Lekcja nostalgii – Seasonal – „Loneliness Manual” [recenzja]

Trzeba przyznać, że twórca i jedyny członek Seasonal, Maciej Sochoń, nadał płycie tytuł idealnie oddający jej charakter i klimat. Loneliness Manual to wspaniały krążek na samotne wieczory, w których przepełnieni nostalgią i tęsknotą, powracamy myślą do dawnych, często lepszych czasów.

Chciałbym czytelnikom szerzej przedstawić Maciej Sochonia, ale nie mogę powiedzieć nic poza tym, że Loneliness Manual, to pierwszy album w karierze artysty wydany na fizycznym nośniku, a wcześniej jego muzyki można było jedynie posłuchać na profilu na Bandcampie. Szczerze mówiąc, wcale nie znałem muzyki Seasonal i podszedłem do płyty Loneliness Manual z wielką rezerwą. Promocyjna notka wyglądała zachęcająco, odwołując się do nazw takich jak Pink Floyd tudzież post-rockowych kapel spod znaku Mogwai. Obawiałem się jednak, że to czysty chwyt marketingowy, o którego bym nie posądzał właściciela Lynx Music.

Myliłem się. Jednak po pierwszych odsłuchach płyty, ani trochę nie byłem do niej przekonany. Wydała mi się po prostu nudna, muzycznie przegadana. Złożona w 90% z kompozycji instrumentalnych, nie potrafiła na dłużej zagościć w moim odtwarzaczu. Ale z czasem zdałem sobie sprawę z tego, że źle podchodziłem do słuchania tego krążka, bez należytego skupienia, wyciszenia, odseparowania się od codziennych spraw. Bo chyba to jest klucz do prawidłowego wtopienia się w dźwięki tworzone przez Macieja Sochonia. Na okładce powinna być umieszczona informacja wzorem słynnego LP Brave zespołu Marillion, w książeczce którego zostało napisane o tym, jak powinno się słuchać tego krążka, czyli play it loud with the lights out.

Wtedy dźwięki Loneliness Manual potrafią naprawdę oczarować słuchacza. Może sposób poznania tej płyty jest kwestią indywidualna, ale u mnie to podziałało – i zachwyciłem się. Umiarkowanie rzecz jasna, ale okazało się, że ta muzyka pełna jest pięknych melodii, często ukrytych, nie ujawniających od razu swojej urody, niczym motyl, który musi najpierw być poczwarką, aby zamienić w ostateczną formę pełną barw i kontrastów.

Seasonal - To chase a Dream (ft. Piotr Trypus)

No dobrze – koniec z wątpliwej urody i jakości porównaniami, warto natomiast wspomnieć o warstwie muzycznej. Na płycie dominują wolne, niespieszne tempa z łkającą gitarą, klawiszowymi plamami, delikatną, zaledwie zaakcentowaną perkusją. Wspominanie w informacjach prasowych o Mogwai i Pink Floyd nie okazało się przypadkowe, bo na płycie dominują post-rockowe brzmienia, szczególnie w warstwie gitarowej. A co może się kojarzyć z Floydami? Charakterystyczna melodyka i budowa kompozycji, które powoli, robiąc odpowiednie napięcie, rozwijają się i otaczają tym samym słuchacza.

I tak po wprowadzającym w nastrój płyty Fading Spark mamy czysto post-rockowy To Keep Youself Together z charakterystycznym dla gatunku frazowaniem gitar, które gdziekolwiek nie słyszę, zawsze powodują u mnie ciarki na plecach. Na An Exit From Modern Society więcej jest klawiszy i elektroniki, a brzmienie jest brudniejsze, co może spowodować skojarzenia z ostatnimi dokonaniami Mogwai.

Loop przynosi piękną, łkającą partię gitary – instrument ten w tym kawałku dosłownie płacze. Trzeba przyznać twórcy Seasonal, że potrafi wycisnąć z gitary potężne podkłady melancholii i smutku. Experience z początku wydaje się bratem poprzedniej kompozycji (chodzi o Loop), jednak z czasem nabiera kolorów, energii i wydaje się swoistym wulkanem wśród spokojnego morza.

I tak ta płyta sobie płynie, jak w delikatnym Orchard of Rotten Apples czy w March of Nobiedes gdzie dźwięki klawiszy i pojedyncze brzmienia gitary tworzą prawdziwie sielski klimat. Dużo za to dzieje się w Dark Woods. Przez blisko dwie minuty z głośników wybrzmiewają z pozoru niedbałe dźwięki gitar i klawiszy, aby przejść w elektroniczny bit, który w połączeniu z rozbrzmiewającymi akordami gitar, dosłownie hipnotyzuje. Ostatni kawałek na płycie, To Chase a Dream, wyłamuje się z instrumentalnej konwencji i dzięki głosowi Piotra Trypusa staje się zgrabną piosenką. Szczerze mówiąc, momentami brakowało mi na całej płycie wokalu. Ja wiem, że głosem na płycie były dźwięki instrumentów, jednak może warto następnym razem pójść w stronę większego udziału śpiewu? Szczególnie, że senny, matowy głos Trypusa doskonałe wpasował się w klimat twórczości Seasonal.

Szkoda, że jesień i zima za nami, bo Loneliness Manual najlepiej wchodzi w słotę, deszcz i wiatr. Może przesadzam, bo to muzyka na każdą pogodę, lecz na pewno nie na każdą okoliczność. Samotność i ciemność w pełni odkrywa urodę twórczości Seasonal. Warto dać czas tej muzyce i samemu sobie.

Fot.: Lynx Music.

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.