Książki,Recenzje

W pewnej wiosce żył sobie chłopiec… – Max Porter – “Lanny” [recenzja]

…który był inny niż reszta dzieci. Wydaje się, że tak jak oni chodził do szkoły, był nawet lubiany wśród rówieśników i bawił się na dworze. Ale Lanny, bo tak brzmiało jego imię, nie był zwykłym chłopcem. Często znikał na wiele godzin w leśnych ostępach, a jego ubranie znaczyła ziemia i runo leśne. Lanny słyszał las, ale nie jako szum liści na wietrze czy odgłos stukającego w pień dzięcioła. On słyszał naturę przemawiającą do niego ludzkim głosem. Wierzył w istnienie Praszczura Łuskiewnika, który dla innych był tylko legendą. Nic więc dziwnego, że Praszczur Łuskiewnik wierzył również w niego.

Nieporadnie rozpocząłem opinię o świetnej powieści Maxa Portera jako baśniowej przypowieści, bo tak należy ją traktować – Lanny jest wciągającą historią o chłopcu, który jako jeden z nielicznych zagubił się w świecie fantazji, który dla jego rówieśników jest nudnawą opowiastką; zwłaszcza w czasach, gdy wystarczy w internecie puścić cały sezon ulubionej kreskówki i cały wyimaginowany świat mamy na szklanym ekranie. Tytułowy bohater książki od samego początku wydaje się specjalnym chłopcem, ale w zasadzie do samego końca nie potrafiłem określić, czy ten przymiotnik ma wydźwięk bardziej dramatyczny. Jego historia sugeruje, że zachowanie bohatera nie wynika wyłącznie z zainteresowania przyrodą, ale Max Porter nie mówi wprost, że Lanny jest dzieckiem dysfunkcyjnym. I już ten element sprawił, że niniejszą powieść czytałem z rosnącym zainteresowaniem, aż doszło do tego, że od książki po prostu nie mogłem się oderwać.

Max Porter wykorzystał wiele środków ku temu, aby czytelnika związać z powieścią na dobre i na złe. Lanny ma unikalną konstrukcję narracji wielowątkowej, gdzie opowiadaną historię często widzimy z różnych perspektyw. Obserwujemy zarówno tatę Lanny’ego jako zabieganego biznesmena, który bardzo szybko traci cierpliwość i nie szczędzi ostrych słów, jak i mamę Lanny’ego – to zatroskana o syna kobieta, która jednak zdaje się chłopca do końca nie rozumieć. Ważną postacią jest również Szajbnięty Pete, który jako artysta już dawno utracił swą renomę, jest przez mieszkańców wsi uważany za dziwaka, więc nikogo wcale nie zdziwiło, że znalazł wspólny język z Lannym. Ponieważ głos każdego z nich objawia się w formie krótkich zbitek ich myśli, narracja nie traci czasu na zarzucanie nas tonami niepotrzebnych informacji. Można zarzucić Porterowi lakoniczność, ale użył jej wyśmienicie.

Baśniowego klimatu w Lannym dodaje wspomniany już Praszczur Łuskiewnik, który jako nadnaturalny byt z lubością podsłuchuje okolicznych mieszkańców, co również zostało ciekawie zrealizowane na etapie druku – usłyszane przez Praszczura urywki zdań to wijący się po kartach powieści chaotyczny miszmasz codziennych ludzkich problemów, na które składają się rachunki, plotki o innych, zmartwienia o przyszłości i tym podobne. Nic jednak Praszczurowi nie sprawia takiej przyjemności jak słuchanie niezrozumiałych dla innych piosenek Lanny’ego. Podczas lektury spodziewałem się, że prędzej czy później obaj bohaterowie się spotkają, gdy Max Porter postanowi w końcu skrzyżować świat magiczny ze światem realnym. I nie ukrywam, że autor i na tym szczeblu poniekąd mnie zaskoczył, bo jego wizja ponurej baśni przybrała niespodziewany dla mnie przebieg. W pewnym momencie rozrywkowa opowieść staje się duszną trwogą o los Lanny’ego, co sprawia, że nawet inni mieszkańcy przypominają sobie o istnieniu Praszczura Łuskiewnika. Powieści Portera przyświeca porzekadło, że jeśli wierzy się w jakiś nadnaturalny byt, to już wystarczy, aby uznać go za istniejący – jako pewien symbol żyjący w duszy i na ustach ludzi.

Lanny, pomimo swych licznych niedopowiedzeń i narracyjnych mijanek z bezpośrednią prawdą, był dla mnie nie lada przeżyciem zarówno jako powieść dosłowna, jak i metaforyczna. W pierwszym przypadku to mroczna baśń o chłopcu wierzącym w coś więcej niż to, co namacalne, podążającego własnymi ścieżkami dzieciaka, którego nie rozumieją nawet właśni rodzice. Ale to również zatrważająca alegoria o umysłowej izolacji chłopca, który wymyka się ramowym portretom psychologicznym. To niestety również historia o rażącej niekompetencji dorosłych, którzy często ignorują niepokojące symptomy, aż jest już za późno. W tym przypadku zetknięcie się świata realnego z magicznym to istotny punkt kulminacyjny powieści, który odziera wszystkich z ukrywanych kłamstw i tajemnic – a one przecież dla Praszczura Łuskiewnika są czytelne na ludzkich odbiciach tak dobrze, jak otwarta księga. Można nawet pokusić się o literacką głębię na poziomie istoty bytu Praszczura Łuskiewnika – on, jako istota związana z naturą, odkrywa jej prawdziwe oblicze u ludzi. Przeczytajcie Lanny’ego, jeśli chcecie spędzić kilka wieczorów z nietuzinkową powieścią o chłopcu, który na świat patrzył inaczej.

Fot.: Zysk i S-ka


Przeczytaj także:

Recenzja komiksu Wąż wodny

Podobne wpisy:

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *