Kultura w biegu #10: Wysokie i niskie tony

9 stycznia polską premierę ma czwarty film pełnometrażowy francuskiego reżysera Emmanuela Courcola. Wysokie i niskie tony były nominowane do Cezarów w aż siedmiu kategoriach, a do francuskich kin przyciągnęły prawie 3 miliony widzów. Po ponad 1.5 roku od premiery światowej, film możemy obejrzeć również w Polsce. Dystrybutorem filmu jest Aurora Films a Głos Kultury objął produkcję patronatem medialnym. 

Życiowo ułożony, znany dyrygent Thibaut Desormeaux dostaje informację, która zmienia o 180 stopni jego życie oraz podejście do świata. Dowiaduje się, że ma raka i umiera. To zdarzenie zapoczątkowuje podróż w poszukiwaniu rodzinnych więzów i realizacji marzeń z dala od paryskiego blichtru, odnajdując brata żyjącego w miasteczku bez perspektyw i poznając pełnych pasji do muzyki ludzi. Film to zarówno komedia, rodzinny dramat, jak i wielki hołd złożony muzyce.

Courcol obraca się raczej w schematach typowego komediodramatu, z którymi już się spotkałem – zwłaszcza w kinie francuskim i włoskim. Trzeba jednak powiedzieć, że korzysta z utartych ścieżek bardzo sprawnie i idzie nimi prosto do celu, tworząc film zarówno wzruszający, zabawny, jak i imponujący pod względem ścieżki dźwiękowej. Odczułem, że taki seans mi był potrzebny – nie jest to ani blockbuster, ani kaskaderski arthouse (czyli coś, co dominuje moje watchlisty), ale kino pełne naturalnych, nieegzaltowanych emocji.

Kiedy film ma w sobie zarówno słodycz (chęć spełniania marzeń), jak i gorycz (choroba głównego bohatera), zawsze gdzieś bardziej w głowie wybrzmiewa mi to drugie, co odkryłem przy seansie Życia dla początkującychFilm Courcola ma wprawdzie w sobie sporo humoru, ale jest też klasycznym dramatem o szukaniu swojej drogi, wracaniu do korzeni i delikatnym komentarzem społecznym. Widzimy tu zarówno Paryż, jak i prowincję. Thibaut doświadcza nowych rzeczy, odkrywa świat i ludzi na nowo, choć droga wiedzie też przez zgrzyty, wyrzuty i frustracje. Fabuła jest schematyczna, ale sensowna. Humor jest bardzo naturalny, nie ma tutaj jakichś gagów znikąd, których trochę się obawiałem. To, co jednak najbardziej w Wysokich i niskich tonach doceniam to muzyka. Jest jej pełno i bardzo mi się podobała – bardziej, niż się tego spodziewałem, z racji tego że na moich playlistach dominuje głównie Rammstein i podobne zespoły, pompatyczne filmowe soundtracki (z Diuny, czy Incepcji chociażby). Tu jednak muzyka klasyczna zdobyła moje serce i zachęciła do rozszerzenia swoich muzycznych poszukiwań.

Bardzo istotnym elementem, bez którego dobrego komediodramatu nie ma są postaci i gra aktorska. Tutaj postaci są autentyczne, jest tu kontrast między Thibautem, a ludźmi z małego miasta niepewnymi jutra, ale nie ma tutaj patrzenia na kogokolwiek z góry, czy też z pogardą. Ten kontrast dzięki muzyce się zaciera. Brzmi naiwnie i życzeniowo? Oczywiście. Myślę, że jest to jednak wpisane w koszty zrobienia uroczego filmu, który ma śmieszyć oraz wzruszyć. Ostatecznie – jestem w stanie mu to wybaczyć przy zwrotnych emocjach, jakie Courcolowi udaje się wywołać w idealnych proporcjach.

Miałem lekko mieszane uczucia co do głównej postaci. Wydawała mi się ona niewystarczająco wyrazista, spodziewałem się bohatera o mocniejszym charakterze, może chociażby dominującego choleryka albo jakiejś karykatury. Tymczasem jego kreacja jest bardzo skromna, jednak końcowo do niej się przekonałem. Reprezentuje paryską elegancję, powściągliwość, flegmatyzm, co ma tu sens. W jego przypadku emocje są głęboko skrywane i trudno do nich dotrzeć. Nie jest to orkiestra jednego muzyka.

Chyba nie ma filmu, w którym czegoś bym się nie doczepił. Tempo było być może trochę za bardzo jednostajne, co przy sporej ilości dialogów chwilami mi przeszkadzało i mam wrażenie, że przydałaby się filmowi częstsza wybuchowość i eskalacja. Uważam jednak to bardziej za różnicę między tym, czego się spodziewałem niż za jakąś poważną wadę. Nie uważam filmu za nudny, ale jednak wymaga koncentracji i nie zaskakuje nie wiadomo czym.

Solidna produkcja, w której wszystko gra. Dosłownie i w przenośni. Korzysta z muzycznej pompatyczności Whiplasha (ale dyrygentem nie jest psychopata), łączy tragizm z humorem jak w Symfonii o umieraniu, a motyw zmiany spojrzenia na swoje życie jest podobny jak na przykład w Pół na pół. Tak więc – Courcol nie próbuje zmieniać kina, ale realizuje swój cel. Wzrusza, cieszy, śmieszy i zachęca do realizacji swoich marzeń. Sporo w tym serca i od czasu do czasu takie filmy warto oglądać. Dla mnie dobrze równoważy ekscentryczność, nadmiar tragizmu jaki często spotykam w kinie. Nawet jeśli nie jest to w 100% moje kino (przez życzeniowość fabuły chociażby), to w wielu aspektach je doceniam, a Wysokie i niskie tony polecam.

Fot: Aurora Films

Write a Review

Opublikowane przez

Błażej Piechota

Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *