Król życia

Khululeka! – Jerzy Zieliński – „Król życia” [recenzja]

Polskie kino nie ma najlepszej renomy, a już zwłaszcza wśród… Polaków. Robimy filmy lepsze i gorsze, ale trzeba przyznać, że komedie od dłuższego już czasu nie wychodzą nam najlepiej. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale w zalewie romantycznych, z założenia zabawnych produkcji, stanowią one jedynie potwierdzenie reguły. Król życia jest filmem innym i to pod wieloma względami. Nawet, jeśli nie przypadnie komuś do gustu, to większość widzów zauważy jednak jego odmienność, zwłaszcza na tle komercyjnych dzieł ostatnich lat.

Głównym bohaterem filmu Jerzego Zielińskiego jest mężczyzna z rodzaju tych, których mijamy na ulicach swoich miast zapewne codziennie. Ani brzydki, ani powalająco przystojny, dobrze ubrany, wyprostowany, pędzący do pracy w swoim codziennym garniturze. Nie uśmiecha się do przechodniów, bo nie widzi ku temu powodów. Widząc takiego człowieka, tak naprawdę go nie zauważamy. Zazwyczaj sami wyglądamy podobnie, choć możemy być ubrani w dres, a nasza lekko przygarbiona sylwetka pogłębia wrażenie codziennych trosk, jakie zaprzątają naszą głowę. I w zasadzie Edward nie jest pod żadnym względem wyjątkowy; jest zarówno sobą, jak i każdym z nas. Ma piękną żonę i uroczą córeczkę, ale obydwie dawno straciły dla niego większość ze swego uroku. Na małżonkę patrzy spode łba, a kłótnia każdorazowo wisi w powietrzu; dla córki nie ma czasu, bo po pracy wraca zmęczony – przede wszystkim psychicznie. Ponieważ ostatnio zepsuł mu się samochód, jeździ do pracy komunikacją miejską, a to tym bardziej nie poprawia mu humoru. W autobusie zachowuje się tak, jak większość ludzi, z którymi dzieli publiczny środek transportu – nie patrzy nikomu w oczu, kontakt z innymi ogranicza do minimum, wysiada jak najszybciej. Edward to najbardziej klasyczny przykład człowieka, którego przestało cieszyć życie. Marzy o podwyżce, ale nawet nie wie, że to nie pieniądze zmienią jego podejście do codziennych drobiazgów. Edward jest zmęczony, znudzony, zblazowany, zgorzkniały, a przez to wszystko również niemiły dla innych, nawet najbliższych sobie, osób.

Król życia 2

A jednak staje się coś, co zupełnie odmienia Edwarda. Kiedy w końcu odbiera naprawiony samochód, porzuca autobusy i tramwaje na rzecz swobodnej jazdy we własnym aucie. Już pierwszego dnia jednak ulega poważnemu wypadkowi, po którym budzi się niczym odmieniony, nowo narodzony mężczyzna. Edward zaczyna dostrzegać rzeczy, które wcześniej stanowiły wyłącznie podłoże do jego irytacji; cieszy się z drobiazgów takich jak chodzenie w deszczu; robi rzeczy, które wcześniej nie przyszłyby mu do głowy, a nawet napawały odrazą u innych, jak na przykład serdeczne powitania z – w zasadzie nieznanym – sąsiadem w windzie. Zmianę, jaka zachodzi w bohaterze filmu Zielińskiego, najłatwiej określić, mówiąc, że Edward ze zniesmaczonego, przygnębionego i zdenerwowanego człowieka, stał się osobą spokojną, szczęśliwą i tryskającą energią i dobrym humorem. A że – co zostaje podkreślone w filmie – szczęście jest zaraźliwie na odległość 800 metrów, zaraża swoim nowym podejściem do życia innych. Na tej zmianie zyskują nie tylko żona i córka, ale także ojciec Edwarda i jego przyjaciel z dzieciństwa, którego przed wypadkiem nawet nie poznał, mimo że stali na jednym przystanku. Może okazać się również, że z tej niespodziewanej metamorfozy skorzystają także postronni.

Król życia 1

Król życia na pierwszy rzut oka wydaje się być kolejną nieśmieszną komedią, która w umysłach twórców sprawiała, że cała sala kinowa zginała się ze śmiechu. Tak jednak nie jest, choć trzeba przyznać, że film ten nie jest typową komedią, nie tylko polską, ale w ogóle. Swoim gatunkowym wydźwiękiem zbliża się nieznacznie do Dnia świra, który bazując na sytuacjach komicznych, był jednak opowieścią przede wszystkim depresyjną, opowiadającą o  ludzkim dramacie. Porównanie to jest oczywiście w dużej mierze intuicyjne, filmy znajdują się na dwóch różnych biegunach, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że jest to ta sama filmowa półkula, to samo pojmowanie człowieka i sytuacji, w jakich się znajduje. Jeśli natomiast trzeba by wskazać jakąś scenę, która w sposób bezpośredni i oczywisty koresponduje z filmem Koterskiego, to byłaby to scena, kiedy po raz pierwszy widzimy Edwarda w jego pracy i kiedy zostajemy wciągnięci w jego fantasmagorię na temat zachowania, na które nigdy się nie odważył. Najważniejsze, z czego musimy zdać sobie sprawę, jeśli zasiadając do filmu Zielińskiego, nastawiamy się na komedię, to fakt, że przy Królu życia nie będziemy się śmiać, lecz szczerze uśmiechać. I to jest największy plus tego obrazu, bo swoim ciepłem, niewymuszeniem i porzuceniem środków, które przyczyniłyby się z pewnością do jego komercyjnego sukcesu, trafi do zwykłego odbiorcy i nie pozostawi po sobie ani uczucia niedosytu, ani tym bardziej zniesmaczenia, które niekiedy towarzyszy nam podczas seansów polskich filmów. Król życia jest taki, jak życie jego głównego bohatera – zwyczajne. Widz, aby docenić ten film, musi zacząć doceniać właśnie tę jego zwyczajność – dokładnie tak Edward zaczął czerpać radość z własnego życia.

Król życia 4

Polscy aktorzy dzielą się w zasadzie na trzy grupy – tych niezbyt znanych, znanych i znanych, którzy właśnie są na topie. Ci, którzy są na topie, występują w co drugim filmie i serialu i po niedługim czasie przeciętny widz ma takich aktorów dość, nawet jeśli jest w stanie docenić ich kunszt. Podobnie swego czasu było z Robertem Więckiewiczem i w pewnym momencie wydawać się mogło, że żaden polski, szanujący się film, nie powstanie bez tego aktora. Tym bardziej dziwi mnie fakt, że zdecydował się on wziąć udział w takiej – bądź co bądź – niszowej produkcji. Po tym filmie po prostu widać, że jego twórcy mierzyli raczej w serca co poniektórych widzów niż słupki oglądalności i sprzedaży kinowych biletów. Bo choć historia wydaje się banalna i iście filmowa, o tyle jej poprowadzenie i sposób realizacji już takie nie są. Więckiewicz sprawdził się w roli Edwarda wiarygodnie i na pewno nie przeszkadzał w odbiorze filmu. Musze wręcz przyznać, że momentami swoją – przepraszam za wyrażenie, ale nie jestem na chwilę obecną w stanie znaleźć innego słowa – głupkowatą miną sprawiał, że czułam się lekko zażenowana, by po chwili wstydzić się owego zażenowania, a wydaje mi się, że właśnie o to chodziło twórcom. Widz, tak jak żona Edwarda, do końca bowiem nie wie, czy zmiana, jaka zaszła w mężczyźnie, jest wynikiem przeżycia wewnętrznego, jakim był wypadek, przewartościowaniem swojego życia i spojrzeniem na świat na nowo, czy ma raczej związek z jakimś fizyczny urazem mózgu. Z czasem jednak odpowiedź na to pytanie traci znaczenie, zwłaszcza kiedy obserwujemy relacje Edwarda z żoną, córką, ojcem i starym przyjacielem.

Król życia 5

Reszta obsady również spisała się bardzo dobrze – Magdalena Popławka już w serialu Usta Usta udowodniła, że jest jedną z bardziej naturalnie grających aktorek, której również uroda jest niebanalna i przykuwająca uwagę; Bartłomiej Topa, choć dostał rolę być może niewdzięczną, to jego postać zostaje w pamięci na długo, pozostawiając w niej posmak zarówno słodki, jak i lekko gorzki. Na uwagę zasługuje również Ania Niedźwiecka, wcielająca się w córkę Edwarda, której grę śmiało można porównać do gry Julii Wróblewskiej z filmu Tylko mnie kochaj. Nie do końca swoją kreacją przekonał mnie natomiast Krzysztof Czeczot, który odegrał w Królu życia despotycznego, choć młodego szefa korporacji, w której pracuje Edward.

Król życia 3

Król życia wydany na DVD przez Agorę przyciąga wzrok kolorową okładką i – co najważniejsze – pozwala poznać bliżej założenia twórców, jak i odczucia odtwórcy głównej roli. W książeczkowym wydaniu znajdziemy bowiem wywiad z reżyserem, Jerzym Zielińskim, dla którego Król życia był zresztą debiutem w takiej roli, a także z Fadim Chakkourem, scenarzystą, i oczywiście z Robertem Więckiewiczem. Pytania są dość oczywiste, ale właśnie takich informacji oczekujemy zazwyczaj, kiedy decydujemy się na zakup takiego a nie innego wydania filmu. Ważne jest tutaj drugie pytanie zadane reżyserowi, o to, co szczególnego zwróciło jego uwagę w scenariuszu, że zdecydował się nakręcić film akurat na jego podstawie. Jerzy Zieliński odpowiada bowiem: Szukałem tekstu oryginalnego i zarazem współczesnego. Bardzo ważne było dla mnie, aby scenariusz miał w sobie humor i absurd oraz pozytywne fluidy. Wspomniany absurd stanowi ważny element filmu i choć wielu widzom może się nie spodobać, to w dużej mierze to właśnie on wyróżnia tę produkcję na tle innych. Czarno-białe sceny, absurdalne zdarzenia, które do końca nie wiadomo, czy dzieją się w głowie Edwarda, czy może stanowią jeszcze coś innego – nadają temu obrazowi pewnego charakterystycznego posmaku. Jedną z takich scen jest ta, w której czarnoskóra, półnaga kobieta zwraca się z telebimu do naszego bohatera po zulusku, wypowiadając raz po raz słowo, które brzmi: Khululeka. W wolnym tłumaczeniu znaczy to mniej więcej: zrelaksuj się, wyluzuj, i bez oporów można uznać to za główne przesłanie filmu.

Król życia 7

Król życia nie jest typową komedią ani typowym dramatem. Mimo że z opisu wynika coś nieco innego, to tak naprawdę nie jest to również dzieło, które ma nas skłonić do nadmiernej radości i wyszukiwania szczęścia tam, gdzie zazwyczaj go nie znajdujemy. Nie. Film Zielińskiego aż krzyczy z ekranu: Wyluzuj! Khululeka! Spinanie się nic nam nie da, sprawi jedynie, że przez innych będziemy postrzegani jako gbury. Jego forma również nawiązuje do tego wyluzowania się i relaksu – nie musimy wszystkiego brać tak poważnie, jak jesteśmy przyzwyczajeni. Swoją drogą ludzie, wbrew pozorom, nie zostają odmalowani w Królu życia przesadnie pozytywnie. Głównie są to zmęczoe, szare, zgorzkniałe osoby, pełne frustracji i gniewu na wszystko, co je otacza, gotowi wyżyć się na pierwszym lepszym przechodniu. No cóż, nie da się ukryć, że jest w tym sporo prawdy. Dlatego, jeśli Edwarda zmienił jakiś uraz mózgu, to może nie byłoby tak źle, gdybyśmy wszyscy padli ofiara takowego?

Przed seansem tego filmu, trzeba wiedzieć, czego się oczekuje i czego możemy po nim oczekiwać. Bo mogą to być dwie różne rzeczy i wtedy na pewno będziemy zawiedzeni. Jeśli chcemy typowej komedii, na której się pośmiejemy, lecz nic z niej nie wyciągniemy – nie jest to film dla nas. Jeśli natomiast nastawimy się na ciepły film, skłaniający do uśmiechu, zwykłego i naturalnego, niewymuszonego jak życie – najprawdopodobniej będziemy zadowoleni z seansu. Król życia nie zasilił bowiem szeregu filmów komercyjnych, pełnych oczywistości i tanich, lecz skutecznych chwytów, które przyciągają tłumy. Jest nieco inny, nieco absurdalny, ale na pewno ciekawy, zwracający uwagę. Przypominający, że czasami nie pomaga ani złość, ani przesadna radość. Czasami trzeba zwyczajnie wyluzować. Po prostu. Khululeka.

Król życia 6

[buybox-widget category=”movie” name=”Król życia” info=”Jerzy Zieliński”]

Fot.: Agora SA

Król życia

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.