Ludzkość na wygnaniu – Robert J. Szmidt – „Ucieczka z raju” [recenzja]

Powiedzieć, że druga część cyklu Pola dawno zapomnianych bitew Roberta J. Szmidta okazała się być równie dobra, co otwierająca serię powieść Łatwo być bogiem, to jawne kłamstwo. Ucieczka z raju okazuje się być książką jeszcze lepszą, świetnie rozwijającą niektóre wątło naszkicowane wątki swojej poprzedniczki, gdzie właściwie otrzymaliśmy tylko kęs pysznej potrawy, na którą przyszło nam długo czekać. Ale warto było, ponieważ autor postarał się o to, aby czytelnika potrzymać w napięciu i w odpowiednim momencie podkręcić atmosferę powieści. Z najnowszej książki Roberta J. Szmidta jestem zadowolony jak diabli!

Łatwo być bogiem autor wykazał się kompletnym brakiem litości – zakończył powieść wielkim cliffhangerem, każąc czytelnikom domyślać się, co to za tajemnicza flota bez żadnego powodu rozpoczęła wojnę z ludzką cywilizacją. A żeby było śmieszniej, wyniszczający konflikt wybuchł w momencie, gdy ludzkość desperacko poszukiwała innej cywilizowanej rasy, która mogłaby zamieszkiwać Wszechświat – wszak myśl, że jesteśmy jedynymi istotami w przestrzeni kosmicznej, to bardzo egoistyczna postawa. Tajna misja na Xan 4 dowiodła, że faktycznie nie jesteśmy sami we Wszechświecie, lecz wspomniany już atak dowiódł, że może jest on bardziej zatłoczony, niż nam się wydawało. Ucieczka z raju to powieść, w której przedstawione są skutki wybuchu wojny – okazuje się bowiem, że obcy znacznie przewyższają nas, jeśli chodzi o rozwój technologiczny, co w praktyce oznacza stopniową zagładę naszego gatunku. A na to się zapowiada, ponieważ przeciwnik nie zamierza nawiązać jakiegokolwiek kontaktu, a z obserwacji jego zachowań jasno wynika, że jego celem jest całkowite zniszczenie rasy ludzkiej. Człowiek jest więc bezbronną myszką, a nieznana nam rasa drapieżnym kocurem.

To porównanie jest zresztą bardzo na miejscu, ponieważ ludzkości pozostało jedynie uciekać i zwodzić przeciwnika, dopóki nie znajdzie się sposób na stawienie realnego oporu. Ewakuowane są planety i kolonie położone najbliżej frontu wojny, a jedną z nich zarządza Henryan Święcki, znany admiralicji z szalonych pomysłów i nietuzinkowego rozwiązania problemu z układem Xan 4. Ten wątek główny może na pierwszy rzut oka nie brzmieć rewelacyjnie, ale cały sekret trzymającej w napięciu lektury polega na tym, że Święcki ma łeb nie od parady i stale kombinuje, jak najskuteczniej uratować jak najwięcej mieszkańców na Delcie Uletty. A przy tym Robert J. Szmidt nie tworzy fabuły, którą można by nazwać nieprawdopodobną lub poddającą w wątpliwość inteligencję czytelnika. Jest wręcz przeciwnie (i to było już widoczne w Łatwo być bogiem) – sam schemat ewakuacji i napotykanych raz po raz problemów oraz wojenne perturbacje zmierzające nieuchronnie do naszej zagłady nie brzmią fałszywą nutą, wszystko w Ucieczce z raju sprawia wrażenie niezwykle przemyślanego i można się spodziewać, że następne części też takie będą. Znałem wcześniej twórczość Roberta J. Szmidta, ale dzięki Polom dawno zapomnianych bitew znacznie urósł w moich oczach, chociaż nawet nie znam jeszcze zakończenia cyklu.

No i najważniejsze – jeśli w którymś momencie w trakcie lektury Łatwo być bogiem odnieśliście wrażenie, że jakiś wątek został nonszalancko zmarginalizowany bądź pominięty, będziecie zachwyceni wieścią, że, cytując klasyczne powiedzenie, nic w przyrodzie nie ginie. Przede wszystkim nie zostaje porzucony wątek z prologu powieści (zamieszczony wcześniej w zbiorze Alpha Team jako opowiadanie i to właśnie ten tekst sprawił, że wyczekiwałem Pól dawno zapomnianych bitew), który rzuca wiele światła na wydarzenia mające miejsce we Wszechświecie, i był dla mnie taką bombą, że przez chwilę zapomniałem o reszcie powieści. Robert J. Szmidt kontynuuje odkrywanie brutalnej prawdy o człowieku, której rdzeniem jest mylne przekonanie o naszej wyjątkowości. W zetknięciu bowiem z obcą rasą jesteśmy beznadziejnie bezbronni i przeświadczenie o tym, że znalazłszy inną inteligentną formę życia, będziemy z nią komunikować się jak równy z równym, to jedna wielka bzdura. Kwestionowana jest również idea sposobu naszego powstania i próba przypisania temu jakiejkolwiek celowości. Nie bez powodu każda religia rozpoczyna się od stworzenia człowieka, podkreślając jego wyjątkowość i umiłowanie Stwórcy, fani ewolucji widzą w nas zaś tryumf naszych genów i niespotykaną sztukę uczenia się na własnych doświadczeniach i bum – w ten sposób powstał człowiek. A co, jeśli było zupełnie inaczej? W Ucieczce z raju Robert J. Szmidt po raz kolejny zabił mi ćwieka swoją przerażającą wizją – teoria Dänikena to przy tym pikuś.

Ucieczka z raju była dla mnie przyjemną podróżą do raju dla fanów fantastyki naukowej, którą należy stawiać na najwyższej półce obok książek mistrzów gatunku. Autor potwierdził, że włada wszystkimi atutami, aby stworzyć cykl science fiction, który jest z gatunku tych przeraźliwie prawdopodobnych, tak jak to bywa u chociażby Lema czy Philipa K. Dicka. Robert J. Szmidt ma swój własny, ostry i bezpardonowy styl, który dodaje jego powieściom brutalności – i słusznie, bo Wszechświat okazuje się być brutalnie nieprzyjazny i niebezpieczny. Chociaż po lekturze Łatwo być bogiem nie sądziłem, że jest możliwe, aby kolejna powieść była jeszcze lepsza, to teraz muszę z rezerwą powiedzieć, że nie wiem, czego się spodziewać po kolejnej części. Domyślam się jednak, że skoro dotychczas Pola dawno zapomnianych bitew sprawiają wrażenie bardzo przemyślanego cyklu, to Robert J. Szmidt jeszcze zdąży mnie zaskoczyć. Wprost nie mogę się doczekać!

Fot.: Dom Wydawniczy REBIS

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *