Herzyk

Kołysanki dla Szynszyli – Herzyk – „Music For Chinchillas” [recenzja]

Dawno nie widziałem tak dziwacznej nazwy albumu jak Music for Chinchillas. Muzyka dla Szynszyli? Co to w ogóle ma być? Po co tym uroczym zwierzątkom jakakolwiek muzyka? Szczególnie że jest to muzyka zagrana na syntezatorach, wygenerowana w dużej mierze za pomocą komputera, sampli oraz automatu perkusyjnego. Igor Herzyk stworzył płytę trwającą zaledwie 23 minuty, ale powiem szczerze, że długo nie mogłem jej rozgryźć; nie wiedziałem, jak podejść do tej wcale nie łatwiej, często zagranej bardzo minimalistycznie muzyki. Płytka długo kręciła się w moim odtwarzaczu, stanowiąc chyba największe wyzwanie w mojej krótkiej, zapewne dla wielu niezauważalnej, przygodzie z recenzowaniem muzyki. Jedno wiem – godziny spędzone na odkrywaniu zalet Music for Chinchillas nie były czasem straconym.

To nie pierwsze solowe dzieło krakowskiego muzyka, multiinstrumentalisty, a także kompozytora. W klimacie muzyki elektronicznej Music for Chinchillas jest już trzecim materiałem, a rockowa publiczność muzyka z pewnością może kojarzyć z dark-folkowego duetu Them Pulp Criminals, który rok temu wydał w formie elektronicznej album Lucifer is Love, a lada dzień materiał pojawi się na rynku w formie CD i podejrzewam, że może to być album, który będzie szeroko komentowany.

Na to przyjdzie jeszcze czas, na razie skupmy się na Music for Chinchillas. Dlaczego ten materiał przyprawił mi tyle bólu głowy? Chyba nie byłem po prostu odpowiednio otwarty, gdy pierwszy raz nastawiłem płytę z tą muzyką. Jej minimalizm, pozorny chłód, a także element twórczego chaosu spowodował, że eksperyment Herzyka niespecjalnie znalazł z początku u mnie słowa uznania. Z drugiej strony, kiedy zacząłem łączyć wszystkie elementy składające się na tę płytę – jak jej genezę, która opiera się na historii obserwacji dwójki Szynszyli, należących do dziewczyny Igora, która odbywała się podczas słuchania płyty Briana Eno Music for Airports, a także zapowiedź Igora, że płyta z jednej strony jest eksperymentem, z drugiej strony wyzwaniem, a jeszcze z innej strony po prostu dobrą zabawą – z czasem dotarło do mnie, że należy odrzucić wszelkie uprzedzenia i należy po prostu zacząć chłonąć tę muzykę, która może jako całość nie porywa, ale naprawdę miewa kapitalne momenty.

Jest nim chociażby kawałek Tsiu-Tsiu – lekki, nieco zakręcony, ze wspaniale wplecionymi samplami instrumentów dętych, która to melodyka powoduje, że utwór jest po prostu cudownie piękny i zachwyca wręcz swoim brzmieniem. Podobny klimat, jeszcze chyba bardziej sielski, wręcz anielski, posiada Putu Tu. Ale jak ma być inaczej, skoro ten utwór jest ilustracją tego, jak Szynszyl idzie do nieba? Herzyk nie unika konkretnych inspiracji, jak nurtem glitchu (Glee Chin) lub do konkretnych artystów takich jak T.H.Chinchill, który ma w sobie dużo z twórczości DJ Krusha.

Jeśli ktoś lubi brudną elektronikę à la Aphex Twin czy DJ Krush, z elementami ambientu, glitchu i kilku często zaskakujących elementów, powinien być w pełni usatysfakcjonowany krótką, aczkolwiek treściwą porcją nowej muzyki od Herzyka. Tylko warto od razu mieć otwarty umysł, aby chłonąć szaloną koncepcję, którą przedstawił artysta. Ja takiej postawy nie miałem na początku – i to był mój błąd.

Fot.: Loose Wire Records

Herzyk

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.