Filmy,Recenzje

Ładne fantasy i nic więcej – Duncan Jones – “Warcraft: Początek” [recenzja]

Wielbiciele gatunku fantasy nie są rozpieszczani w kinach. Niewiele ukazuje się filmów tego rodzaju, a od zakończenia ekranizacji HobbitaWładcy Pierścieni trudno znaleźć odpowiedniego następcę. Dla jasności – mówię tu o konkretnym podgatunku fantasy nazywanym magia i miecz, przeważnie przedstawiającym niezwykłe przygody bohaterów w fantastycznym świecie. Ten niedostatek zadecydował o tym, że nie najlepiej zapowiadające się widowisko Warcraft: Początek było wyczekiwane nie tylko przez fanów gry komputerowej, na której podstawie zrealizowano produkcję. Jednak ekranizacje gier zazwyczaj okazują się niewypałem – czy tak jest i w tym przypadku?

Orkowie, nie mając już miejsca do życia, trafią do świata Azeroth (Przymierze), gdzie rozpoczynają walkę z ludźmi. Długotrwały pokój zostaje zastąpiony wojną, lecz obu rasom grozi jeszcze inne zagrożenie… Bardziej fabuły filmu nie można opisać, bo jest ona prosta jak budowa cepa za wyjątkiem ostatnich kilkunastu minut. Wtedy wydaje się, że twórcy oprzytomnieli – zdali sobie sprawę, że jeszcze nie popisali się niczym zaskakującym i (co najgorsze) dążą do przewidywalnego zakończenia, niedającego furtki do kontynuacji. Tak być nie może! Dlatego akcja komplikuje się – niekoniecznie z sensem – i zostaje przerwana w takim momencie, że druga część powinna się pojawić. W końcu historii nie wypada zostawiać otwartej, niedokończonej, nieprawdaż? Zresztą do sequelu raczej dojdzie. Chociaż zyski z USA nie zachwycają, to dochód z reszty świata prezentuje się już znacznie lepiej.

Warcraft: Początek

Scenariusz cierpi na różne choroby. Kliszowość historii jest zrozumiała, zwłaszcza w gatunku fantasy, w którym chodzi przecież o przygodę. Niestety twórcy, choć korzystają ze znanych schematów, nie oferując niczego naprawdę nowego lub oryginalnego, nie potrafią przedstawić ciekawej opowieści. Za bardzo skaczą po wątkach i za szybko zmieniają lokacje, skutkiem czego dostajemy poszatkowaną, chaotyczną fabułę. Na domiar złego wiele jej fragmentów wygląda koszmarnie, ponieważ występuje w nich za mało porządnej treści.

Wątek miłosny? Kilka spojrzeń i nagle postacie prawie wyznają sobie miłość. Relacje ojciec-syn? Złożone z krótkich – nie wiem, czy dłuższych niż dwie minuty – scen. Przeszłość Garony, kobiety pół-ork? Wystarczy, że wspomni się o niej w paru zdaniach i mamy zarysowaną postać. To nie są bardzo istotne sprawy, ale ich konsekwencję można zaobserwować w bohaterach, którzy są niczym innym jak chodzącymi marionetkami, biorącymi udział w akcji i nic poza tym. Żaden nie został odpowiednio zarysowany – zarówno orkowie, jak i ludzie. Właściwie jedyna atrakcyjność występujących tu person opiera się na popularnych aktorach (są tu osoby z Wikingów czy Preachera) i dobrej prezentacji wizualnej.

Warcraft: Początek

Nie mam nic przeciwko prostym postaciom, lecz w filmie Warcraft: Początek są one zwyczajnie płytkie i pozbawione choćby namiastki charakteru. Być może fani gry (w którą nie grałem – przyznaję się bez bicia) będą podekscytowani widokiem znanych im bohaterów, jednak pozostali poczują zawód. Wydaje się, że twórcom trudność sprawiło obdarzenie kogoś osobowością bądź mocnymi motywacjami. Najbardziej się to odczuwa przy parze królewskiej, która jest nad wyraz bezbarwna, za co odpowiadają również aktorzy. Dominic Cooper gra usypiająco, jakby był znudzony, a Ruth Negga niewiele się od niego różni w tym względzie. Nie czuć między nimi chemii, miłości, przywiązania. Ta dwójka wypada wielokroć lepiej w Preacherze, choć wcale tam nie zachwyca.

W przypadku magów (Medivh i jego uczeń) sytuacja nie wygląda tak źle – są znośni, podobnie jak Lothar. Wciąż to nie są ciekawe postacie, jednak winę tutaj w pełni ponoszą scenarzyści, może reżyser, nie aktorzy. Natomiast orków ratuje specyficzny wygląd i sposób bycia – między innymi własny język oraz tradycje. Nie jest to wystarczające, lecz początkowo Warcraft: Początek potrafi się podobać. Świat fantasy (szkoda, że wykonany głównie z CGI… Aż tęsknię za serialem Marco Polo od Netflixa) robi pozytywne wrażenie. Walki jeszcze nie nudzą i rzucane czary mogą przypominać starcia w cRPG-ach, a historia dopiero się rozpoczyna, więc można było oczekiwać, że im dalej, tym będzie lepiej. Potem film przytłacza nudnymi dialogami, które mają zadanie głównie informacyjne albo z kolei są pozbawione charakteru. Dałoby się to naprawić, gdyby wydłużyć podróże bohaterów i wpleść w nie interesujące rozmowy – w ten sposób można byłoby uzyskać odpowiedni klimat przygody. Tak się jednak nie dzieje.

Warcraft: Początek

Warcraft: Początek to słaby film. Oceny od widzów zbiera całkiem pozytywne, dlatego może to kwestia tego, że nie miałem do czynienia z grą. Nie jestem jednak przekonany, czy nawet nostalgia i znajomość świata zatuszowałyby wady produkcji – źle rozpisaną fabułę oraz beznamiętne postacie. Te ostatnie przesądzają o jakości tego tytułu, ponieważ kino fantasy potrafi dużo zyskać dzięki odpowiednim – sympatycznym, wyrazistym lub charyzmatycznym – bohaterom. Do tego zdarzają się momenty, które miały budzić emocje, a nie budzą, bo losy marionetek są widzowi obojętne.

Fot.: United International Pictures

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.