Książki,Recenzje

Kakofonia ptasich głosów – Stanisław Łubieński – “Dwanaście srok za ogon” [recenzja]

dwanaście srok za ogon
dwanaście srok za ogon

Istoty latające. Podniebni bogowie. Skrzydlaci przyjaciele. Ptaki. Istnieje ponad 10 tysięcy ich gatunków, które zamieszkują ekosystemy na całym świecie. Większość z nas nie poświęca im większej uwagi i traktuje jako naturalny element przyrody. Są jednak tacy, którzy nie wyobrażają sobie bez nich krajobrazu, a z podróży nie przywożą wspomnień miast, zabytków i smaków, a właśnie widoki gatunków ptaków, które zobaczyli. To ornitolodzy (profesjonaliści i amatorzy), przez niektórych uważani za dziwaków. W Polsce to wciąż niszowe hobby, podczas gdy w Wielkiej Brytanii obserwacją ptaków zajmuje się sześć milionów ludzi. Dwanaście srok za ogon – publikacja Stanisława Łubieńskiego to zbiór licznych opowieści o ludziach, dla których ptaki odgrywały szczególną rolę w życiu. Razem z nim szukamy grobu Friedricha Tischlera, ale także poznajemy liczne historie oraz odwołania do malarstwa, literatury i filmu. Okazuje się, że z tymi stworzeniami spotykamy się częściej, niż nam się wydaje. Bezsprzecznie to  książka o największej pasji autora. Lekturze można oddać się w całości (jest spójna), jak również powracać do najciekawszych fragmentów. Jej dużą zaletą jest lekka narracja, która sprawia, że czyta się ją jednym tchem, bez względu na to, czy lubimy ptaki, czy też nie.

Ptaki od zawsze były obecne w życiu Stanisława Łubieńskiego. Już nad dziecięcym łóżeczkiem wisiały dwie pocztówki przywiezione przez ojca z Włoch – jedna przedstawiała wróbla, druga zaś była grafiką Durera z sową. Później mama czytała mu książkę O czterech warszawskich pstroczkach Jurgielewiczowej, a tam każdy skrzydlaty miał swoje własne ambicje, sympatie i zupełnie ludzki charakter. Gdy był już starszy, otrzymał atlas ornitologiczny, który zawsze otwierał się na str. 130, przedstawiającej alki – europejskie, słabo latające pingwiny. Do dziś zachował zeszyt formatu A4, do którego wklejał artykuły o zwierzętach podzielone na: interwencyjne, krajoznawcze i edukacyjne.

Odkryciem nie będzie stwierdzenie, że ornitologiczny język jest specyficzny. Infantylnie brzmi ptasiarz, ornitolog amator, ptakolub. Wielokrotnie bowiem  język polski jest bezradny wobec pewnych fachowych pojęć. I tak wyraz twicher, który wymawiamy jako tłiczowanie, dotyczy szczególnego rodzaju ptasiarstwa, polegającego na uganianiu się za rzadkimi gatunkami ptaków. Ponadto polska terminologia ornitologiczna nie ma trafnych odpowiedników słów birdwatching czy birdwatcher, które pozwalają Anglikom nazwać nieprofesjonalne podglądanie ptaków.

Gęsi. Ptaki wodne, coraz częściej udomowione, zajmowały ważne miejsce w religii Egiptu. Były symbolem Geba, drugorzędnego Boga, który odegrał jednak pierwszorzędną rolę. To ze złożonego przez niego jaja zrodziło się słońce. To on był protoplastą innych ptasich bóstw: Izydy (przedstawianej jako kania) i jej syna Horusa (mężczyzny z głową sokoła, pana przestworzy). Na jednym z posągów sokół siedzi u wezgłowia tronu i jakimś antropomorficznym gestem otacza skrzydłami głowę Chefrena, faraona, który pozostawił po sobie Sfinksa i jedną z piramid. Wspomnieć należy również Thota – zrodzonego z nasienia Horusa lunarnego Boga Ibisa z zagiętym jak sierp księżyca dziobem. To właśnie od niego ludzkość otrzymała alfabet. Herodot twierdził nawet, że za zabicie ibisa karano śmiercią, taką otaczano go czcią. Co więcej, archeolodzy odkryli katakumby ze szczątkami milionów zmumifikowanych ibisów.

Jeden z rozdziałów publikacji Dwanaście srok za ogon poświęcony został bohaterowi filmu Ptasznik z Alcatraz. To opowieść o więźniu z wyrokiem dożywocia, który odsiedział już 43 lata w izolatce. Jak się okazuje, poza wizerunkiem twardziela, kryje się w nim wrażliwiec, który mięknie, gdy na spacerniaku znajduje pisklę wróbla zrzuconego z drzewa przez wichurę. Dzięki niemu do każdej z cel trafiają kanarki, którymi więźniowie w ramach terapii czy też resocjalizacji mają się opiekować. Niestety, po krótkim czasie trafiają do naszego głównego bohatera. Jak się okazuje, małe pisklę może nadać wartość i sens ludzkiemu życiu nawet za kratami.

Przemilczeć nie można też twórczości Chełmońskiego. Przyznać trzeba, że był niebywałym obserwatorem ptaków (nie raz podglądał je ukryty w snopku siana). Widać to w Odlocie żurawi, mrocznym, jesiennym pejzażu z podrywającym się stadem ptaków. Jego drugi ptasi obraz przestawia dropie. Jego bohaterem jest przyroda niezmącona obecnością  człowieka i wytworami jego rąk. Jedno jest pewne, na obrazach nigdy nie pojawiają się przypadkowe ptaki. Są to zawsze bardzo konkretne gatunki przedstawione w przemyślanej scenerii i w bezbłędnie uchwyconym ruchu.

Trudno nie wspomnieć filmu, który uważany jest za arcydzieło. To Ptaki Hitchcocka – jeden z niewielu filmów, gdzie ptaki odegrały znaczącą, by nie powiedzieć pierwszoplanową, rolę; mimo że negatywną, gdyż  mewy, wrony, wróble i szpaki atakują ludzi. Trzeba przyznać, że to nienaturalne zachowanie – przebywając w takiej ilości, są po prostu hałaśliwe. W filmie budują jednak napięcie i ewidentnie coś knują.

Czytelniku, jeśli chcesz dowiedzieć się, skąd wziął się James Bond i czemu właśnie tak nazywa się najbardziej znany agent; o jakim ptaku czytał Jarosław Kaczyński podczas sejmowego głosowania; o czym jest tytułowy film Wielki rok; który niemiecki cesarz napisał dzieło O sztuce polowania z ptakami; co się stało z ostatnim gołębiem wędrownym i dlaczego nazwano go Buttons; jaką odpowiedź otrzymali Cystersi, którzy do nogi jaskółki przytroczyli kawałek pergaminu z napisem Haec ciconia ex Polonia – Ten bocian jest z Polski; co przedstawia malowidło z grobowca Neferemata; jakie ptaki zainspirowały Beethovena do napisania pierwszych taktów V Symfonii; jakiego ptaka zażądał na łożu śmierci François Mitterand – koniecznie szukaj odpowiedzi w książce Dwanaście srok za ogon. Ta przyrodnicza wbrew pozorom książka udowadnia, że zamiłowanie do przyrody jest w człowieku głęboko zakorzenione.

Fot.: Wydawnictwo Czarne

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).