Lion. Droga do domu

Niezliczone kilometry, emocje i determinacja – Garth Davis – „Lion. Droga do domu” [recenzja]

Droga do domu – czym jest ona dla każdego z nas? To odległość bliższa, pokonywana codziennie albo dalsza, choćby podczas powrotu z wakacji. Na ścieżkę, jaką do przebycia miał Saroo, czyli główny bohater filmu Gartha Davisa Lion. Droga do domu, złożyły się niezliczone kilometry, emocje i determinacja. Poruszająca historia poszukiwania informacji o samym sobie, niełatwe przejście od wspomnień do teraźniejszości, a także próba odnalezienia własnej tożsamości – to czynniki składające się na niepowtarzalny i zapadający w pamięć obraz. Film oparty na autobiograficznej książce Saroo Brierley’a Daleko od domu, prezentuje prawdziwą opowieść, która wydaje się wręcz niewiarygodna. Podążanie szlakiem zagubionego młodego człowieka skłania do wielu refleksji. Dodając do tego fantastyczną grę aktorską, niesamowite zdjęcia oraz przepiękną ścieżkę dźwiękową, można utwierdzić się w przekonaniu, że dzieło Davisa zasługuje na dużą uwagę.

W pierwszych filmowych kadrach przedstawiony został indyjski krajobraz, a w nim dwójka braci – młodszy Saroo i starszy Guddu. Kradnąc węgiel z przejeżdżających przez Khandwę pociągów, a następnie go sprzedając, są w stanie wspomóc matkę, pracującą jako zbieraczka kamieni. Po pierwszej ukazanej na ekranie eskapadzie, przynoszą kobiecie mleko, czyli coś trudno dostępnego dla biednej rodziny. Wracając do domu, Saroo zwraca się do brata: Wciąż mówisz, że jestem mały. A jaki jestem sprytny! Wieczorami zasiadają przy ognisku, w towarzystwie swojej siostry, Sakili, a kolejnego dnia mają ponownie wyruszyć do pracy. Guddu nie chce zabrać ze sobą młodszego brata, ale tamten argumentuje swoje prośby, pokazując, że jest silny, podnosząc z ziemi rower większy od jego postury i oznajmując: Udźwignę wszystko! Determinacja bijąca od małego chłopca potrafi wzruszyć.

Zabierając brata na nocną misję i każąc mu, śpiącemu, czekać na siebie na dworcu, Guddu sporo ryzykował… Pięcioletni Saroo wchodzi do pociągu i zasypia. Po przebudzeniu odkrywa, że pociąg ruszył, co wywołuje u malca przerażenie; zaczyna wołać bliskich. Nie zdaje się to na nic, mały chłopiec znajduje się 1600 kilometrów od domu, w Kalkucie, gubiąc się w ogromnym tłumie ludzi i krzycząc z całych sił: Guddu! Mamusiu! Nie jest w stanie powiedzieć, skąd pochodzi, nie zna danych, które mogłyby pomóc w odnalezieniu jego rodziny, a na dodatek nie potrafi mówić po bengalsku. Od spania pod mostem po nocowanie w sierocińcu – oto jak wyglądają jego losy w nowym miejscu. Budzą one współczucie i niejednokrotnie wywołują poruszenie, a autentyzm postaci, w którą wciela się znakomity Sunny Pawar, jest godny podziwu. Trafiwszy do sierocińca, słyszy od nowopoznanej dziewczynki: To jest bardzo niedobre miejsce.  Niedługo sam się o tym przekonuje. Po jakimś czasie dowiaduje się o rodzinie z Australii, do której ma trafić. Przechodzi kurs savoir-vivre przygotowujący do adopcji i w 1987 roku przylatuje do nowego domu, gdzie poznaje przybranych rodziców (Nicole Kidman oraz David Wenham).

Akcja przenosi się do roku 2008, a na ekranie pojawia dorosły Saroo (Dev Patel), dobrze wychowany i osiągający sukcesy. Film zwalnia, a bohater mierzy się z powracającymi z dzieciństwa obrazami, coraz częściej myśli o swoim pochodzeniu. Przy pomocy Internetu i szczątkowych wspomnień stara się odnaleźć biologiczną rodzinę, jednak zadanie to okazuje się dość trudne. Dla poszukiwań porzuca wszystko, nie odwiedza bliskich i zrywa kontakt z dziewczyną (Rooney Mara). Zaabsorbowany doszczętnie odnalezieniem swej tożsamości, niejednokrotnie przeżywa rozczarowania i traci wiarę w osiągnięcie celu.

Budowa filmu pozwala na zobrazowanie wewnętrznego rozdarcia młodego Hindusa, który mimo przekonania o ogromie tragedii, jaka go spotkała, zdaje sobie sprawę, że była ona jednocześnie możliwością lepszego życia. Dev Patel wypadł w swej roli wiarygodnie, ale to na Sunny’ego zwróciły się oczy wszystkich. Gra małego aktora, który pokonał 2000 innych chłopców pretendujących do roli, wzbudza największe emocje i rozczula. Widać, że dał on z siebie wszystko, i należy mu się ogromny podziw. Fantastyczną kreację stworzyła także Nicole Kidman, nie do poznania dzięki charakteryzacji, poruszająca zwłaszcza w scenie rozmowy z synem. Wspaniałe kadry produkcja zawdzięcza wybitnemu operatorowi Greigowi Fraserowi, za co nagrodzona została na bydgoskim festiwalu Camerimage. Debiut reżyserski Gartha Davisa w kategorii pełnometrażowej  to debiut zupełny. Uwagę zwraca również fenomenalna ścieżka dźwiękowa, idealnie dopełniająca sceny, budująca napięcie i stanowiąca wyjątkowo dopasowane tło dla rozgrywających się wydarzeń. Piękna muzyka jest zasługą współpracy Hauschki i Dustina O’Hallorana.

Porównanie filmu Lion. Droga do domu do Slumdoga. Milionera z ulicy, które pojawiało się niejednokrotnie, jest trafione, choć dzieło Davisa zdaje się być bardziej wymagającym dla widza. Subtelność i wzruszenia, a także duże emocje towarzyszące misji odnalezienia własnego „ja” pochłaniają bez reszty i nie pozwalają na chwilę nieuwagi. Widz wraz z głównym bohaterem wyznacza szlak prowadzący do osiągnięcia stanu wewnętrznej równowagi. Oparta na faktach historia to z pewnością kolejna zaleta filmu. Dzięki temu zainteresowany może chętniej wybrać się na seans, ale także pozwolić sobie na refleksje. Obraz kinowy przybliża też temat dziecięcej bezdomności w Indiach oraz adopcji, czyli kwestie, o których widz nie ma prawa zapomnieć. Produkcja na miarę walki o Oscara to pozycja obowiązkowa. Po jej obejrzeniu, droga z kina do domu nie będzie już taka sama.

Fot.: Forum Film Poland

Lion. Droga do domu

Write a Review

Opublikowane przez

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych (Radio Nowy Świat i Radio 357), a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *