młode matki

Macierzyństwo mimo wszystko – Jean-Pierre i Luc Dardenne – „Młode matki”

Bracia Dardenne po raz kolejny udowadniają, że są mistrzami kina społecznego, które nie potrzebuje fajerwerków, aby poruszać do żywego. „Młode matki” to film kameralny, skupiony na emocjach, twarzach i ciszy – a jednak uderzający z siłą, której nie sposób zignorować. To opowieść o dziewczynach stojących na progu dorosłości, które zostały wrzucone w rolę matek szybciej, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Nie ma tu taniej sensacji ani dramatycznych twistów. Jest codzienność. I to ona boli najmocniej.

Twórcy prowadzą nas przez historię kilku młodych kobiet przebywających w ośrodku wsparcia dla nieletnich matek. Każda z nich dźwiga własny ciężar – niepewność, lęk, doświadczenie odrzucenia czy biedy. Film nie koncentruje się na jednej bohaterce, lecz buduje narrację polifoniczną. Głosy przeplatają się, historie odbijają w sobie nawzajem. Czasem miałam poczucie, że przejścia między nimi są zbyt gwałtowne, że chciałabym pobyć z jedną z dziewczyn dłużej, głębiej wejść w jej świat. A jednak to właśnie ta mozaikowa struktura nadaje całości rytm – pokazuje, że macierzyństwo w tak młodym wieku nie jest wyjątkiem, lecz doświadczeniem powtarzalnym, niemal systemowym.

Największą siłą filmu jest jego szczerość. Kamera nie ocenia, nie moralizuje, nie podsuwa łatwych odpowiedzi. Jest blisko – twarzy, dłoni, spojrzeń. Naturalność gry młodych aktorek robi ogromne wrażenie. One nie „grają” – one po prostu są. W ich oczach widać strach, zagubienie, ale też coś znacznie bardziej poruszającego: instynktowną troskę, która rodzi się mimo wszystko. Aktorsko błyszczą niemal wszyscy, a autentyzm scenerii – surowe wnętrza ośrodka, zwyczajne ulice, brak upiększeń – tylko wzmacnia wrażenie obcowania z prawdziwym życiem.

To, co szczególnie mnie uderzyło, to wydźwięk filmu w kontekście współczesnych debat światopoglądowych. Niezależnie od trudności w punkcie wyjścia – niechcianej ciąży, braku wsparcia, nieprzyjaznego otoczenia – Dardenne’owie pokazują, że w tych młodych dziewczynach rodzi się siła. Cicha, nieefektowna, ale realna. „Młode matki” można odczytać jako niezwykle subtelny, a przy tym wyraźny głos pro-life. Nie w sensie ideologicznym czy publicystycznym, lecz ludzkim. Film zdaje się mówić: życie, nawet jeśli pojawia się w najtrudniejszych okolicznościach, ma wartość. A matka – nawet bardzo młoda, niedojrzała, zagubiona – potrafi odnaleźć w sobie pokłady czułości, o które wcześniej by siebie nie podejrzewała.

Jednocześnie to kino głęboko empatyczne wobec systemu wsparcia. Zachód w tej opowieści nie jest jednowymiarowy. Owszem, pojawiają się bieda, przemoc, uzależnienia, ale obok nich istnieją domy opieki, terapeuci, opiekunowie z dobrym sercem. Są radosne piosenki, chwile śmiechu, drobne gesty solidarności. To ważne, bo film nie popada w czarnowidztwo. Daje nadzieję – nie naiwną, lecz wypracowaną, wywalczoną małymi krokami.

W warstwie formalnej „Młode matki” pozostają wierne stylowi twórców. Minimalizm, długie ujęcia, kamera z ręki, skupienie na fizyczności bohaterów – to wszystko przywołuje skojarzenia z wcześniejszymi dokonaniami reżyserów, a także z kinem braci Tavianich czy wczesnym Loachem. Jest w tym duch realizmu społecznego, który nie boi się ciszy i niewygodnych tematów. A jednak film ma w sobie coś świeżego – może właśnie dzięki temu, że oddaje głos dziewczynom, które w debacie publicznej często są sprowadzane do statystyki. Nie jest to dzieło idealne. Momentami rytm narracji traci impet, a niektóre wątki chciałoby się pogłębić. Polifoniczność, choć stanowi atut, bywa też źródłem pewnego rozproszenia. Ale nawet te niedoskonałości wpisują się w charakter filmu – surowego, nieoszlifowanego, jak życie jego bohaterek.

Najważniejsze jednak, że „Młode matki” poruszają. To kino, które nie krzyczy, lecz zostaje pod skórą. Uczy uważności na tych, których łatwo ocenić z bezpiecznej perspektywy. Pokazuje, że za każdą młodą twarzą z wózkiem kryje się historia bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. To niezwykle poruszający i empatyczny obraz, który zyskuje dzięki swojej wielogłosowej konstrukcji i bezpretensjonalności. Warto go zobaczyć – choćby po to, by przypomnieć sobie, że w świecie pełnym uproszczeń wciąż jest miejsce na czułość i zrozumienie.

młode matki

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *