Listopad przyniósł ze sobą długie, spokojne wieczory — czas, w którym łatwo zanurzyć się w historie, które porwały miliony czytelników. Tym razem sięgaliśmy po bestsellery ostatnich pięciu lat: tytuły, które nie schodziły z list sprzedaży, wzbudzały dyskusje i były polecane na forach, w mediach, wśród znajomych. Książki, o których po prostu było głośno — i to nie bez powodu.
To był miesiąc różnorodnych emocji i bardzo różnych światów. Od głośnych literackich reportaży, przez powieści obyczajowe z pazurem, aż po thriller, który pokazuje, że popularność idzie często w parze z czystą rozrywką.
🎯 Co nas zaskoczyło?
To, jak szeroki wachlarz emocji potrafi kryć się pod jednym słowem: „bestseller”.
W listopadzie widzieliśmy książki:
– które wciągają jak najlepszy serial,
– które wywołują dyskusje,
– które poruszają do samego rdzenia.
📢 A Wy?
Po jakie bestsellery sięgnęliście w listopadzie? 📖
Czy to były książki, które skradły Wasze serca, czy może takie, których fenomenu wciąż nie rozumiecie?
Podzielcie się swoimi lekturami w komentarzach — z przyjemnością sprawdzimy, co Was poruszyło, zaskoczyło lub zaintrygowało wśród ostatnich hitów księgarskich 👇✨

Dusza anarchisty ściera się we mnie z romantycznym sercem. Jednego dnia rzucałbym koktajlem Mołotowa i palił rządowe pałace, innym razem wzruszam się nad twórczością klasyków literatury – Tołstoja, Steinbecka czy Remarque’a. W wolnych chwilach potrafię wyruszyć samotnie na szlak i biwakuję w ostępach przyrody. Moim marzeniem jest napisać powieść.
Światłoczułość – Jakub Jarno (Remigiusz Mróz)
Rzadko bywa, aby w Polsce odbył się tak głośny debiut literacki, jak w przypadku Światłoczułości Jakuba Jarno. Powieść wysokoartystyczna w stylu Jakuba Małeckiego lub Wiesława Myśliwskiego szturmem zdobyła media i sklepowe półki. Ale czy na pewno? Pod koniec 2024 roku mało słyszałem o tej książce, a do moich uszu przebijał się jedynie szum, mówiący o tym, że za bestsellerowym debiutem stoi nie kto inny, jak sam Remigiusz Mróz.
Abstrahując od samej powieści i jej treści, do której przejdziemy za chwilę, sytuacja ta pozwoliła mi wysunąć kilka, niestety ponurych, wniosków. Po pierwsze, debiutant na małą szansę na przebicie się w mass mediach. To akurat jest oczywiste, ale przygnębiające jest to, że jeśli za owym debiutantem stoi cała machina marketingowa, jest w stanie stworzyć bestseller, o ile treść się broni. Po drugie, znanym pisarzom ciężko jest wyjść ze swojej szuflady, z którą są kojarzeni. Taki Remigiusz Mróz musiał uciec się do pseudonimu, aby jego książka została oceniona niezależnie od jego twórczości. Po trzecie, zaledwie kilka tygodni później bańka tajemnicy pękła wskutek sprzedaży niewspółmiernej do oczekiwań, bądź tego, że Pan Remigiusz nie umie trzymać języka za zębami. Ta ostatnia konkluzja jest oczywiście z przymrużeniem oka.
Objaśnienie wyboru:
Mimo całej podejrzanej (według mojej opinii) akcji marketingowej wokół Światłoczułości muszę przyznać, że jest to dobra książka. Opowiada ona o młodym Witku, który na pastwisku poznaje nietypową dla wiejskiej okolicy dziewczynkę, Żerkę. Mimo, że ich znajomość trwa krótko, ewidentnie mają się ku sobie, lecz ich relację przerywa front II Wojny Światowej, przetaczający się w okolicach rodzinnej wioski. Dzieci muszą uciekać i przeżyć na własnej skórze piekło najstraszniej wojny w dziejach. Witold szybko zostaje rozdzielony z Żerką i po utracie bliskich musi poradzić sobie z parszywym losem, który na niego czyha na kartach książki. Chciałby znów zobaczyć przyjaciółkę, ale czy możliwe jest jej odnalezienie wśród wojennej zawieruchy? Czy ona także go szuka, pamięta o nim?
Mimo, że Światłoczułość nie dorównuje kunsztem pisarskim tuzom polskiej literatury pięknej, to nie można jej odmówić aspiracji, aby do nich dołączyć. W wielu momentach autor celnie, za pomocą zaledwie kilku idealnie dobranych słów, przekazuje głębokie myśli o życiu, emocjach i miłości. Powieść tę czytałem jednym tchem, choć przeleżała na półce kilka miesięcy, zanim po nią sięgnąłem i nie zawiodłem się. Fabuła poprowadzona jest spójnie, a na koniec zdarzyło się coś, czego od dawna nie doświadczyłem podczas czytania – uroniłem łzę wzruszenia. Niech to będzie najlepsza rekomendacja, aby sięgnąć po Światłoczułość jeszcze przed zbliżającymi się świętami.
Na koniec muszę przyznać, że książka ta ma jedną z najpiękniejszych okładek, jakie widziałem, a także wspaniałe spina się fabularnie wraz z treścią, którą obejmuje.

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.
Chłopki. Opowieść o naszych babkach. – Joanna Kuciel-Frydryszak
Przez wieki wieś była miejscem życia większości Polaków. Dziś, jak wiemy, można szacować, że większość z nas ma pochodzenie chłopskie. Doszukiwanie się w nazwisku przyrostka 'ski’ nadal bywa powszechne, bo mamy bardzo niską świadomość tego, skąd tak naprawdę się wywodzimy. Historycy są jednak zgodni co do tego, że chłopskie korzenie ma znaczną część naszego społeczeństwa.
Czytając książkę Joanny Kuciel-Frydryszak możemy stanąć oko w oko z historią zwykłej, bardzo szarej, rzeczywistości naszych babek i prababek, które w znoju, pocie czoła ciągnęły swój bagaż. A był to bagaż jakiego nie znamy, a który właśnie wpłynął dość znacząco na życiorysy wielu z nas. Stąd właśnie uświadomienie sobie, jako że większość odnajdzie swój rodowód w polskiej wsi, tego, jak ówczesna mentalność, sposób życia i widzenie świata wpłynęło na pokolenie naszych rodziców, a tym samym na nas i nasze dzieci.
Zagadnijmy do kogoś, kto w latach 80 lub wcześniej, przyjechał ze wsi do miasta, zapytajmy starszych członków naszej rodziny o to, jak to kiedyś na tej wsi było. Otwórzmy oczy i zauważmy, że szlacheckich dworków i mieszczańskich kamienic było znacznie mniej, byśmy wszyscy mieli takie uładzone i piękne życiorysy.
Przy tych wszystkich rozważaniach książka Kuciel-Frydryszak zyskuje w moich oczach bardzo dużo, bo pokazuje to co zostało zapomniane w meandrach historycznoliterackich, w których to na próżno szukać chłopskich obrazów. Oczywiście, wybitny Reymont i inni twórcy uprawiający chłopomanię pokazali nam wizerunek chłopa, nie zaprzeczam, wizerunek bardzo ciekawy, ale z punktu widzenia historycznego, na pewno niepełny.
Spójrzmy pod strzechę, rozejrzyjmy się po polu, na którym maluchy sto lat temu wypasały krowy, wyobraźmy sobie jak to się wtedy żyło. Chłopki. Opowieść o naszych babkach jest zdecydowanie książką, o których nie da się napisać tylko tych kilku zdań, to temat szeroki i szalenie fascynujący, stąd też niezwykła popularność tytułu w ostatnich latach.
Objaśnienie wyboru:
Przede wszystkim była to jedna z najgłośniejszych książek w ostatnich latach, która przyniosła ogromne zyski wydawnictwu (co też było powodem konfliktu na linii wydawca – autorka). Szalenie ciekawe historyczne podejście do tematu życia kobiet na wsi, nie tak wcale dawno temu, też wpłynęło na moją ciekawość, rozbudzoną historiami z życia na wsi w latach 30 i później, aż do lat wielkich przemian i migracji do miast.






