W ciemnym głodnym lesie

Las, który pamięta. Przemysław Piotrowski o „W ciemnym głodnym lesie”, Ninie Baceli i grozie ukrytej pod powierzchnią kryminału

„W ciemnym, głodnym lesie” otwiera nowy cykl kryminalny Przemysława Piotrowskiego i od pierwszych stron prowadzi czytelnika w miejsce, w którym kryminał spotyka się z folk horrorem, trauma z milczeniem małej społeczności, a las przestaje być wyłącznie scenerią. Tym razem autor serii z Igorem Brudnym zabiera nas do bieszczadzkiego Czyśćca, gdzie dziennikarka Nina Bacela trafia na sprawę zaginięcia młodej turystki, ale bardzo szybko odkrywa, że śledztwo dotyka także jej własnej przeszłości.

Z Przemysławem Piotrowskim rozmawiamy o narodzinach nowej bohaterki, powrocie w Bieszczady po „Smolarzu”, cienkiej granicy między kryminałem a horrorem, sile lokalnych legend, zbiorowym milczeniu i lęku, który najdłużej działa wtedy, gdy jeszcze nie ma kształtu.

Mateusz Cyra: „W ciemnym, głodnym lesie” otwiera nowy cykl kryminalny. Co było pierwsze: pomysł na konkretną historię z Bieszczad, potrzeba mocniejszego wejścia w horror, czy właśnie Nina Bacela jako bohaterka, z którą chciał Pan zostać na dłużej?

Przemysław Piotrowski: Wszystko zaczęło się od klimatu. Od obrazu lasu, który nie jest już tylko miejscem, ale czymś żywym, głodnym, pamiętającym. Dopiero później pojawiła się Nina. I bardzo szybko zrozumiałem, że to nie będzie bohaterka na jedną książkę. Ona weszła do tej historii z takim ciężarem, gniewem i własnym mrokiem, że od początku czułem potencjał na większy cykl. A horror? On siedział we mnie od zawsze. Tylko wcześniej bardziej go kontrolowałem. Tutaj w końcu pozwoliłem mu wejść głębiej.

Mateusz Cyra: Po serii z Igorem Brudnym czytelnik w naturalny sposób może przyglądać się Ninie Baceli także przez pryzmat wcześniejszych bohaterów. Igor i Nina są postaciami po przejściach, oboje niosą w sobie gniew, poczucie winy i potrzebę wejścia tam, gdzie inni wolą nie patrzeć. Jednocześnie Nina nie ma policyjnej odznaki, procedur ani instytucji za plecami — ma reporterską determinację i bardzo osobisty powód, by wejść w las. Czy przy tworzeniu Niny myślał Pan o niej jako o pewnym kontrapunkcie dla Brudnego?

Przemysław Piotrowski: Może trochę. Igor Brudny, mimo całego swojego mroku, nadal jest policjantem. Ma procedury, strukturę, narzędzia, odznakę. Co prawda, bywa krnąbrny, ale jednak pewne rzeczy go ograniczają. Nina nie ma nic poza obsesją, intuicją i własnymi ranami. I to czyni ją dużo bardziej bezbronną, ale też bardziej nieprzewidywalną. Brudny często walczył ze światem. Nina bardzo często walczy sama ze sobą. Chciałem stworzyć bohaterkę, która wchodzi w ciemność nie dlatego, że musi zawodowo, ale dlatego, że coś ją do niej ciągnie.

Mateusz Cyra: Nina Bacela jest dziennikarką, ale jej śledztwo bardzo szybko przestaje być wyłącznie zawodowym zadaniem. Jak budował Pan tę postać — bardziej jako reporterkę szukającą prawdy, czy jako kobietę, która całe życie próbuje rozliczyć się z własną traumą?

Przemysław Piotrowski: Jedno i drugie. Nina zaczyna jako reporterka, ale bardzo szybko okazuje się, że to śledztwo jest dla niej czymś dużo bardziej osobistym. Tak naprawdę ona przez całą książkę próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, czy człowiek może naprawdę uciec od własnej traumy. I czy jeśli długo patrzy się w ciemność, to ciemność nie zaczyna patrzeć z powrotem.

Mateusz Cyra: Nina jest bohaterką twardą, porywczą, momentami wręcz autodestrukcyjnie odważną. Czy zależało Panu na tym, by nie była „sympatyczna” w prosty sposób, tylko żeby miała w sobie gniew, szorstkość i pęknięcia?

Przemysław Piotrowski: Nie interesują mnie bohaterowie wygładzeni, stworzeni po to, żeby czytelnik od razu ich polubił. Nina bywa impulsywna, agresywna, emocjonalnie trudna, czasem wręcz autodestrukcyjna. Ale właśnie dzięki temu jest prawdziwa. Ludzie po traumach rzadko są „wygodni”. Często są poranieni, szorstcy, nieufni i pełni gniewu. I chciałem to pokazać bez pudrowania.

Mateusz Cyra: Czy już na etapie pisania „W ciemnym, głodnym lesie” wiedział Pan, w jakim kierunku może pójść cały cykl z Niną Bacelą? Bardziej interesuje Pana kontynuowanie jej osobistej historii, czy każda kolejna sprawa ma otwierać osobny mrok?

Przemysław Piotrowski: Tak, miałem z tyłu głowy większą historię. Od początku wiedziałem, że Czyściec nie skończy się na jednej książce i że pewne rzeczy dopiero się tam budzą. Bardzo interesuje mnie prowadzenie bohaterki przez kolejne warstwy mroku — zarówno zewnętrznego, jak i tego, który nosi w sobie. Każda sprawa będzie osobna, ale jednocześnie każda zostawi w Ninie ślad. Ten cykl ma być trochę jak schodzenie coraz głębiej pod ziemię.

Mateusz Cyra: W „Smolarzu” Igor Brudny trafiał w Bieszczady, gdzie kryminalna intryga splatała się z lokalną legendą i mrokiem miejsca. W „W ciemnym, głodnym lesie” wraca Pan w podobną przestrzeń, ale już z zupełnie inną bohaterką i znacznie mocniejszym przesunięciem w stronę folk horroru. Co takiego zostało w Panu po „Smolarzu”, że Bieszczady ponownie okazały się naturalnym miejscem dla opowieści o zbrodni, traumie i zabobonach?

Przemysław Piotrowski: Bieszczady mają w sobie coś pierwotnego. Coś, czego nie da się podrobić. W „Smolarzu” poczułem, jak mocno ten region działa na wyobraźnię. Tam bardzo łatwo uwierzyć, że za kolejnym zakrętem kończy się cywilizacja i zaczyna coś starszego. W „W ciemnym, głodnym lesie” poszedłem krok dalej. Mniej interesowała mnie legenda jako ozdobnik kryminału, a bardziej wejście w pełnoprawny folk horror — w miejsce, gdzie ziemia, las i ludzie są przesiąknięci dawnym lękiem.

Mateusz Cyra: Bieszczady w „W ciemnym, głodnym lesie” nie są miejscem pocztówkowym, ale przestrzenią odcięcia, milczenia i grozy. Co takiego jest w tym regionie, że tak dobrze przyjmuje opowieści o tajemnicy, winie i zabobonach?

Przemysław Piotrowski: Bieszczady mają w sobie ciszę. A cisza jest idealnym środowiskiem dla strachu. To region ogromnych przestrzeni, pustki, lasów i miejsc, gdzie człowiek nagle czuje się mały. Tam łatwiej uwierzyć w tajemnice, zabobony i rzeczy, których nie umiemy racjonalnie wyjaśnić. Do tego dochodzi historia tych terenów — wysiedlenia, opuszczone wsie, pamięć przemocy. To wszystko zostaje w krajobrazie.

Mateusz Cyra: Las Borek jest w tej książce czymś więcej niż scenerią. Momentami działa jak osobny organizm — pamięta, oddycha, obserwuje. Jak pisze się las tak, żeby nie był tylko tłem, ale pełnoprawną siłą opowieści?

Przemysław Piotrowski: Trzeba przestać myśleć o lesie jak o dekoracji. Borek nie miał być ładnym tłem dla akcji. On miał reagować. Oddychać. Obserwować. Chciałem, żeby czytelnik miał momentami wrażenie, że bohaterowie nie poruszają się po lesie, tylko po czymś, co ich trawi. Dlatego tak dużo uwagi poświęcałem dźwiękom, zapachom, wilgoci, korzeniom, temu wszystkiemu, co działa na podświadomość i buduje klimat grozy.

Mateusz Cyra: Legenda Katarzyny Borek brzmi jak coś, co mogłoby funkcjonować w lokalnym folklorze, choć ma Pan pełną autorską kontrolę nad jej kształtem. Jak wyglądało budowanie tej legendy — bardziej wychodził Pan od istniejących motywów ludowych, czy od potrzeb samej historii?

Przemysław Piotrowski: To było połączenie obu rzeczy. Sporo poczytałem o lokalnych wierzeniach, szeptuchach, demonologii ludowej, dawnych lękach związanych z lasem i kobiecością. Ale Katarzyna Borek musiała przede wszystkim działać na potrzeby tej historii. Interesowała mnie legenda, która nie daje się łatwo zamknąć w prostym „to tylko wiedźma” albo „to tylko człowiek”. Coś pomiędzy.

Mateusz Cyra: W posłowiu wspomina Pan, że zależało Panu na stworzeniu pełnoprawnej hybrydy kryminału i horroru. Gdzie dla Pana przebiega granica między mrocznym kryminałem a horrorem?

Przemysław Piotrowski: Dla mnie granica jest bardzo cienka. Kryminał pyta: „kto zabił?”. Horror dużo częściej pyta: „Co siedzi pod powierzchnią człowieka?”. W „W ciemnym, głodnym lesie” zależało mi na połączeniu obu tych rzeczy. Na historii, która jednocześnie angażuje śledztwem i zostawia czytelnika z poczuciem niepokoju, którego nie da się łatwo z siebie zmyć.

Mateusz Cyra: Polski kryminał od lat świetnie radzi sobie z brutalnością, złem i psychologicznym ciężarem, ale horror nadal bywa traktowany jak gatunek bardziej ryzykowny. Czy miał Pan poczucie, że „W ciemnym, głodnym lesie” to także próba oswojenia czytelników kryminału z grozą?

Przemysław Piotrowski: Tak naprawdę zrobiłem to już kilka lat temu, pisząc „Piętno”. Tam jednak zaledwie liznąłem horroru jako gatunku, dzięki czemu wyszedł taki ciężki, mroczny i duszny kryminał. I to chwyciło. Teraz wchodzę w to jeszcze głębiej. Ale to wciąż bardziej kryminał niż horror. Kluczem jest zbudowanie grozy na klimacie. A Bieszczady to dla pisarza czyste złoto.

Mateusz Cyra: W tej powieści strach bardzo często nie wynika z nagłego efektu, tylko z atmosfery: mgły, ciszy, lasu, niedopowiedzeń, powtarzanych ostrzeżeń. Co jest dla Pana ciekawsze w horrorze — potwór, którego można zobaczyć, czy lęk, który długo nie ma kształtu?

Przemysław Piotrowski: Zdecydowanie bardziej interesuje mnie lęk bez kształtu. Potwór pokazany zbyt wcześnie bardzo szybko przestaje być straszny i na tym wykłada się większość pisarzy i pisarek, którzy eksperymentują z tym gatunkiem. Bo najgorsze jest to, czego człowiek nie potrafi nazwać, ale czuje, że to jest blisko. Mgła, cisza, dziwny zapach, poczucie obserwacji — to działa na wyobraźnię dużo mocniej niż litry krwi.

Mateusz Cyra: Jednym z najmocniejszych tematów powieści jest milczenie społeczności. W Czyśćcu wiele osób coś wie, coś przeczuwa, czegoś się boi, ale przez lata nikt nie potrafi przerwać mechanizmu. Czy interesowało Pana pokazanie zła jako czegoś, co trwa nie tylko dzięki sprawcom, lecz także dzięki zbiorowemu unikaniu prawdy?

Przemysław Piotrowski: Tak. Bardzo mnie interesuje mechanizm zbiorowego wyparcia. To, jak całe społeczności potrafią przez lata żyć obok zła i nauczyć się go nie zauważać. W Czyśćcu ludzie wiedzą więcej, niż mówią. Ale milczenie daje im poczucie bezpieczeństwa. Problem w tym, że zło karmione milczeniem zwykle tylko rośnie.

Mateusz Cyra: W powieści powraca motyw kobiecego ciała jako przestrzeni przemocy, winy, kontroli, ale też oporu. Nina, Maja, Klaudia, Katarzyna Borek — każda z tych postaci nosi inny rodzaj bólu. Jak ważna była dla Pana kobieca perspektywa w historii, która z jednej strony jest kryminałem, a z drugiej opowieścią o dziedziczonej traumie?

Przemysław Piotrowski: To było bardzo ważne. Ta książka jest opowieścią o przemocy, ale też o dziedziczeniu bólu i próbie odzyskania siebie. Każda z tych kobiet niesie inny rodzaj traumy, ale żadna nie jest tylko „ofiarą”. Bardzo zależało mi, żeby pokazać kobiece bohaterki jako silne, skomplikowane i momentami niebezpieczne również dla samych siebie.

Mateusz Cyra: Ma Pan za sobą bardzo mocne, rozpoznawalne serie i bohaterów. Czy rozpoczęcie nowego cyklu jest dla autora bardziej ekscytujące, bo daje wolność, czy trudniejsze, bo trzeba od nowa zbudować więź czytelnika z postacią?

Przemysław Piotrowski: Jedno i drugie. To ogromna ekscytacja, bo można stworzyć nowy świat, nowy język, nową energię. Ale jednocześnie to duże ryzyko. Czytelnik musi zaufać nowej postaci i chcieć spędzić z nią kilkaset stron. Dlatego Nina od początku musiała być wyrazista. Nie idealna, ale prawdziwa.

Mateusz Cyra: Po lekturze „W ciemnym, głodnym lesie” zostaje wrażenie, że ta historia nie zamyka wszystkiego do końca — racjonalne wyjaśnienia istnieją, ale nie usuwają niepokoju. Czy lubi Pan zostawiać czytelnika w miejscu, w którym nie ma pełnej pewności, czy zło było wyłącznie ludzkie?

Przemysław Piotrowski: Zawsze zamykam główny wątek każdej powieści i tak jest i tym razem. Ale ostatnie zdanie zostawia furtkę do czegoś, co sprawia, że — mam nadzieję — czytelnicy będą czekać na kolejną część z wypiekami na twarzy. I na tym zakończę, aby więcej nie spoilerować.

Fot. Wydawnictwo Czarna Owca / Olga Wojcińska

W ciemnym głodnym lesie

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *