Są takie sportowe postaci, które bardzo szybko przestają być wyłącznie sportowcami. W pewnym momencie nie da się już mówić o nich tylko przez pryzmat punktów, zwycięstw, statystyk czy trofeów. Stają się częścią języka popkultury, zbiorowej wyobraźni, dziecięcych marzeń i dorosłych mitologii. Michael Jordan należy właśnie do tej wąskiej, niemal nierealnej grupy ludzi, których zna się nawet wtedy, gdy nie śledzi się dyscypliny, w której osiągnęli wielkość. Dla mnie ta książka ma więc od początku wymiar szczególny. „Jumpman. Jak Michael Jordan stał się globalną ikoną” ukazuje się pod patronatem medialnym Głosu Kultury, a ja nie ukrywam, że to jeden z tych patronatów, które cieszą mnie również bardzo osobiście. Jordan był jednym z moich dziecięcych idoli. To między innymi dzięki jego popularności, dzięki tej aurze czegoś większego niż zwykły mecz, zainteresowałem się w dzieciństwie koszykówką. Zanim jeszcze rozumiałem biznes sportu, historię NBA czy rasowe napięcia Ameryki, rozumiałem jedno: ten facet w czerwonym stroju Bulls wyglądał tak, jakby naprawdę mógł zawiesić prawa fizyki.
Największą siłą książki Johnny’ego Smitha jest jednak to, że autor nie zatrzymuje się na poziomie prostego zachwytu. „Jumpman” nie jest kolejną pomnikową biografią Michaela Jordana, nie jest też bezrefleksyjnym katalogiem legendarnych akcji, efektownych wsadów i triumfów Chicago Bulls. To raczej świetnie pomyślana, gęsta i bardzo świadoma opowieść o tym, jak powstaje mit. Smith interesuje się Jordanem jako sportowcem, oczywiście, ale jeszcze bardziej interesuje go Jordan jako zjawisko społeczne, medialne, rasowe, ekonomiczne i kulturowe. Pokazuje człowieka, który chciał wygrywać, ale jednocześnie został wepchnięty w rolę symbolu. Człowieka, który kochał koszykówkę, bo na parkiecie mógł być naprawdę wolny, a jednocześnie dzięki koszykówce stał się kimś, od kogo świat zaczął domagać się nieustannego spektaklu.
Smith znakomicie rozumie paradoks Jordana. Z jednej strony był on sportowcem absolutnym, zawodnikiem, który przenosił grę w rejony niemal artystyczne. Z drugiej – jego wielkość bardzo szybko została opakowana, sprzedana, powielona i zamieniona w znak. Nike, telewizja, reklamy, media, NBA, Chicago, fani, dziennikarze i cała kultura lat 80. oraz 90. dopisywały do niego kolejne znaczenia. Jordan stawał się jednocześnie człowiekiem, produktem, bohaterem, marką, marzeniem i projekcją Ameryki opowiadającej samej sobie wygodną historię o sukcesie. Właśnie tutaj „Jumpman” jest najbardziej fascynujący, bo zamiast powtarzać, że Michael był wielki, autor pyta: dlaczego akurat ta wielkość została przyjęta w taki sposób? Co musiało wydarzyć się w sporcie, marketingu, telewizji i społeczeństwie, żeby czarny koszykarz zyskał status ulubieńca Ameryki, a potem jednej z najbardziej rozpoznawalnych ikon świata?
Bardzo podoba mi się to, że Smith nie odbiera Jordanowi magii, choć bez litości pokazuje mechanizmy stojące za jej wytworzeniem. To wcale nie jest książka pisana przeciwko legendzie. Przeciwnie – ona pozwala ją lepiej zrozumieć. Autor nie podchodzi do swojego bohatera z tabloidową zachłannością, nie szuka taniego pęknięcia, nie próbuje zburzyć pomnika tylko po to, by wykazać się przenikliwością. Interesuje go raczej napięcie między człowiekiem prywatnym a publiczną figurą, między ambicją a samotnością, między wolnością gry a niewolą wizerunku. Jordan u Smitha bywa zachwycający, bezwzględny, zamknięty w sobie, świadomy swojej wartości, ale też nieustannie obserwowany, oceniany i wykorzystywany jako ekran, na którym inni wyświetlają własne fantazje o Ameryce.
Jednym z najważniejszych tematów „Jumpmana” jest rasa, i to właśnie ten wątek sprawia, że książka wychodzi daleko poza klasyczne sportowe czytadło. Smith bardzo przekonująco pokazuje, że historia Jordana nie jest wyłącznie historią talentu, pracy i determinacji. To także opowieść o kraju, który chciał wierzyć, że dzięki takim postaciom jak Jordan poradził sobie z własnymi podziałami. Popularność zawodnika Bulls miała dla wielu ludzi znaczenie niemal uspokajające: oto czarny bohater akceptowany przez białą Amerykę, postać rzekomo ponadrasowa, uśmiechnięta, elegancka, zdyscyplinowana, komercyjnie bezpieczna. Smith nie upraszcza tego problemu, lecz pokazuje jego niewygodną złożoność. Jordan nie był aktywistą na miarę tych, którzy chcieli od niego politycznych deklaracji, ale też nie był pustym produktem korporacji. Był człowiekiem funkcjonującym pod ogromną presją oczekiwań, w świecie, który najpierw wyniósł go na szczyt, a potem zaczął wymagać, by ten szczyt miał znaczenie dla wszystkich.
Świetnie wypadają również partie poświęcone budowaniu marki Air Jordan, reklamom Nike, współpracy ze Spike’em Lee czy narodzinom mitu „Bądź jak Mike”. Dla czytelników wychowanych już w świecie, w którym sportowiec-celebryta jest oczywistością, może być wręcz zaskakujące, jak bardzo historia Jordana pomogła stworzyć współczesny model sportowej sławy. Dzisiaj nikogo nie dziwi, że zawodnik jest jednocześnie marką, globalnym ambasadorem, bohaterem reklam, twarzą stylu życia i częścią kultury popularnej. „Jumpman” pokazuje moment, w którym ta rzeczywistość dopiero się rodziła. I robi to z imponującą precyzją, bo Smith nie oddziela parkietu od świata poza nim. Mecze z Pistons, narodziny mistrzowskich Bulls, rola Phila Jacksona, napięcia w organizacji, finały 1991 roku – wszystko to jest tu ważne, ale nigdy nie istnieje w próżni. Każde zwycięstwo ma swój medialny, społeczny i symboliczny ciężar.
Warto też docenić styl tej książki. „Jumpman” jest pozycją bogatą w kontekst, miejscami bardzo eseistyczną w najlepszym sensie tego słowa, ale nie traci narracyjnej energii. Johnny Smith potrafi pisać o sporcie tak, żeby czuć było rytm hali, hałas trybun, ciężar rywalizacji i tę dziwną elektryczność, która pojawia się wtedy, gdy widz wie, że ogląda coś niepowtarzalnego. Jednocześnie nie boi się odchodzić od samego Jordana, by opowiedzieć o Chicago, mediach, reklamie, rasizmie, miejskiej biedzie czy polityce wizerunku. Dzięki temu książka nie zamyka się w schemacie „od dzieciństwa do triumfu”. To raczej panorama epoki, w której jeden człowiek stał się soczewką skupiającą marzenia, lęki, uprzedzenia i pragnienia milionów ludzi.
„Jumpman” to znakomita propozycja nie tylko dla fanów koszykówki. Oczywiście, jeśli ktoś pamięta Jordana z parkietu, jeśli oglądał „Ostatni taniec”, jeśli choć raz próbował odtworzyć w głowie ten charakterystyczny lot do kosza, będzie miał z tej lektury ogromną przyjemność. Ale to także książka dla wszystkich zainteresowanych popkulturą, mechanizmami sławy i tym, jak współczesny świat produkuje swoich bohaterów. Dla mnie, człowieka, który jako dzieciak patrzył na Jordana z zachwytem i dzięki niemu odkrywał koszykówkę, lektura Smitha była trochę jak powrót do tamtego pierwszego olśnienia, ale już z dorosłą świadomością, że za każdym wielkim mitem stoją nie tylko piękne obrazki, lecz także historia, polityka, pieniądze, samotność i ogromny ciężar oczekiwań. Tym bardziej cieszę się, że Głos Kultury może patronować tej książce. Bo „Jumpman” przypomina, że Michael Jordan nie tylko latał wyżej niż inni. On zmienił sposób, w jaki kultura patrzy na sportowców, bohaterów i samą ideę zwycięstwa.
Fot: SQN




![O wyższości siły woli - David Halberstam - "Grać i wygrać. Michael Jordan i świat NBA" [recenzja] jordan](https://www.gloskultury.pl/wp-content/webp-express/webp-images/uploads/2016/03/jordan-e1457940222572.jpg.webp)

![Bycze lata - Kent McDill - "Chicago Bulls. Gdyby ściany mogły mówić" [recenzja] chicago bulls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/webp-express/webp-images/uploads/2016/11/chicago-bulls.jpg.webp)


