komar

Krwiożercze komarzyce – Timothy C. Winegard- „Komar” [recenzja]

Przypominamy sobie o nich latem, gdy bzyczą nam nad uchem. Gdy tylko nasza czujność zostaje uśpiona, a zmrok się zbliża, przechodzą do ataku, by pozbawić nas kilku kropel krwi i w zamian pozostawiają swędzące bąble. Komary, a właściwie komarzyce, są bohaterami tej książki. Ich historia okazuje się naprawdę interesująca. Wydawać by się mogło, że te małe owady nie mają nam nic do zaproponowania. A jednak. Kto by pomyślał, że w ciągu 200 tysięcy lat są winne śmierci ok. 52 miliardów ludzi na świecie i w dalszym ciągu im mało. Czy ich celem jest przeciwdziałanie niekontrolowanemu przyrostowi ludzkiej populacji? A może mają na sumieniu więcej zbrodni? Czy można je pokonać? Czy w walce człowiek kontra komarzyce zawsze stoimy na przegranej pozycji?

Armia krwiożerczych komarzyc liczy sobie sto dziesięć bilionów. To niewyobrażalna ilość. Przynajmniej dla mnie. Zamieszkują niemal na wszystkich szerokościach geograficznych, więc uciec przed nimi się właściwie nie da. Wyjątek stanowi Antarktyda, Islandia, Seszele oraz kilka wysp w Polinezji Francuskiej. Według danych statystycznych te niepozorne (bo wielkości pestki winogrona) i uchodzące w Europie za mało szkodliwe owady, są przyczyną zgonów połowy wszystkich ludzi, jacy kiedykolwiek żyli. Czytając to, byłam w szoku. Przecież komarzyce w bezpośredni sposób nie robią nam krzywdy. Ale niestety za ich pośrednictwem przenoszone są patogeny wywołujące cykliczne zarazy. I gdyby nie one, choroby te prawdopodobnie w ogóle by już nie występowały. Tym samym komar znajduje się na pierwszej linii dziejów jako wysłannik kostuchy, żniwiarz ludzkich populacji i podstawowy inicjator przemian historycznych.

Nie wierzycie? Komarzyce zagrażały pierwszym homo sapiens. Co więcej, przyczyniły się do zmian w genetycznym sekwencjonowaniu naszego DNA.  To jednak dopiero początek. Miały wpływ na upadek starożytnych imperiów, co pozwoliło innym narodom na tworzenie niepodległych państw. Jednych osłabiały, innym pozwalały na rozwój. Ich bezkompromisowe działanie było zdolne zniszczyć całe gospodarki. Zaznaczyły swoją obecność na polach walki, niszczyły potężne armie, przechytrzały plany najsłynniejszych generałów. Obecnie także sieją postrach. Wspierane przez globalne ocieplenie docierają do terenów, które dotąd były wolne od przenoszonych przez nie chorób (które często mutują). Rozszerzają zasięg swoich wpływów wertykalnie i horyzontalnie, dostarczając na te tereny malarię, denga, wirus Zika czy Zachodniego Nilu. Czy da się je zahamować albo doprowadzić do całkowitej eksterminacji? Byłoby to raczej trudne, by nie powiedzieć: niemożliwe. Zresztą powstałby wówczas kompletnie nieznany nam świat. Mimo wszystko dotąd mogą czuć się niezagrożone. Przetrwały już trudny czas, jakim był okres wymierania kredowego, można mniemać, że sprostają kolejnym wyzwaniom.

Cóż, zgodzić muszę się z J. R. McNeillem – profesorem Uniwersytetu Georgetown, który napisał: Prawdopodobnie dla naszej amour propre dość bolesnym ciosem jest myślenie, że pospolite komary i bezmyślne wirusy mogą kształtować naszą politykę zagraniczną. Nie zmienia to faktu, że są w stanie to robić. Niemniej dzięki temu mogły doczekać się szczegółowej analizy i w końcu biografii. Książka Timothy’ego C. Winegarda to dla mnie odkrycie. Opowieść, której bohaterem jest komar (komarzyce), mimo tego, że liczy ponad pięćset stron, czyta się niezwykle lekko i szybko. Motywem przewodnim opowieści są wzajemne zależności między wojną, polityką, podróżami, handlem a sposobem użytkowania ziemi przez ludzi. Przemycone informacje dotyczące dziejów świata to bardzo przyjemna lekcja historii. Jeśli chodzi o same komary, to cóż… odtąd będę na nie patrzeć przez troszkę inny pryzmat niż do tej pory.

Fot.: Wydawnictwo Mova


Przeczytaj także:

Recenzja książki Sennik ciem i motyli

komar

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.