Sierpniowa odsłona naszego wyzwania zabrała nas w podróż w czasie – do roku, w którym każdy z nas pojawił się na świecie. Sięgaliśmy po książki wydane w roku naszych urodzin i odkrywaliśmy, jak wiele z nich wciąż potrafi poruszać, inspirować i zaskakiwać. To było wyjątkowe doświadczenie – bo choć historie te ukazały się lata temu, dla wielu z nas stały się świeżym i ważnym odkryciem.
W sierpniu towarzyszyły nam więc powieści, które niosły w sobie cząstkę naszego czasu. Dla jednych były to klasyki, do których zawsze chcieli wrócić, dla innych tytuły poznane po raz pierwszy – a jednak na swój sposób bliskie, bo związane z początkiem naszej własnej historii. Te literackie podróże przypominały, że opowieści sprzed lat wciąż potrafią być aktualne, a bohaterowie z przeszłości mówią o emocjach, które nie tracą na znaczeniu.
🎯 Co nas zaskoczyło?
To, jak różnorodne były nasze wybory – od głośnych klasyków po mniej oczywiste perełki – i jak mocno potrafiły rezonować ze współczesnymi czytelnikami. Sierpniowe lektury pokazały, że literatura naprawdę nie zna granic czasu, a książki z roku naszych urodzin mają w sobie coś niezwykle osobistego.
💬 A Wy?
Po jakie powieści z roku swoich urodzin sięgnęliście w sierpniu? Które historie stały się dla Was odkryciem, a które zabrzmiały znajomo, jakby towarzyszyły Wam od zawsze? Podzielcie się z nami swoimi sierpniowymi lekturami – chętnie poznamy Wasze doświadczenia! ✨📚
Zalety bycia niewidzialnym – Stephen Chbosky
W przypadku tego literackiego wyzwania występuję jako dumna reprezentantka magicznego numeru – 1999! Rocznika, który przelicza swój wiek, dodając jedynkę do bieżącego roku; który do końca nie wie, czy jest załapuje się jeszcze do Gez Z, czy może jesteśmy okresem przejściowym między poprzednim pokoleniem, a “Zetkami”. Przeglądając premiery książkowe z tego też rocznika, stanęłam przed wyborem Battle Royal Koushun Takami, a powieścią Zalety bycia niewidzialnym Stephena Chbosky’ego, z czego zwycięsko wyszła ta druga pozycja. My, rocznik ‘99, kończymy w tym roku 26 lat, oficjalnie stając się dorosłymi, gdyż tracimy zniżki związane ze statusem studenta oraz ukochane ulgi podatkowe. Z jednej strony powinniśmy uchodzić za dojrzałych dorosłych, a drugiej – szczerze, to dalej nie wiemy, co dalej robić. Jak obsługuje się dorosłość? Gdzie jakaś instrukcja? Mama nie będzie już nas umawiać do lekarza? Rozterki i zagubienie będące efektami dorastania mogą być przytłaczające, dlatego też w tym miesiącu postawiłam na książkę Zalety bycia niewidzialnym, gdzie główny bohater również “pada ofiarą” bezlitosnego dojrzewania.
Powieść Stephena Chbosky’ego jest napisana w formie listów zaadresowanych do tajemniczego “Przyjaciela”, którym okazujemy się my, czytelnicy. Ich autorem jest piętnastoletni Charlie, który dzieli się z nami swoją historią, emocjami i doświadczeniami, twierdząc, że tylko nam może “zaufać”, mimo iż sam Charlie nas dobrze “nie zna”. Niemniej jednak z jego listów śledzimy świat zabłąkanego nastolatka – świat pierwszych miłości, smaku pierwszego alkoholu, nostalgicznych piosenek, wyboru studiów, odkrywania siebie czy toksycznych relacji (nawet tych rodzinnych). Charlie pisze do nas bardzo prostym językiem, jednak sama problematyka absolutnie nie należy do łatwych. Książka porusza tutaj problemy homofobii, alkoholizmu, przemocy psychicznej, fizycznej oraz seksualnej, samobójstwa i wiele innych. Tworzy to swoisty kontrast między prostotą języka, a trudną tematyką, jednak efekt, który prawdopodobnie zamierzał Stephen Chbosky, został osiągnięty – obserwujemy trudne aspekty życia z punktu widzenia nastolatka, wchodzącego w ten dorosły, trudny, lecz nadal piękny świat.
Uzasadnienie wyboru:
Zalety bycia niewidzialnym to książka o dorastaniu i byciu w tym procesie zagubionym; o pierwszych pocałunkach, ulubionych zespołach, młodzieńczych przyjaźniach i dobrych ocenach; o problemach, które wydają się nie do pokonania. Jest to pamiętnik dorastającego człowieka, który potrzebuje wskazówek w życiu, ale też chce spróbować wszystkiego na własną rękę; których chce doświadczać, kochać i się bać. Rocznik 1999 w pigułce.

Z wykształcenia jestem romanistką. Mieszkam w Krakowie, a sercem w Zagrzebiu :) Pochłaniam książki i czekoladę, popijając kawą. Czytelniczo od kliku lat przechodzę fazę realizmu magicznego i nic nie zapowiada zmiany.
Lustro pana Grymsa, Dorota Terakowska
Sierpniowa edycja czytelniczego wyzwania przysporzyła mi niemało trudu; długo zastanawiałam się nad wyborem odpowiedniego tytułu, aż w końcu mój wzrok przyciągnął jeden z podniszczonych grzbietów wśród książek na półce. Jest to nieco sfatygowany egzemplarz “pobiblioteczny” jednej z moich ulubionych powieści dzieciństwa – Lustra pana Grymsa autorstwa Doroty Terakowskiej.
Lustro pana Grymsa to powieść o nastoletniej Agacie, dziewczynce obdarzonej niezwykłą wrażliwością na to, co piękne i ulotne. Jej marzycielskie usposobienie, połączone z wrodzoną ciekawością doprowadzają ją pod drzwi pewnego antykwariatu, który Agata odkrywa podczas spaceru z ukochanym psem, Kusym. Zagadkowy właściciel sprzedaje dziewczynie lustro, dzięki któremu przeżyje ona przygodę nie z tego świata…
Jestem wielką fanką Alicji w Krainie Czarów, a w Lustrze pana Grymsa widzę kilka podobieństw do tej historii. Odkąd pamiętam fascynował mnie motyw świata w lustrze, świata równoległego do naszej rzeczywistości, ale rządzącego się zupełnie innymi prawami. Świat przedstawiony w Lustrze pana Grymsa taki właśnie jest : przesycony onirycznymi niedopowiedzeniami, przeplatanymi raz lekką grozą, a raz idyllicznymi opisami sennej krainy. Podobny jest też motyw misji, którą główna bohaterka ma wypełnić – muszę przyznać, że po latach postać Agaty wciąż wzbudza moją sympatię i z przyjemnością wróciłam do jej niezwykłej wędrówki. Język powieści jest bardzo prosty, a jednocześnie urzekający, odpowiedni zarówno dla młodszych jak i starszych czytelników. Z kolei, wartka akcja sprawia, że lektura szybko płynie. Czasem wręcz za szybko…
Uzasadnienie wyboru: Fakt, że sierpniowe wyzwanie ograniczało wybór książek do roku naszych urodzin, początkowo nieco mnie przerażał. Jednak przypomniawszy sobie o Lustrze pana Grymsa, wiedziałam, że po nic innego nie sięgnę. Wrażenie pozostawione po pierwszej lekturze wiele lat temu, teraz całkowicie odżyło – powrócił dziecięcy zachwyt nad czytaną książką. Dodatkowo, wybierając właśnie tę powieść na reprezentantkę mojego roku urodzin, chyba podświadomie wróciłam do własnych, literackich korzeni. Bo to właśnie na takiej literaturze wyrosłam jako czytelniczka, a wraz z upływem lat coraz bardziej doceniam jej uniwersalność i ponadczasowość.

Kino w każdej postaci, literatura rosyjska, reportaż, ale nie tylko. Magister od Netflixa, redaktor od wszystkiego. Właściwy człowiek we właściwym miejscu – chętnie zrelacjonuję zarówno wystawę, koncert, płytę, jak i sztukę teatralną.
Ultimatum Bourne’a, Robert Ludlum
Ultimatum Bourne’a to trzecia część słynnej trylogii Roberta Ludluma, wydana oryginalnie w 1990 roku. W Polsce książka ukazała się w tłumaczeniu Arkadiusza Nakoniecznika nakładem wydawnictwa Amber. Sprzedała się w wielomilionowym nakładzie, co jest dowodem, że kolejne przygody Jasona Bourne’a, którego nadrzędnym celem jest walka o życie i ochrona swoich bliskich, oraz powracające demony przeszłości cieszyły się ogromną popularnością i uznaniem. Książka Roberta Ludluma, bardzo znanego polskim czytelnikom to idealny przykład literatury sensacyjnej charakterystycznej dla lat 90. Wiele lat później w 2007 roku powieść doczekała się swojej ekranizacji w reżyserii Paula Greengrassa z Mattem Damonem w roli głównej. Warto zaznaczyć, że w wielu aspektach film różni się od literackiego odpowiednika, co może stanowić zachętę do porównania obu tych dzieł.
Uzasadnienie wyboru:
1990 rok to moment, gdy literatura sensacyjna cieszyła się ogromnym powodzeniem. Ludlum był jednym z najbardziej obiecujących autorów i jednym z najbardziej poczytnych pisarzy początków lat 90. Jego trylogia to ciekawy przykład transformacji gatunku, co również było bardzo widoczne w kinie tamtego okresu. Lata 90 pełne były bowiem sensacyjnych historii przepełnionych nowatorskimi rozwiązaniami technicznymi, widowiskowymi efektami specjalnymi i kasowymi hitami takimi jak Titanic, Terminator 2 czy Park Jurajski, które podbijały widowiskowość akcji. Warto z dzisiejszej perspektywy wrócić z sentymentem do tych tytułów i dostrzec jak bardzo rozwinął się przemysł filmowy. Warto także wrócić do literackiego odpowiednika trylogii by na nowo przeżyć przygody Jasona Bourne’a.









