W marcu postawiliśmy sobie wyjątkowy cel – sięgnąć po książki osadzone w krajach, których nigdy nie mieliśmy okazji odwiedzić. Choć nasze paszporty w tym miesiącu pozostały nietknięte, to jednak wyobraźnia i literatura pozwoliły nam zwiedzić zakątki świata, do których być może fizycznie nigdy nie dotrzemy.
To było wyzwanie pełne kontrastów i odkryć. Niektórzy z nas wybrali podróż do miejsc z pogranicza kultur i tożsamości, inni sięgnęli po historie zanurzone w klimacie grozy, dekadencji lub egzystencjalnych rozterek. Od dusznej, pełnej napięć Japonii, przez pogrążoną w milczeniu i opresji Palestynę, aż po zapomnianą przez wielu Mołdawię – literatura ponownie udowodniła, że książki mogą być biletem w jedną stronę do świata emocji, historii i kontekstów kulturowych, które nie są nam codzienne.
Co nas zaskoczyło?
Niektóre lektury pokazały nam miejsca, o których wiedzieliśmy bardzo niewiele – i zrobiły to z niezwykłą wrażliwością. Inne wciągnęły nas w atmosferę grozy lub melancholii, której się nie spodziewaliśmy. Czasem poruszała nas forma opowieści, innym razem – niedopowiedziane emocje lub mocne tło polityczne. Każda z książek była jak podróż: czasem wymagająca, czasem refleksyjna, ale zawsze poszerzająca perspektywę.
💬 A Wy?
Gdzie zabrała Was książka w marcu? Jakie miejsca odwiedziliście literacko, choć fizycznie tam nie byliście? A może odkryliście kraj, do którego teraz naprawdę chcielibyście pojechać? Podzielcie się swoimi wyborami w komentarzach – czekamy na Wasze opowieści z podróży między kartkami książek!

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.
Mołdawia Państwo niekonieczne Kamil Całus
Kamil Całus analityk ds. Republiki Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich zabiera nas w podróż do kraju nieoczywistego, pełnego kontrastów, będącego gdzieś pomiędzy Rosją, Rumunią, a nowoczesną Europą. Jedną nogą wciąż w ZSRR, gdzie pamięć socjalizmu jest wciąż żywa, drugą natomiast świadoma zmian zachodzących we współczesnym świecie. Książka Kamila Całusa wnikliwie i zarazem obiektywnie przedstawia historię Mołdawii od czasu uzyskania przez nią niepodległości w 1991 roku. Daje do zrozumienia czytelnikowi, że nie zawsze był to powód do radości i entuzjazmu, a kraj połączony, acz podzielony trzeba na nowo stworzyć i wykreować. Autor nie ogranicza się jedynie do historycznych wydarzeń, podejmuje tematy trudne jak tożsamość narodowa, bieda, bada też nastroje społeczne „najuboższego kraju Europy”, który choć pozornie będący daleko na liście krajów do odwiedzenia, z każdą kolejną stroną przekonuje, że mimo wszystko jest w nim coś intrygującego, co warto zbadać na własne oczy.
Objaśnienie wyboru:
Mołdawia Państwo niekonieczne to jedna z moich ulubionych pozycji serii wydawniczej Sulina Wydawnictwa Czarne. Kamil Całus bardzo ciekawie łączy analityczne doświadczenie z reporterskim zacięciem, co sprawia, że historie przedstawione w książce czyta się z ogromną dozą ciekawości i wciąż chce się więcej. Do lektury skłoniło mnie nic innego jak plany odwiedzenia kraju, raczej zapomnianego, będącego w pewnym sensie gdzieś w przeszłości, oczywiście słynącego ze swojego niechlubnego tytułu najbiedniejszego kraju Europy, ale o którym jednak wiedziałam nie za dużo. Kamil Całus z całą pewnością zmienił to dzięki owej pozycji, co na pewno jest pomocne w zbieraniu doświadczeń przyszłej podróży. Oprócz bardzo przystępnie przedstawionej sytuacji wewnętrznej kraju znajdziemy tu garść informacji o polityce, gospodarce i życiu obywatelu tego kraju. Gorąco zachęcam zarówno tym, którzy planują podróż do Mołdawii, jak i po prostu ciekawym świata.

Z wykształcenia jestem romanistką. Mieszkam w Krakowie, a sercem w Zagrzebiu :) Pochłaniam książki i czekoladę, popijając kawą. Czytelniczo od kliku lat przechodzę fazę realizmu magicznego i nic nie zapowiada zmiany.
Demon z samotnej wyspy, Ranpo Edogawa
Powieść Demon z samotnej wyspy to mój osobisty powrót do kryminałów po trwającej kilka lat przerwie. Już na wstępie pragnę podkreślić, że to powrót jak najbardziej pozytywny: to kryminał w starym dobrym stylu, taki, od którego najczęściej zaczyna się przygodę z tym gatunkiem. Mamy tutaj galerię wyrazistych postaci: pięknych i szlachetnych, tych, którzy skrywają swoje mroczne sekrety, tych fascynujących i odrażających.
Suspens w powieści budowany jest bardzo niespiesznie, a autor wykorzystuje logiczne zagadki i literackie trompe l’oeil, by zwodzić czytelnika i plątać tropy. Z początkowo sielskiej, nieco ckliwej historii zaczyna jednak wyzierać mrok. Mrok, który czasem czai się w tym, co niedopowiedziane lub, wręcz przeciwnie, który uderza bezpośredniością przekazu. Trup w Demonie z samotnej wyspy ściele się gęsto i to na przestrzeni całej powieści, ponieważ tajemnica, która wyłania się z jej kart, pochłania po drodze życie kilku ofiar. Jeśli chodzi o samą intrygę, to może wydawać się banalna, z czasem jednak widać, że autor nie żałował starań, aby ją skomplikować. Z kolei, pierwszoosobowa narracja uderza natężeniem emocjonalnym i oddziaływa na wyobraźnię, pozostawiając jednocześnie niewielką przestrzeń na pytanie o wiarygodność samego narratora.
I choć sama powieść jest bardzo sprawnie napisana, to brakuje jej jednak wyróżnika, który pozwoliłby łatwo zidentyfikować styl Edogawy.
Objaśnienie wyboru : Temat tego miesiąca zinterpretowałam dosłownie, w kontekście podróży i też z takim nastawieniem podeszłam do lektury Demona z samotnej wyspy. Jaka zatem jest Japonia odmalowana przez Ranpo Edogawę? Świat, który wykreował jest z jednej strony pogodny, a z drugiej pełen grozy; wydaje się bezpieczny, ale w jego zakamarkach potrafi czaić się niewyobrażalne zło. Demon z samotnej wyspy to również podróż w głąb psychiki bohaterów: ich przeżycia i historie zakodowane są nawet (a może przede wszystkim…) w pejzażach. Spokojna, wręcz senna atmosfera Tokio ustępuje miejsca frenetycznemu napięciu w miarę jak oddalamy się wraz z głównym bohaterem od miejskiej aglomeracji, zagłębiając się w coraz odleglejsze i coraz bardziej posępne zakątki Japonii. Jako czytelnik po prostu poddałam się się atmosferze powieści i pozwoliłam prowadzić narratorowi poprzez tę historię, w której groza miesza się z sensacją i groteską, potęgując poczucie dziwności i niesamowitości. Muszę jednak zaznaczyć, że powieść ma kilka obrzydliwych momentów, które mogą szokować co wrażliwszych. Demon z samotnej wyspy to propozycja dla wielbicieli kryminałów Maurice’a Leblanca czy Agathy Christie oraz klasycznej literatury grozy.
Zmierzch, Osamu Dazai
Zmierzch Osamu Dazaia utrzymana jest w nastroju dekadencji, dość charakterystycznej dla twórczości tego autora. Tytułowy zmierzch nie zabierze nas do krainy nostalgii, gdzie w obliczu ciepłych, zachodzących promieni słońca możemy oddać się błogości, która mogłaby nam się z tym zmierzchem kojarzyć. W tym przypadku Osamu Dazai zabrał do realiów powojennej Japonii, świata wywróconego do góry nogami, w którym to główna bohaterka Kazuko stara się przystosować do szalenie zmieniającej się rzeczywistości. Dni mijają jej na pracy, czytaniu i robieniu na drutach, jednak pogarszające się zdrowie matki, jak i uzależnienie od narkotyków jej brata są pokłosiem po jednym z najkrwawszych konfliktów w historii świata. Jej „zmierzch” jest pełen bólu, smutku i cierpienia, przez co Kazuko zmuszona jest szukać ukojenia w najbardziej nieoczywisty sposób.
Objaśnienie wyboru:
Moja czytelnicza podróż nie obejmowała tylko aspektu geograficznego, lecz również była to swoista podróż w czasie. Japonia może kojarzyć się nam z anime, kwitnącą wiśnią czy turystami próbującymi ubrać się w tradycyjne kimono, lecz w tym przypadku przyjęłam zaproszenie Osamu Dazaia, aby chociaż jego oczami zerknąć na realia powojennej Japonii. Jaka ona była? Szara i mroczna, lecz jednocześnie bardzo barwna. Melancholijna, lecz z nutą nadziei. Niemniej jednak, każda strona przyprawiała mnie o dreszcze i smutek, wzmacniając przy tym poczucie beznadziei, jaką wtedy mogli czuć Japończycy. Jest to lektura specyficzna i momentami trudna, lecz jednocześnie skłania do refleksji nad kondycją ludzką, pełną rozterek między potrzeba przystosowania się do społecznych konwenansów a potrzebą niezależności. Mogłabym nawet rzec, że była to niemal podróż egzystencjalna, która zachwyca swą głębią, lecz nie zmienia to faktu, że była to podróż ogromnie trudna.

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych, a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.
Dotyk, Adania Shibli
Dotyk to druga po Drobnym szczególe polskojęzyczna książka autorstwa Adanii Shibli, palestyńskiej pisarki i wykładowczyni.
Tworzonej przez nią narracji w tej niewielkiej objętościowo powieści przewodzi cisza. Na pierwszy plan wysuwają się za to szczegóły, nabierające znaczenia w otoczeniu niedopowiedzeń. Proza ta – za opisem wydawniczym – składa się z niepozornych obrazów, zza których przeziera groza codziennego życia we współczesnej Palestynie. Napisana w 1999 roku, po raz pierwszy wydana została w 2003, a polski przekład Hanny Jankowskiej dzięki wydawnictwu Drzazgi ukazał się w 2024 roku.
Główną bohaterką opowieści jest mała bezimienna dziewczynka, całe dnie spędzająca w milczeniu. Świata doświadcza skrawkami: dźwięków, świateł, struktur, obrazów i słów. Zauważa portret zmarłego brata wiszący nad telewizorem, doświadcza przemocy ze strony siostry, słyszy rozmowy dorosłych o masakrze w Sabrze i Szatili. W poczuciu wyobcowania ucieka od rzeczywistości w literaturę.
Palestyna staje się tłem dla scen z życia dziewczynki – bez jednoznacznych nawiązań politycznych, jednak w poczuciu pewnego zagrożenia i opresji. Nazwy kraju nie można wypowiadać, arabski staje się wymazywany, a znany dotychczas świat jest tracony. To opis osobistych doświadczeń bohaterki z olbrzymim polem do interpretacji czytelników. Jego subtelność podszyta jest niepokojem i strachem, przepełniającymi pustynne krajobrazy.
Shibli opowieść snuje w sposób niemal filmowy, zbliżając się z kamerą do najdrobniejszych elementów scenografii. Opisuje migotanie świateł, rozchodzenie się dźwięku, ruch powietrza czy ułożenie dłoni na tkaninie. Tworzy poezję prozy, w której pełen wieloznaczności język staje się narzędziem do przekazywania emocji. Zmusza do skupienia oraz uważności, a także czytania między wierszami. Zachęca do odczytywania emocji bohaterki oraz konfrontowania ich z własnymi odczuciami.
Objaśnienie wyboru:
Po kolejną wydaną po polsku książkę Shibli sięgnęłam będąc pod wrażeniem Drobnego szczegółu i niezwykłego języka tworzącego tę połamaną fikcję. Jej styl przepełniony jest intymnością, uważnością i wyostrzonymi zmysłami na to, co wydarza się wokół. Obie książki wydają się idealne na okres niedoczasu, ale choć Dotyk stron liczy raptem dziewięćdziesiąt sześć, to skłania do tylu refleksji, że lektura wymaga przerw. W Palestynie nigdy nie byłam, ale nie sposób pozostać obojętną wobec ludobójstwa, które trwa w niej od października 2023 roku. A to kontekst, w którym odczytuje się obecnie oba tytuły. Poza mikropowieściami Adanii Shibli w temacie zbrodni na Palestyńczykach polecam również dokument Nie chcemy innej ziemi, o którym pisałam w ramach relacji z zeszłorocznego festiwalu Millennium Docs Against Gravity – link tutaj (do obejrzenia na CANAL+).










