Kaliningrad, Königsberg, Królewiec – Paulina Siegień – „Miasto bajka” [recenzja]

Kaliningrad był i myślę, że na długo jeszcze pozostanie miastem spowitym tajemnicą. Mimo bliskiego sąsiedztwa naszego kraju wciąż pozostaje rzadko wybieranym kierunkiem podróży Polaków. Z tego powodu na rynku wydawniczym dostępne są nieliczne publikacje dotyczące Królewca. Narosło też wokół niego wiele mitów. Gdy autorka w prywatnych rozmowach wspominała o kolejnej podróży do Kaliningradu, spotykała się najczęściej ze zdziwieniem oraz pytaniem, w jakim celu tam jedzie, skoro tam nic nie ma, i czy się nie boi. To oznacza, że to miasto, czy szerzej – region, kojarzyło się nam z obawą, z lękiem. Jakie zatem jest faktycznie? Co w nim spotkamy? Jaką ma tożsamość? Czy łatwo do niego dotrzeć? Czy przez lata się zmieniło? Jakie wpływy są w nim widoczne? 

Zacznijmy jednak od początku, gdyż sama nazwa ma niezwykle bogatą genezę. Jako pruska osada do XIII wieku nosiła nazwę Tuwangste. Następnie Krzyżacy na jej miejscu wybudowali zamek Regiomontium. Łacińska nazwa oznaczała „królewską górę”. Od niej utrwaliła się niemiecka nazwa Königsberg i polski odpowiednik – Królewiec. Przez kolejne trzy wieki popularny był także inny wariant tej nazwy – Królówgród. Wszystko zmieniło się 4 lipca 1946 r., kiedy zmieniono ją na Kaliningrad na cześć Michaiła Kalinina – radzieckiego polityka, członka partii bolszewików odpowiedzialnego za wiele masowych zbrodni komunistycznych. Jego podpis widniał na decyzji o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu. Nic dziwnego, że kontrowersje wzbudzała postać patrona miasta. Dlatego też wielu Polaków woli posługiwać się tradycyjną nazwą, Królewiec. Większość uważa je za część polskiego dziedzictwa kulturowego (był stolicą Prus Książęcych, będących lennem Polski). Tyle o samej nazwie. 

Do rozpadu ZSRR w obwodzie kaliningradzkim i jego stolicy kręcono filmy wojenne z uwagi na to, że scenografia była w zasadzie gotowa. Zrujnowane lub zachowane (w zależności od potrzeb reżysera) bastiony z czerwonej cegły, zdewastowane kirchy, niemieckie osiedla robotnicze, dworce, sale koncertowe, muzea. Do tego morze, rzeki, bagna i mgła unosząca się przez większą część roku. To wszystko składa się na interesujący obraz miasta i regionu. Ostatnia dekada to czas drastycznych zmian w wyglądzie miasta. Poprawiała się jakość dróg – pojawiły się te asfaltowe. Fasady budynków zostały odrestaurowane, a nowo powstające budynki bogate są w przeszklenia. Bardzo krytycznie do tych zmian podchodzą lokalni artyści, którzy podkreślają, iż jakość realizacji tych inwestycji jest niestety niska. Przedsięwzięcia szybko ulegają degradacji. Trudno się zatem dziwić, że mieszkańcy Kaliningradu żyją remontami i inwestycjami. Przeobrażenia miasta stały się głównym tematem wielu rozmów. 

Miasto zatem otwiera się na nowe. Niestety wjazd do niego w dalszym ciągu jest utrudniony (choć w 2019 r. władze wprowadziły bezpłatne wizy elektroniczne dla obywateli kilkudziesięciu państw, w tym Unii Europejskiej – co było dla miasta szansą na rozwój branży turystycznej). Pandemia spowodowała niespotykane dotąd zamknięcie (przez pewien czas nie kursowały nawet pociągi z Kaliningradu do reszty Rosji). Nim jednak nadeszła, Kaliningradczycy bardzo chętnie odwiedzali Gdańsk. Zwłaszcza gdy możliwy był mały ruch graniczny. Traktowali jednak Polskę bardzo praktycznie. Przyjeżdżali, by zrobić zakupy, czasem coś zwiedzić, choć to jednak zdecydowanie rzadziej. Ciekawe jest jednak, że Polacy byli przekonani, że oni przyjeżdżają do naszego kraju, by zaczerpnąć od nas kultury, demokracji, spojrzenia na świat i że będą chcieli powielić to u siebie. Okazało się to kompletną bzdurą – oni widzieli Polskę jako zależną od funduszy europejskich, biedną, ale z bardzo atrakcyjnymi cenami.

Paulina Siegień po raz pierwszy odwiedziła Kaliningrad w ramach studiów etnograficznych. Wybrała je spośród wielu innych, bo było nieznane, nieodkryte, tajemnicze. Teraz chce nam je przedstawić. Miasto bajka odkrywa przed nami swoją długą i skomplikowaną historię oraz wielokulturowość. To miasto o wielu twarzach. Autorka bardzo przemyślanie prowadzi nas przez różne jego problemy i zachwyty. Oddaje głos jego mieszkańcom, których poznała podczas wieloletnich wizyt. Miasto bajka to bardzo wnikliwa analiza ukazująca nastroje panujące w Kaliningradzie kiedyś i dziś. To literacki reportaż niepozbawiony sympatii do miasta z jednoczesnym obiektywizmem. Bezsprzecznie godny polecenia.  

Fot.: Wydawnictwo Czarne

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.