Książki,Recenzje

KościelskiEGO – Krzysztof Kościelski – “Ego” [recenzja]

Krzysztof Kościelski jawi się jako Mickiewicz XXI wieku. Nie tyle co “wieszczy”, ale zrzuca szatę niewinności i w brawurowy sposób ukazuje problem dzisiejszego cyfrowego społeczeństwa i internetowej rzeczywistości. Ego jest zbiorem wierszy, mniej lub bardziej, przypominającymi utwory poetyckie. Obrazują, jak większość z nas śmiało mogłoby zyskać przydomek “nołlajf”, który w tym przypadku nie jest zaszczytnym odpowiednikiem rycerskiego “sir”, ale bardziej przypomina bezmyślnego błazna czy – w gorszym przypadku – niewolnika tej niewidzialnej sieci. Autora śmiało można nazwać prekursorem poezji rozrywkowej, gdyż nie mamy tu do czynienia jedynie z czystą poezją, która wymaga pełnego zaangażowania naszych szarych komórek i duszy krytyka literackiego, aby zrozumieć “What’s going on here?”, ale również rzuca w nas bezpośrednimi i czasami wulgarnymi  frazami. I jako czytelnicy nie czujemy przez to obrzydzenia wobec twórczości Kościelskiego, co więcej, pragniemy być nimi zasypywani, gdyż (będąc szczerą) to one niczym miecz trafiają lepiej do wnętrza odbiorcy niż delikatne głaskanie po główce i stwierdzenie “Nie rób tak. To nieładnie”. 

Większość twórców upodobało sobie krótkie formy. Wiersze ograniczające się do trzech wersów potrafią wzbudzić więcej emocji niż wielostronicowe utwory, które zabijają czytelniczy zapał już po n-tym wersie. Na dodatek coraz ciężej jest znaleźć nam parę minut, które moglibyśmy poświęcić na obcowanie z literaturą, gdyż po całodniowym zarabianiu na chleb jedyne o czym marzymy to ciepłe łóżko, obiadek i chwila spokoju. “Czytanie? Nie mam czasu!”, “Gdybym miał czas to czytałbym a czytał! Ale po robocie człowiek przychodzi zmęczony!”  Jeśli dostawałabym złotówkę za każdym razem, gdy słyszę podobne usprawiedliwienie, opalałabym się teraz na Malediwach, gdzie jedna osoba wachlowałaby mnie palmowym liściem a druga karmiła winogronem, a w razie kataru za chusteczki służyłyby mi banknoty o wartości stu złotych. W skrócie – byłabym obrzydliwie bogata. Z pomocą dla takich “pracoholików” przybywa Mickiewicz Internetów – Krzysztof Kościelski. W swoim zbiorze wierszy ujawnia prawdę dzisiejszego społeczeństwa, czasami w bardzo krótkich utworach, które mogłyby pełnić rolę życiowych “powiedzonek”.

Poezja autora podejmuje się różnorodnej problematyki, jednak dominującym tematem jest miłość w dobie internetu. Pokazuje, że coś, co dla nas jest chlebem powszednim, może okazać się w pewnym sensie patologią i właśnie po przeczytaniu tej książki uświadomiłam sobie, że niektóre aspekty mojej codzienności wymagają natychmiastowej zmiany, ponieważ mój związek z tym malutkim urządzeniem, który na stałe zadomowił się w mojej dłoni, stanowi swego rodzaju niewolnictwo. Możemy natknąć się tu na utwory bardziej rozbudowane i takie, których długość ograniczona została do dwóch wersów (więc nie chcę już słyszeć o braku czasu na czytanie). Jednak nie rozmiar jest tu najważniejszy, a sposób w jaki autor podjął się tak powszechnej tematyki. Mogę śmiało stwierdzić, że nigdy tak się nie uśmiałam, czytając utwory liryczne, mimo iż książka zawiera dzieła bardziej poważne, to jednak dominacja czarnego humoru niewątpliwie skradła moje serce. Jak wspominałam wcześniej, książka przedstawia społeczeństwo zniewolone przez Internet i kontakty międzyludzkie zastąpione zostają przez social media. Chociaż wiele z nas tego nie zauważa, to taka technologiczna ewolucja stanowi wynaturzenie, gdzie bliskość zostaje zastąpiona przez portale społecznościowe, komunikacja przez szybkie i niedbałe messages, a proste czynności schodzą na drugi plan na rzecz maszyn i sztucznych produktów.

Czarny humor wydaje się wzbudzać wiele kontrowersji, gdyż dalej istnieje w wielu z nas pospolite przekonanie, że istnieją takie rzeczy, z których nie powinniśmy sobie żartować. Czy Krzysztof Kościelski się tym przejmuje? Na szczęście nie, co widać w utworach, w których niebezpośrednie zerwanie z dziewczyną wiąże się pogrzebem pomysłodawcy rozstania:

Świtezianka 5.0

Zerwał z nią chłopak na Messengarze
Dziś jego zwłoki wcinają jeże

Świtezianka 0,7

Zerwał z nią chłopak na Tinderze
Została po nim krew na siekierze

Krótkie, ale za to bardzo obrazowe i muszę się przyznać, że pomimo “krwawego” rozwiązania problemu, kąciki ust machinalnie się podniosły. I co? Było warto wyręczać się mediami społecznościowymi?
Jednak by nie stawiać tylko płci męskiej w złym świetle, autor wziął się za kobitki, ukazując w utworach zatytułowanych Psycholinka dość stereotypowe zachowanie płci pięknej, w większości bardzo prawdziwe:

Psycholinka 1

Jeśli nie chcesz swojej zguby
Nie odmieniaj słowa “gruby”

Psycholinka 6

Jeśli chcesz mieć oba kciuki
Nie pisz więcej do tej suki

Im dalej w las, tym zaczyna się robić poważniej. Wiersze Krzysztofa Kościelskiego nie tylko mają bawić, ale odkryć przed nami pewną prawdę, która została przykryta szatami elektroniki, portali społecznościowych i codziennego (nie)życia. Ile czasu spędzamy z oczami wlepionymi w święcące ekrany? Początkowo wydaje się, że nie jest to nic wielkiego, jednak nie bez powodu są one nazywane “złodziejami czasu”. Z minuty robi się kwadrans, z kwadransa – godzina, a z godziny – pół dnia. Wielu z nas jest świadomych tego faktu, jednak jest coś magicznego w tym małym urządzeniu, które woła nas, aby tylko sprawdzić, co Kasia udostępniła na grupowym czacie, aby później do wieczora oglądać memy z kotami. A gdzie w tym wszystkim życie? Nie jestem osobą, która umie odpowiedzieć na to pytanie, jednak  w jednym utworze Kościelski ripostuje, dlaczego tak bardzo brakuje nam na wszystko czasu:

Game Over

Miałeś tylko jedno życie
I zjebałeś
Za dużo scrollowałeś.

Miałeś tylko jedno życie
I spierdoliłeś
Za mało żyłeś.

Wielką zaletą książki jest jej różnorodność, po zabawie z wierszami w stylu ŚwitezianekPsycholinek, dzieła balansują pomiędzy humorem a powagą, między prostotą a wielowymiarowością, między bezpośredniością a magią. Niektóre wiersze stanowią wyznanie miłości, które zdecydowanie większość kobiet chciałaby usłyszeć, lub stają się motywatorami, które otwierają nam oczy na nas samych; przemawiają  niczym dobry znajomy, dzięki czemu utwory takie jak Naucz się odchodzić, W sercu czy Głodny i samotny otrzymały honorowe miejsce w złotej ramie wiszącej nad moim łóżkiem, przypominając, żeby odchodzić z dumą i nie goń niczego, co ci spier”…*ekhm*… ucieka.

Krótkie, wierszowane formy zyskują na popularności, co możemy zauważyć przez popularność Mleko i miód Rupi Kaur czy właśnie Ego Krzysztofa Kościelskiego. Jest to książka, którą zdecydowanie mogłabym polecić każdemu, niezależnie od wieku i płci. Nowocześnie, z powagą i czarnym humorem zdejmuje z nas kajdany pozorów i rzuca nas na pożarcie, czasami bolesnej rzeczywistości. Czy jest ona kolorowa, czy też nie? Pierwsze zderzenie może być bardzo bolesne, bo jak tu zrezygnować z barwnych fotografii Pinteresta czy filtrów pieska na Snapchacie dla świata, który nieczęsto raczy nas samą pomyślnością? Może warto dla samej rzeczywistości, tej prawdziwej, która nie zaoferuje nam żadnego filtra z Instagrama.
Patrz przed siebie, nie w dół na komórkę.

I nie zrywaj z dziewczyną przez social media.
Bo w rzeźni za rogiem kołysze się hak.

Podobne wpisy:


Ogólna ocena9
9Ocena ogólna

Piszę, więc jestem. I straszę w horrorach. Bu.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *