petzold

Kultura w biegu #15 – „Miroirs III. Barka na oceanie”

Filmy niemieckie zagościły na dobre w polskich kinach. Niedawno mieliśmy premierę Wpatrując się w słońce Maschy Schilinski, wcześniej pisałem o premierowym filmie reżyserki Sarah Miro Fischer, a w lutym kilka filmów zostało pokazanych w ramach Tygodnia Kina Niemieckiego, który odbywał się w całej Polsce. Także Christian Petzold, uznany niemiecki dramaturg wypuścił swoje nowe dzieło. Dzięki Aurora Films od 24 kwietnia Miroirs III będzie można zobaczyć na dużym ekranie. 

Mniej więcej rok temu zaczynałem moją przygodę z niemieckim kinem (mającą związek z nauką języka). Christian Petzold był jednym z pierwszych reżyserów, z którego twórczością się zapoznałem, zaraz obok dzieł Fatiha Akina, czy Michaela Hanekego. Po obejrzeniu siedmiu filmów Petzolda, wiedziałem mniej więcej czego się spodziewać – minimalistycznego dramatu skoncentrowanego na ludziach z subtelną nutą magii. Nie nazwałbym się wielkim fanem twórczości dwukrotnego laureata Srebrnego Niedźwiedzia, natomiast bardzo lubię Feniksa – historię kobiety ocalałej z wojny, pokazanej przez pryzmat uczuć, wspomnień, pamięci i żałoby po stracie. Do bardzo udanych projektów należy też Tranzyt – intymna opowieść o człowieku w momencie zagrożenia, czy Wolfsburg – celne i poruszające studium wyrzutów sumienia i prób ich zduszenia. Tak naprawdę nie jestem fanem jedynie dość ckliwego i tandetnego Undine.

Po dość udanym (choć niepozbawionym pretensjonalności) Czerwonym Niebie, w którym Petzold dokonywał dekonstrukcji artystycznego ego, oczekiwałem kolejnego filmu, który ma więcej niż jedną warstwę, pewne niejednoznaczności, czy pewne alegorie. Miroirs III tymczasem się okazał chyba najprostszym filmem, jaki Niemiec zrobił w swojej karierze. Znając jego możliwości i kreatywność, jest to film aż nazbyt pozbawiony niuansów, fabularnej lub formalnej brawury, pełen znanych dobrze motywów. Z tego też powodu nie jest to może film, który dawałby mi stuprocentową satysfakcję. Podchodząc jednak do niego w pewien sposób, nastawiając się przede wszystkim na subtelne emocje, seans może jak najbardziej okazać się udanym.

Główną bohaterką filmu jest Laura, która traci partnera w wyniku wypadku samochodowego. Zupełnym przypadkiem trafia do domu Betty, która decyduje się nią zaopiekować. Podczas gdy Laura kogoś straciła, starsza kobieta jak się okazuje szuka kogoś od bardzo dawna. Kogoś takiego, jak Laura właśnie. Z pozoru tragiczne zdarzenie stanie się później źródłem chęci odnowienia dawnych więzi.

Ze względu na to, jak minimalistyczne są tu postaci oraz sama historia, nowy film Petzolda nie jest czymś wybitnie złożonym, w którym jest dużo do odkrywania, czy interpretacji. Zamiast tego jest to płynący swoim tempem, przyjemny i dość ciepły dramat rodzinny, w którym żałoba nie ogranicza się do łez. Moim błędem w podchodzeniu do filmu było oczekiwanie na jakiś plot twist. Większość widzów natomiast domyśli się, jaka jest tajemnica filmu już na samym początku. Najlepiej jest wobec tego… po prostu obserwować i odczuwać.

Wobec zaskakującej wręcz konserwatywności reżysera, najlepiej jest (tak, brzmi to banalnie) rozsiąść się wygodnie w fotelu. Petzold postawił tym razem na zrobienie czegoś w stylu comfort filmu. Najbardziej zaskakuje tym, jak bardzo jest niezaskakujący i kameralny. Nie ma tu jakiegoś emocjonalnego momentum, kulminacji, która w większości filmów występuje. Zamiast tego, dostajemy bardzo subtelnie rozlewającą się na półtorej godziny melancholię.

Melancholię, która ze swoimi formalnymi aspektami się zgrywa bardzo dobrze. Gra aktorska jest bardzo powściągliwa, ale udana. Paula Beer ma w sobie pewien niezmienny urok, a po Barbarze Auer (w roli Betty) w bardzo naturalny sposób widać tlącą się nadzieję. Miejscem akcji jest idyllyczna niemiecka wieś, a w niej owoce, rośliny i smaczne jedzenie robione przez Laurę. Można powiedzieć, że gdyby Aki Kaurismaki był z Niemiec, zrobiłby coś w stylu Miroirs III. 

Od pierwszych sekund Petzold ustawia fabularny porządek oraz niezmienny vibe. Jest to historia wybitnie ludzka, ale bardzo mało filmowa. Nie zapamiętam jej z tego powodu na jakoś bardzo długo, jednak z jego dziełem można się najbardziej zapoznać, gdyż seans w kinowej scenerii skutecznie może przewietrzyć głowę, na chwilę uwolnić z obowiązków, oglądając zarazem filmem nie bez wartości, nie zwracając uwagę na to, że owa wartość płynęła z filmu już niejednokrotnie.

zdj. Aurora Films

petzold

Write a Review

Opublikowane przez

Błażej Piechota

Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *