literackie wyzwanie 2025

Literackie wyzwanie 2025: czerwiec

Czerwcowa odsłona naszego wyzwania rozgościła się w cieple długich dni, rozedrganym powietrzu i tym szczególnym czasie zawieszenia między obowiązkiem a beztroską. Tym razem sięgnęliśmy po książki, których akcja toczy się latem – porą, która w literaturze niejedno ma imię. Bo lato to nie tylko słońce i wakacje. To także momenty przełomowe, intensywne emocje, krótkie romanse, pierwsze rozczarowania i decyzje, które zmieniają wszystko.

W czerwcu nasi redaktorzy zanurzyli się w czterech bardzo różnych historiach, z których każda inaczej wykorzystuje potencjał letniej scenerii. Od sennego, melancholijnego świata Muminków, przez japońską opowieść o dojrzewaniu i utracie, aż po skandynawskie opowiadania i przerażające, duszne miasteczko Derry, gdzie letni wypoczynek ustępuje miejsca grozie. Lato okazało się nie tylko tłem – ale siłą, która przyspiesza zmiany, intensyfikuje przeżycia i wystawia bohaterów na próbę.

🎯 Co nas zaskoczyło?
To, jak różnorodnie literatura potrafi interpretować lato. Bywało magiczne i liryczne, ale też duszne, obezwładniające, pełne niepokoju. Niektóre historie koiły, inne wytrącały z równowagi – ale każda z nich przypomniała nam, że lato to nie tylko wakacje, ale czas, w którym dzieje się coś więcej.

💬 A Wy?
Jaką letnią historię przeczytaliście w czerwcu? Czy było to coś lekkiego i wakacyjnego, czy może opowieść, która tylko z pozoru pachniała beztroską? Podzielcie się z nami swoimi wrażeniami – czekamy na Wasze literackie lato w komentarzach! 🌻📚

Adam Kamiński

Dusza anarchisty ściera się we mnie z romantycznym sercem. Jednego dnia rzucałbym koktajlem Mołotowa i palił rządowe pałace, innym razem wzruszam się nad twórczością klasyków literatury – Tołstoja, Steinbecka czy Remarque’a. W wolnych chwilach potrafię wyruszyć samotnie na szlak i biwakuję w ostępach przyrody. Moim marzeniem jest napisać powieść.

To  Stephen King

Choć TO Stephena Kinga kojarzy się głównie z grozą i klaunami z kanałów, warto przypomnieć, że pierwsza część tej monumentalnej powieści rozgrywa się właśnie latem, i to nie byle jakim. To duszne, ciężkie lato końca lat 50. w Derry w stanie Maine, gdzie drogi były pełne kurzu, a horyzont zasłaniały burzowe chmury. Lato dzieciństwa, które każdy z nas pamięta: z jednej strony pełne beztroski, rowerowych wypraw i sekretnych kryjówek, z drugiej — podszyte niewytłumaczalnym lękiem, że za rogiem czai się coś więcej niż tylko cień (z reguły był to zbliżający się powrót do szkoły). King mistrzowsko oddaje klimat tych dni, w których świat wydaje się jednocześnie nieskończony i klaustrofobiczny, a duchota wisząca w powietrzu staje się niemal namacalna, tak jak groza, która niepostrzeżenie wdziera się w dziecięcą rzeczywistość. TO to książka o jednym z najbardziej ikonicznych potworów XX wieku, ale także o przyjaźni i o przejściu z dzieciństwa w dorosłość. Jednocześnie to idealna lektura na letnie wieczory, kiedy powietrze stoi w miejscu, cykady zawodzą, a my przypominamy sobie minione lata, której były bardziej upalne i zielone. Wybór tej książki na czerwiec to hołd dla tej szczególnej, nieco onirycznej aury wakacyjnych miesięcy, które w dzieciństwie smakowały jednocześnie wolnością i przygodami. 

Objaśnienie wyboru: 

Kiedy pierwszy raz przeczytałem TO mialem zaledwie dwanaście lat. Miałem ten przywilej że rodzice nie kontrolowali tego co czytam, a miejscowa bibliotekarka nie była obeznana w literaturze innej niż romantyczna do tego stopnia, że nie skojarzyła nazwiska jednego z najbardziej rozpoznawalnych mistrzów grozy. W efekcie tego jako berbeć zmuszony do stawania na palcach, żeby kupić gumy w kiosku, wychodziłem z biblioteki z takimi tytułami jak Carrie, Miasteczko Salem czy właśnie TO. Po latach uważam, że miałem minimum trzy lata za mało, żeby delektować się twórczością Kinga, ale hej – w tym samym wieku już paliłem papierosy, więc straszne opowiastki nie były przy tym takie złe. Do tej pory pamiętam, jak rzuciłem tą książką z obrzydzeniem podczas sceny na wysypisku i lodówką, tylko po to by za kilka minut wrócić do lektury. Uważam, że TO jest jednym z najlepszych horrów napisanych kiedykolwiek. Nie tylko straszy, ale także uczy, że przyjaźń jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu i robi to w taki sposób, w jaki żadna książka w wieku nastoletnim tego nie przedstawiała. W pewnym sensie TO ukształtowało moje postrzeganie rzeczywistości i już będąc nastolatkiem byłem świadomy, że życie to nie pluszowy miś ani kwiaty, ale także znój, morze zawodów i problemów dorosłego, szarego życia. Jednak wszystkie te rzeczy da się przezwyciężyć, jeśli mamy do kogo zadzwonić w środku nocy, aby oznajmić, że zło się przebudziło i trzeba kolejny raz skopać mi tyłek. Z przyjemnością przeczytałem TO po latach i polecam Wam tę pozycję z całego serducha, ponieważ to według mnie najlepsza pozycja mistrza grozy zza oceanu. 

Fun fact: To właśnie stworzony przez Kinga klaun Pennywise rozpalił w dzieciakach lat 80-tych i 90-tych fobię przed klaunami. 

 

Natalia Wesołowska-Basista

Z wykształcenia jestem romanistką. Mieszkam w Krakowie, a sercem w Zagrzebiu :) Pochłaniam książki i czekoladę, popijając kawą. Czytelniczo od kliku lat przechodzę fazę realizmu magicznego i nic nie zapowiada zmiany.

Skandynawskie lato. Mistrzowie opowieści. Różni autorzy

Do czerwcowej odsłony czytelniczego wyzwania sięgnęłam po antologię opowiadań Skandynawskie lato z serii Mistrzowie opowieści, które ukazało się nakładem wydawnictwa Wielka Litera. Jest to selekcja opowiadań skandynawskich autorów, której motywem przewodnim jest lato. Jednak wbrew moim oczekiwaniom, lato nie jest tutaj tylko kadrem, literacką dekoracją w tle, a raczej stanem ożywienia widocznym zarówno w zachowaniu ludzi jak i w naturze, z całą niezwykłą gamą kolorów, zapachów, emocji i pejzaży.

Skandynawskie lato to selekcja krótkich form autorów z całej Skandynawii, znanych i mniej znanych nazwisk dla polskich czytelników. W zbiorze znajdziemy 28 opowiadań uszeregowanych na cztery kategorie tematyczne, wskazujące na motyw wspólny dla poszczególnych tekstów. Jak wskazuje tytuł, antologia zabiera czytelnika do krajów skandynawskich, ale daleko tej Skandynawii do mrocznego, zimnego i surowego rejonu z jakim jest stereotypowo kojarzona. To Skandynawia latem – pachnąca słoną, morską wodą, pokonywana w dusznym, przepełnionym autobusie, zielona liśćmi łopianu i żółta od słonecznych kwiatów mniszka. W opowiadaniach dominuje realizm, a opisy rozkwitłej na lato natury przeplatają się z fragmentami opisującymi wsie i miasta. Zachwyciło mnie w jak różnorodny sposób każdy z autorów odmalowywał letnią atmosferę – czasem był to opis pachnącego ogrodu i ciasta na tacce lub parne powietrze restauracyjnych tarasów na chwilę przed ulewą, innym razem gorąca nawierzchnia drogi i kurz spod kół autobusu. Lato bywa delikatnie zarysowane lub wręcz przeciwnie – uderza w czytelnika zmysłowymi, sugestywnymi obrazami. 

Objaśnienie wyboru:

Sięgając po Skandynawskie lato przypomniałam sobie, co najbardziej cenię w antologiach opowiadań, a mianowicie zwięzłą treść, spiętrzenie emocji na zaledwie kilku stronach, a także możliwość swobodnego, nielinearnego czytania zebranych tekstów. Dla mnie to uosobienie wakacyjnej wolności, bo w lecie zazwyczaj trudniej mi zmotywować się do czytania dłuższej, bardziej wymagającej historii. Jednocześnie w przypadku tej antologii, krótsza forma nie wymusza kompromisu na jakości literackiej, ponieważ autorzy tekstów pokazali, że nie potrzebują wielu słów, aby zbudować angażującą, tętniącą emocjami narrację. Niektórzy ograniczyli się wręcz do jednego zdania…

Skandynawskie lato to propozycja do czytania letnią porą – w drodze, w pociągu, na plaży, w ogrodzie czy w miejskim parku – ale z chęcią powrócę do niej także w jesienne i zimowe wieczory, szukając wśród liter skandynawskiego słońca.

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.

Lato Muminków Tove Jansson

Lato Muminków to piąta część serii o Muminkach opublikowana pierwotnie w 1954 roku. Raczej nikomu nie trzeba przedstawiać tej niezwykłej rodziny oraz ich przyjaciół, ale tym razem mamy do czynienia z przygodami, których akcja dzieje się latem -zgodnie z tematem czerwcowego wyzwania. W kolejnej części perypetii  Muminków, gdy Dolinę nawiedza powódź spowodowana wybuchem wulkanu rodzina zmuszona jest opuścić dom i wprowadza się do niezidentyfikowanego obiektu, pełnego przeróżnych dziwnych przedmiotów, rekwizytów oraz nowych postaci. Jak zwykle u Muminków początkowe problemy są jedynie zwiastunem czegoś dobrego, co w konsekwencji prowadzi do wielu edukujących acz szalonych rozwiązań. Oprócz niezwykle mądrej i ciekawej opowieści dowiadujemy się tu również co nieco na temat teatru, co również jest dodatkowym atutem ponieważ w sposób magiczny poznajemy tajniki tej profesji. Najmłodsi ale i nie tylko mogą również wyciągnąć lekcję na temat relacji między bohaterami, o tym jak radzą sobie w trudnych sytuacjach,znoszą niewygody i wspierają…. a wszystko to czyta się jednym tchem. Począwszy od pierwszej części serii o Muminkach polecam Lato jako jedną ze swoich ulubionych, którą mimo upływu lat do dziś świetnie pamiętam.

Objaśnienie wyboru: 

Lato Muminków, jak również cała seria o czym wspomniałam wyżej to świetna przygoda i rozrywka zarówno dla małych jak i dużych czytelników.  To  pozycja do której warto wrócić po latach by na nowo przeżyć perypetię Muminków  lub zaznajomić z nimi swoje pociechy. W Lecie Muminków pojawia się wiele nowych, barwnych postaci, które zjednują czytelnika i rozbudzają wyobraźnię. To pozycja, która z całą pewnością doda kolorytu niejednemu urlopowi i mam nadzieję, że wspólna radość z czytania tej książki przywoła niejedno miłe wspomnienie.  Dla leniwych pozycja doczekała się oczywiście swojej ekranizacji zarówno w wersji serialowej jak i filmowej i je również z całą mocą polecam. Dla fanów Muminków  lub poszukujących letnich kierunków, dopełniając mój wybór  polecam odwiedzić wystawę o tych wspaniałych stworzeniach  w łódzkim Muzeum Kinematografii “Muminki: drzwi są zawsze otwarte”.

Piszę, więc jestem.
I straszę w horrorach.
Bu.

 Lato, kiedy umarł Hikaru Mokumokuren

Tak, tytuł to jest spoiler. Hikaru nie żyje, a oprócz samego tytułu potwierdzają to już pierwsze strony mangi. Czy zatem w mandze cofniemy się w przeszłość, aby śledzić ostatnie chwile Hikaru? Nie. Czy wcielimy się w detektywów, aby rozwikłać tajemnicę jego śmierci? Nie, a przynajmniej nie od razu. To, czym w pierwszej kolejności uraczy nas ta manga to opowieść o stracie i przyjaźni, która niekoniecznie uskrzydla, a wręcz może nas wciągnąć w kolejne odmęty szaleństwa.

Yoshiki i Hikaru od najmłodszych lat są najlepszymi przyjaciółmi. I gdy mówię „najlepszymi”, to ani trochę nie przesadzam. Więc, gdy pewnego dnia Hikaru zaginął w górach, Yoshiki rwał sobie włosy z głowy i jak sugeruje sam tytuł mangi, wiemy już, co się dalej stało. Jednakże, ku zaskoczeniu wszystkich, Hikaru pojawia się w miasteczku po kilku dniach, jak gdyby nic się nie stało. Niestety „to” co wróciło, to nie Hikaru, a tajemnicza istota, która pragnie zająć miejsce martwego chłopca. Czym jest? Tego się szybko nie dowiemy, gdyż dla Yoshikiego istnieje coś o wiele bardziej tragicznego niż ten tajemniczy potwór – to akceptacja śmierci Hikaru. Od tego momentu jesteśmy świadkami rozwoju dość niecodziennej relacji, w której to „Hikaru” zaczyna zależeć na swoim „nowym” przyjacielu, podczas gdy Yoshiki… no właśnie. Czy rzeczywiście zależy mu na tej „bestii” czy traktuje tę istotę jedynie jako remedium na stratę przyjaciela?

Objaśnienie wyboru: 

Jest kilka powodów, dla którego ta pozycja znalazła się w naszym czerwcowym zestawieniu, lecz chyba najbardziej oczywistym (oprócz motywu lata) jest zbliżająca się premiera animowanej adaptacji tego dzieła. Już początkiem lipca będziemy mogli obejrzeć Lato, kiedy umarł Hikaru na Netflixie, więc nie było lepszej okazji, aby przypomnieć sobie tę fenomenalną historię.

W momencie pisania tego tekstu mój termometr pokazuje ponad 30 stopni, a bardzo plastyczna i wyrazista kreska tej mangi sprawiają, że poczułabym to „Hikarowe” lato, nawet gdyby zawitała teraz mocna zima. Pot płynący po twarzach bohaterów, śpiewanie cykad czy jedzenie arbuzów przez Yoshikiego i Hikaru w gorący dzień sprawiają, że pot zaczyna po mnie płynąć od samego patrzenia i jest to jeden z największych komplementów, jaki mogę skierować w stronę autora. Kreska jest fantastyczna, wyrazista i przede wszystkim sugestywna, a delikatne sceny idealnie kontrastują z tymi, w których „Hikaru” pokazuje swoje mroczniejsze oblicze. Jednak Lato, kiedy umarł Hikaru jest czymś więcej niż tylko horrorem – to chwytająca za serducho opowieść o przyjaźni, stracie i traumie. Yoshiki z dnia na dzień stracił najlepszego przyjaciela, niemal brata, i razem z tą świadomością Hikaru pojawia się w jego życiu jak gdyby nic. Jednak to nie był ten „sam” Hikaru. Ten, który ponownie zawitał w jego życiu jest zaledwie jego (nie)idealną kopią, jednak ta sama „kopia” pragnie zapełnić dziurę w sercu Yoshikiego, wcielając się w zmarłego Hikaru. Chłopak staje przed wyborem – pogodzić się ze śmiercią przyjaciela czy pozwolić tej tajemniczej istocie zastąpić miejsce Hikaru? Mimo iż chłopak początkowo skłania się ku drugiej opcji, to wraz z rozwojem fabuły dostrzega, że istota wcielająca się w niego, nieważne jak idealna, nigdy w pełni nie zastąpi jego przyjaciela. Niestety, nie jest on gotowy pogodzić się ze stratą, a cenę za jego decyzję nie poniesie tylko Yoshiki, lecz również cała wioska. Czym tak naprawdę jest „Hikaru”? Tego szybko się nie dowiemy, gdyż każdy tych chłopców nie chce pozwolić sobie odejść. A tym bardziej nam.

 

literackie wyzwanie 2025

Write a Review

Opublikowane przez

Adam Kamiński

Dusza anarchisty ściera się we mnie z romantycznym sercem. Jednego dnia rzucałbym koktajlem Mołotowa i palił rządowe pałace, innym razem wzruszam się nad twórczością klasyków literatury - Tołstoja, Steinbecka czy Remarque'a. W wolnych chwilach potrafię wyruszyć samotnie na szlak i biwakuję w ostępach przyrody. Moim marzeniem jest napisać powieść.

Klaudia Rudzka

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.

Natalia Trzeja

Piszę, więc jestem. I straszę w horrorach. Bu.

Natalia Wesołowska-Basista

Z wykształcenia jestem romanistką. Mieszkam w Krakowie, a sercem w Zagrzebiu :) Pochłaniam książki i czekoladę, popijając kawą. Czytelniczo od kliku lat przechodzę fazę realizmu magicznego i nic nie zapowiada zmiany.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *