności nie widać w tym najmniejszego sensu, tak w grupie ten jeden dźwięk odczytany i zagrany we właściwym momencie sprawi, że komuś szczena opadnie na ziemię. – komentował Jimek. Finałem warsztatów był koncert, który odbył się 13 lipca 2017 roku w Oshwal Auditoriuma, na widowni zasiadło ponad 450 gości.

Po krótkiej przerwie wszystkie instrumenty były gotowe dla grupy Bokante, którą tworzy ośmiu wybitnych muzyków z czterech różnych kontynentów. Malika Tirolien, piękna wokalistka tego zespołu, zachwycała swoim głębokim głosem. Pełna energia na scenie towarzyszyła przejściu od zeppelinowskiego bluesa do karaibskiej folkowej kaladji, mieszaniu muzyki z liryką. Występ Bokante zrobił ogromne wrażenie na uczestnikach festiwalu, a przede wszystkim pozostawił ich w roztańczonym klimacie.

Dziękujemy że macie dobry gust i wybraliście właśnie ten festiwal – słowa te zakończyły pierwszy dzień muzycznej przygody. Warto wspomnieć, że po koncertach każdy uczestnik miał możliwość spotkania się z artystami, co świadczy o otwartości muzyków na słuchaczy i pozytywnej komunikacji.

 

 

Dzień  drugi festiwalu, 6 października

Przywołał on wielu spragnionych emocji entuzjastów ciekawych brzmień. Na samym początku w Arenie pojawił się Jimek i jego niesamowita orkiestra, Jimek Symphonixx, wprowadzając przybyłych w dźwiękową podróż do wszystkich zakątków świata. Zespół Rumba de Bodas był jej idealnym przewodnikiem. Od jazzowego Montreaux i Edynburga, przez każde muzycznie miejsce, od Szwecji po Sycylię. Zaprezentowana w czasie występu została genialna sekcja dęta, przepiękny, energiczny głos oraz przyjemne latynoskie brzmienia z dużą domieszką jazzu. Zespół zaprezentował wiele utworów z najnowszej płyty pt.: Super Power, ciesząc tym całą gliwicką arenę.

Ogromnym zaskoczeniem, a zarazem zachwytem, stał się Alune Wade, afrykański basista pochodzący z Senegalu. Jest jednym z najbardziej rozchwytywanych afrykańskich gitarzystów basowych, kompozytorem, wokalistą oraz producentem. Jako siedemnastolatek zaczął grać w prowadzonej przez swojego ojca orkiestrze symfonicznej, a później koncertował u boku senegalskiego muzyka Ismaela Lo. Głos Alune oraz transowe granie na basowej gitarze pięknie współgrało z saksofonem, klawiszami, puzonem i gitarami. Muzyka wielu festiwalowiczów zaprosiła do delikatnego ruchu bioder lub chwilowego spoczynku na ziemi i podziwiania biegających palców po gryfie cudnej gitary wokalisty.

Oczywiście nie mogło zabraknąć polskich artystów. Oszałamiający Krzysztof Zalewski prezentując przekrój swojej twórczości zrobił prawdziwe show. Od najbardziej znanych piosenek takich jak Miłość Miłość, przez żywą Jaśniej czy Polsko po hymn tegorocznego Męskiego Grania, Początek. Genialny głos, energiczne ciało i niesamowicie ceniony kontakt z publicznością, do której zbliżył się w jednym z utworów, tańcząc w tłumie, zachwycały.i Ten koncert zapadał w pamięć. Podobną energię przyniosła grupa The Dumplings, która od wydania nowej płyty Raj nie składa się tylko z Justyny Święs i Kuby Karasia, lecz także Wojciecha Kostrzewy. Słuchając nowych dzieł trudno się dziwić, czemu zespół poszerzył instrumenty o perkusję na żywo. Są one jeszcze bardziej elektroniczne i dynamiczne. Występ na Jimku+ był jednym z pierwszych występów z trasy promującej nowe melodie. The Dumplings w bardzo łatwy sposób zahipnotyzowali całą Arenę, zostawiając w odbiorcach dużą chęć doświadczenia tej muzyki ponownie. Koncertem zamykającym festiwal był występ nowojorskiego rapera Pharoahe Moncha. Obecność rapera na festiwalu jest mocno związana z projektem Jimka Hip-Hop History Orchestrated by Jimek. To właśnie symfoniczna wersja utworu Simon Says Pharoahe Moncha, gdziekolwiek projekt był prezentowany, wzbudzała największe owacje publiczności. Artysta zaprezentował takie utwory jak  m.in.: Oh no oraz wykonane wspólnie z orkiestrą Jimek Symphonixx utwory F*** You czy Broken Again. Jednak kawałek, na który wszyscy zebrani czekali tego wieczoru najbardziej, to wspomniany Simon Says. Emocje jakie panowały w tamtym momencie w każdej cząsteczce powietrza w przestrzeni ciężko opisać jakimikolwiek słowami. Myślę, że dla takich odczuć warto przyjechać na ten właśnie festiwal. Mimo ponad dziesięciogodzinnego grania przez dwa dni, Jimek wraz z orkiestrą bisował trzy razy, a pod koniec występu usłyszeliśmy każdy instrument wybrzmiewający bez żadnego nagłośnienia. Potwierdzało to, w jak bardzo pięknym à propos akustyki miejscu mogliśmy się wszyscy znaleźć. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będziemy mogli ponownie zostać odkrywcami muzyki Jimka i jego znakomitego zestawiania najcudowniejszych zespołów z wielu zakątków świata.

 

 

Z Gliwic relacjonowała Zuzanna Łapka.

Fot.: Zuzanna Łapka / logo Jimek+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *