bzyk

Kobiety, wino, śpiew – rozmowa z Marcinem „Bzykiem” Bąkiem, twórcą projektu Bzyk i Sztajemka

Twórczość projektu Bzyk i Sztajemka to z jednej strony pastiszowy klimat i doskonały podkład na imprezę, ale to też wiele gorzkich i celnych obserwacji naszego otoczenia. Szczerze o swoim najnowszym muzycznym dziecku opowiedział mi w rozmowie Marcin „Bzyk” Bąk – wokalista i mózg całego przedsięwzięcia, ktorego fani cięższych brzmień z pewnością kojarzą z formacji Wu-Hae. Zapraszam do lektury.

Jakub Pożarowszczyk: Stary, zły i brzydki. Mam nadzieję, że tytuł płyty jest przewrotny i jednak masz o sobie lepsze mniemanie ;). Skąd wziął się właśnie taki tytuł?

Marcin „Bzyk” Bąk: Oczywiście, że przewrotny. Chociaż w tym roku we wrześniu skończyłem czterdzieści lat i czuję już na barkach te cztery iksy. Prawdopodobnie jestem w połowie drogi lub nawet trochę za połową; nie jestem specjalnie urodziwy – kariery w modelingu czy serialu tasiemcowym raczej bym nie zrobił.

Do tego potrafię ludziom zaleźć za skórę, wiec jakieś ukryte zło we mnie drzemie.

Na początek zadam też pytanie o genezę Bzyka i Sztajemki. A pytam się o źródło pomysłu na płytę w klimacie, że tak ujmę „okołozacierliowym”, u człowieka, który przez lata grał ciężką muzykę w WU-HAE. Czy jednak po prostu kontynuujesz i rozwijasz pomysły z projektu Nohucki?

Sztajemka swoje pierwsze kroki stawiała osiem, dziewięć lat temu. Była i nadal jest odskocznią od poważnego grania. Na początku przebieraliśmy się za pijaków na koncertach i naszym przewodnim hasłem było: kobiety, wino i śpiew.

Z Błażejem, który jest autorem większości muzyki do WU-HAE mamy łatwość pisania piosenek, do tego lubimy sobie pograć i tak powstała Sztajemka.

Planujesz wrócić kiedyś do disco rodem z projektu Nohucki?

Raczej na pewno, ponieważ zaraziłem się muzyką elektroniczną jakiś czas temu, do tego zawsze mnie fascynował temat konfrontacji człowieka z maszyną. Z początkiem sierpnia piosenka Ach te wakacje wyszła w wersji elektronicznej pod szyldem Nohucki. Mam też kilka nowych piosenek naszkicowanych i czekają na moment, aż odpalę samplery, syntezatory i niczym wielki elektronik z Pana Kleksa ruszę na podbój wszechświata.

Zacier kojarzy mi się z satyrą, żartem, z czarnym humorem. Jak mam zapamiętać Bzyka i Sztajemkę? Bo z jednej strony robicie piosenki jawnie wręcz kabaretowe, z drugiej strony potrafisz gorzko skomentować sytuację w piosence No i jak…

Czyli tak jak na każdej – jak to się mówi – epickiej imprezie. Jest wesoło, są żarty, piękne panie, śmiejemy się, pijemy, palimy, wciągamy i nagle dochodzi do nas, że tak naprawdę jesteśmy w dupie. Wytrzeźwiejemy, kobiety, które jeszcze kilka godzin temu jawiły nam się jako miss world, odejdą w siną dal, a frank nadal będzie po 4,5 złotych. Sztajemka to muzyka na imprezę z momentami, kiedy nam używki schodzą :).

Zapytam trochę o konkretne kompozycje. Na pierwszy ogień Cała sala. Mam wrażenie, że niekoniecznie podoba Ci się nasza narodowa przypadłość w postaci tego, że przy każdej okazji musimy się napić… A brak okazji, to też okazja…

Jestem alkoholikiem, nie piję piętnaście lat i przez ten czas wystarczająco dużo naoglądałem się ludzi, którzy każdą nadarzającą się okazje wykorzystują do tego, żeby się nawalić i potem pokazać na co ich stać. Imieniny cioci? Super! Pijemy! Chrzciny? Dawaj wódę, ojcze chrzestny! Co prawda to nie nasze chrzciny, ale opić trzeba. Tato przywalił mamusi na imprezie w twarz? Oj tam, oj tam…

Piosenka niby rozrywkowa, a ma drugie dno. No i oczywiście pijana publika na koncertach krzyczy na całe gardło „Cała sala głośno śpiewa i za kołnierz nie wylewa”, więc koncertowo numer trafiony w dychę.

Natomiast w No i jak dostaje się naszej klasie średniej. No ale właśnie, mając na uwadze, że klasa średnia zapożycza się na potęgę, to czy można przyjąć, że taka klasa u nas faktycznie istnieje? A może w tym tekście jednak atakujesz instytucje, które przyczyniły się do problemów ludzi?

Według mnie nie ma w Polsce klasy średniej. Niektórzy aspirują do tego miana, ale niestety to golasy, mający mieszkania, samochody, iphony na kredyt. W naszym kraju są dwie grupy – ludzie, którzy mają grubo, oraz ludzie, którzy muszą zasuwać, nieraz na dwa etaty, żeby spiąć budżet domowy.

Moim poglądom najbliżej jest do anarcho-kapitalizmu, więc z jednej strony widziały gały, co brały, natomiast druga strona medalu jest bardziej skomplikowana. Banki niejednokrotnie wciskały te kredyty we frankach ludziom, robiąc im wodę z mózgu i ludzie na to szli. Wszyscy pamiętamy, co się stało w USA, gdzie banksterzy swoimi trikami prawie załatwili na amen największą gospodarkę świata.

Zresztą kreatywna księgowość jest czymś naturalnym w dzisiejszym świecie i tak naprawdę przez większość życia wydajemy pieniądze, których nie mamy, jesteśmy bombardowani zewsząd reklamami, które nakręcają nas  na konsumpcję, no i kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy.

Ach, te wakacje wydają się opowieścią z życia wziętą… Coś w tej piosence wydarzyło się naprawdę, czy jednak tekst jest efektem wyłącznie Twojej wyobraźni?

To akurat opowieść z życia wzięta. Ze starych, alkoholowych czasów. Poznałem na wakacjach laskę z pięknym biustem, trochę piliśmy, trochę włóczyliśmy się po Małopolsce i kiedyś, po burzliwej nocy, obudziłem się sam bez kasy. Ot, jak to w życiu bywa – nie wszystko złoto, co ma duży biust :).

Polskie przywary, wygląda na to, że są cennym materiałem na teksty, rzekłbym – nieskończonym. Co Cię najbardziej denerwuje w Polakach?

Przedstawiając sprawę obrazowo, kiedy jesteś na przykład w USA i jedziesz metrem, popatrzysz na kogoś, to ten ktoś uśmiechnie się do ciebie i zagadnie, natomiast w Polsce ta sama sytuacja kończy się przeważnie tekstem – co się, kurwa, patrzysz?

To oczywiście uproszczenie, ale chodzi mi o to, że większość Polaków jest wkurwiona, jesteśmy ciągle gotowi do starcia.

Cytując klasyka – naszym chłopakom przydałoby się więcej luzu. Luz pojawi się, jak będziemy bardziej majętnym społeczeństwem, niż jesteśmy, ale na to potrzeba czasu, mądrych polityków i nie sądzę, że stanie się to za mojego życia.

Meta u Sadkowej, to autentyczne miejsce?

Jak najbardziej. Melina ta mieściła się na osiedlu, na którym się wychowałem. To były czasy, kiedy nie było jeszcze domofonów i trzeba było pukać w drzwi. Był umówiony sygnał, znany przez zainteresowanych. Jeżeli w stanie upojenia pomyliło się ilość puknięć – drzwi pozostawały zamknięte, a ty odchodziłeś z kwitkiem i niedopity.

Za srebrną łyżeczkę było pół litra pól ryżowych – taki pędzony specyfik z ryżu, bo ryż zawsze tani. Moc trochę większa od wina, a słabsza niż wódka. Jednego razu kolega wyniósł matce z domu pół kompletu srebrnej zastawy stołowej! Ależ była impreza!

Życie to nie film wyróżnia się z jednej strony nostalgicznym charakterem, z drugiej strony stwierdzasz dobitnie, że trzeba żyć i umrzeć godnie. Chyba jedyny raz na tej płycie starasz wpadać w mentorski ton. Masz wrażenie, że osiągnąłeś taki wiek i zdobyłeś na tyle życiowego doświadczenia, że możesz komuś zagubionemu w życiu podpowiedzieć, jak postępować?

Staram się raczej  nie pouczać innych, bo pomimo swoich czterdziestu lat sam ciągle poznaję różne niuanse i oblicza życia.

Z dotychczasowego doświadczenia wiem jedno – trzeba mieć swoje zasady i się ich trzymać, bo te zasady różnią nas od zwierząt. Na koniec trzeba umrzeć godnie, czyli być otoczonym bliskimi, życzliwymi ci ludźmi, którzy w ostatnim momencie podadzą ci przysłowiową szklankę wody.

Kończąca płytę Karolina jawi mi się jako ukłon dla Braci Figo Fagot, bo ten kawałek byłby idealny na każdą płytę tego zespołu. Lubisz twórczość zespołu Bartosza Walaszka?

Piosenka Karolina ma z dziesięć, jak nie więcej, lat. Błażej grał ją ze swoim szwagrem w zespole Zumba, wiec jest na pewno starsza od Braci Figo Fagot. Według mnie to tekst determinuje muzykę, która jest dla niego ilustracją. Więc co nam mogło wyjść z Karoliny? Dancing polo. Do tego teledysk kręciliśmy w krakowskim klubie „Feniks”, gdzie czas stanął w 1988 roku.

Co do twórczości Braci Figo Fagot spuszczę zasłonę milczenia na ten temat.

BZYK I SZTAJEMKA - No i jak? [OFFICIAL VIDEO]

Planujesz koncerty z materiałem ze Starego, Złego i Brzydkiego?

Tak, nawet kilka już zagraliśmy. Pierwszy koncert we wrześniu tego roku  na drugiej edycji festiwalu Nowa Huta Alternativ organizowanego przez fundację „Sztuka Przyszłości” w Nowej Hucie oraz graliśmy siedmiokoncertową trasę z Zacierem.

Mam zamiar grać dalej koncerty z tym materiałem, zarówno z żywymi muzykami, jak i z soundsystemem, bo publika dobrze się bawi przy tych piosenkach i żywiołowo reaguje na koncertach.

A co się dzieje w WU-HAE? Od płyty Poeci wyklęci minęły trzy lata… podejrzewam, że fani wyczekują nowego albumu.

Dostaję sygnały od ludzi, pytają, czy mamy nowe piosenki, niektórzy piszą do mnie na fejsie nawet z obawą, czy będzie następna płyta, bo boją się, że polecę w taką właśnie stylistykę jak na Starym, złym i brzydkim.

WU-HAE na razie nie koncertuje, graliśmy dużo prób na wiosnę tego roku, na próbach tych robiliśmy nowe utwory. Następna płyta WU-HAE będzie powrotem do korzeni, będzie ciężka i ostra. Trzeba będzie na nią chwilę poczekać, bo chcemy ją zrobić dobrze, bez eksperymentów.

Na Facebooku Bzyka i Sztajemki widnieje zdjęcie Kazika Staszewskiego z egzemplarzem płyty. Co sam Kazik powiedział o zawartości Starego, Złego i Brzydkiego?

Kazikowi płyta się najwyraźniej podoba, słyszał ją jeszcze przed wydaniem. Był jedną z pierwszych trzech osób spoza zespołu, które słuchały piosenek po miksie i masterze. Prosiłem, żeby Kazik jej posłuchał, bo jest jednym z moich ulubionych artystów, bardzo go cenię i szanuję, no i będąc nastolatkiem wręcz katowałem płyty Kultu, a także późniejsze projekty również są mi bardzo bliskie.

Opinia Kazika była dla mnie bardzo ważna i była bardzo pozytywna, co mnie niezwykle ucieszyło i dodało wiatru w żagle.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: Kasia Zaremba za pośrednictwem SP Records

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.