Dobra siostra jest pierwszym filmem niemieckiej reżyserski Sarah Miro Fischer – nie tylko pełnometrażowym, ale ogólnie. Co więcej, jest to dzieło zrealizowane tuż po studiach – najpierw w Bogocie, później w Berlinie. Z tego też względu, na seans nastawiałem się z pewną dawką wyrozumiałości co do mogących pojawić się mankamentów. Koniec końców, nie było jej za wiele potrzebne. Dobra siostra okazała się być filmem solidnym, całkiem udanym, mocnym, przemyślanym i zrealizowanym ze sporym reżyserskim wyczuciem. Dystrybucją filmu w Polsce zajmuje się Aurora Films, a w kinach można go zobaczyć od 27 marca.
W obliczu niepewnej sytuacji rodzinnej i miłosnej, wsparciem dla głównej bohaterki (Rose) jest jej brat – Sam.
Poczucie stabilności przerywa list od policji oraz wezwanie do złożenia zeznań w sprawie oskarżenia Sama o gwałt. Wydarzenie oraz idący za nim cień wątpliwości zapoczątkowują wewnętrzne konflikty moralne u bohaterki, a w samą relację rodzeństwa wkradają się znaki zapytania.
Problematyka debiutu Sarah Miro Fischer opiera się na dylemacie głównej bohaterki, muszącej nagle stanąć między miłością do bliskiej osoby, a obiektywnym dobrem. Dylemat wykracza tu poza spektrum dobro-zło, a każda decyzja niesie za sobą negatywne konsekwencje (przy jednoczesnym braku pozytywnych). W znakomity sposób reżyserka obrazuje powolne kruszenie się posągu bliskiej osoby, psychologiczny proces wyparcia, negacji, aż do stopniowego godzenia się z rzeczywistością. Dobra siostra porusza problem w sposób na tyle głęboki i przekonujący, że można film nazwać mianem solidnego. To niemieckiej reżyserce wyszło, a jej debiut posiada solidne fundamenty. Jest o czymś.
Drugą siłą Dobrej siostry to wykonanie, które łączy sporą subtelność i wrażliwość, zachowując jednak moc oddziaływania na widza, powodując spory mętlik w głowie. Ani nie ujmuje traumatyczności wydarzeniu, ani nie używa go jako jedynej emocjonalnej karty przetargowej. Sarah Miro Fischer skupia się przede wszystkim na napięciu i niepewnościach pojawiających się wokół. Podkreśla to kompozycja kadrów i sposób kręcenia, są tu zarówno zbliżenia podkreślające poszczególne emocje, jak i ujęcia z oddali, dodające lekkiego chłodu i surowości. Warto zwrócić na to uwagę i oglądać film uważnie. W scenie na posterunku kręcenie ze sporego dystansu służy podkreśleniu kliniczności działania systemu oraz proceduralności, z którą bohaterka musi się zmierzyć. Już w debiucie widać reżyserskie wyczucie i oko do szczegółów.
Można mieć mieszane uczucia co do warstwy symbolicznej filmu i uznać metafory za nieprzekonujące. Podobnie zresztą sama fabuła i główny dylemat, jeśli widz ma bardzo silnie zakorzenione poglądy na sprawę. Ja jednak oceniam je pozytywnie i pełniły sporą rolę w budowaniu napięcia, wprowadzały niuans i zachęcały do uważniejszego seansu. Wracając do dylematu, warto spojrzeć na naiwność głównej bohaterki. Jeśli decyzja powinna być dla bohaterki jasna (tak jak była dla widza), dlaczego nie jest i jakie jest źródło jej niepewności? Nie chcę oczywiście zdradzać zbyt dużo, jednak zachęcam do przyglądania się całemu źródłowi miejscami sprzecznych decyzji Rose. Ryzykowną fabularną decyzją był tutaj nagły zwrot w bezpośredniość. Zrozumiała jest wątpliwość wobec jej sensu, ale i tutaj zachęcam do małej psychologicznej analizy bohaterki. Wtedy też Dobra siostra osadzi się w głowie na dłużej.
Wady Dobrej siostry widnieją przede wszystkim w bohaterach i niektórych aspektach scenariusza. Co do gry aktorskiej – jest ona poprawna i podoba mi się powściągliwość Marie Bloching w roli głównej. Dobrze widać to, jak zaciska zęby w momentach, w których przychodzą trudne emocje. Niemniej jednak bohaterzy budujący drugi plan i cały kontekst wydarzeń są napisani kanciasto i ograniczeni niemal tylko do pełnienia określonych funkcji w filmie. Wątki poboczne, które mają sporą rolę w budowaniu całości są potraktowane skrótowo oraz powierzchownie. Boli to zwłaszcza patrząc na to, jak ważna jest tu relacja Rose z jej partnerką. Wkradają się tu też dłużyzny, sceny nie wnoszące zbyt wiele do całości, film chwilami wytraca tempo oraz napięcie. Pod tym względem jest jeszcze trochę do poprawy.
Debiut Sary Miro Fischer to film trudny, ciężki, emocjonalnie chwiejny. Przez cały seans towarzyszył mi niepokój, a mój poziom stresu był porównywalny do tego w pracy w call-center. Z kilku względów warto Dobrą siostrę sprawdzić. Udało się narysować intrygujący portret głównej bohaterki oraz jej dylematów, a scenariusz ma momenty słabsze, ale i wyjątkowo intrygujące. W warstwie obrazowo-dźwiękowa dostrzegam wyczucie i błyskotliwość. Temat nie jest może wcześniej przeze mnie niespotykany, ale przedstawiony w przekonujący sposób. Pojawiające się przydługie fragmenty rekompensuje symbolika, która wprowadza pewną świeżość. Seans należał do udanych, mimo wielu scenariuszowych mankamentów. Warto? Tak, jednak najlepiej w kinie lub będąc w pełni skoncentrowanym.
Zdj. Aurora Films












