Filmy,Newsy

Maïwenn o filmie „DNA” – w kinach od 9 lipca.

Maïwenn
Maïwenn

9 lipca do kin trafi najnowszy film Maïwenn „DNA” – mocny i poruszający portret rodzinny, czerpiący z jej osobistej, złożonej historii. Film znalazł się w oficjalnej selekcji festiwalu w Cannes 2020, był prezentowany na MFF w San Sebastian i MFF w Zurychu (nagroda „A Tribute to…” dla Maïwenn za wkład w odrodzenie kina autorskiego). „DNA” otrzymało również 4 nominacje do Cezara oraz nagrodę Lumières 2021 za reżyserię.


Centralnym punktem filmu są wspaniałe kreacje aktorskie gwiazd francuskiego kina –  Fanny Ardant („Poznajmy się jeszcze raz”), Louisa Garrela („Małe kobietki”) i samej Maïwenn. Reżyserka tak mówi o swoim najnowszym dziele i pracy z aktorami:

Napisałaś scenariusz z Mathieu Demym…
Przyjaźnimy się z Mathieu Demym. On niedawno stracił matkę. Czułam, że ma ochotę się wypowiedzieć w tym temacie i podobały mi się jego pomysły. Uznałam, że świetnie pasują i są zabawne. Łączył nas temat straty – tego, jak poradzić sobie z emocjonalną stroną żałoby, ale też, jak zająć się formalnościami, co jest zabawnym elementem filmu… Śmialiśmy się i płakaliśmy. Nie wstydziliśmy się okazywać sobie emocji. Jego spojrzenie było dla mnie bardzo cenne. Postanowiłam nakręcić „DNA” jak mój pierwszy film – w lekki sposób, z niewielką ekipą, jak przy krótkim metrażu.

Dałaś aktorom wiele swobody…
Tak, żeby odtworzyć poczucie swobody z mojego pierwszego filmu. Nie chciałam tworzyć klasycznego scenariusza. Tekst, który napisaliśmy z Mathieu, miał około czterdziestu stron. Sceny były opisane skrótowo, z fragmentami dialogu. Chciałam, żeby to aktorzy je tworzyli, żeby każde ujęcie było swobodnie improwizowane, zarówno przez aktorów, jak i przez ekipę. Udało mi się nakręcić zdjęcia w porządku chronologicznym. Ale czasem zmieniałam coś w zależności od tego, jak potoczyły się sceny z poprzedniego dnia. Rzeczy, które już zostały powiedziane, pozwalały nadać lekkości kolejnym scenom i uniknąć powtarzania się.

Czy taka swoboda nie niesie ze sobą ryzyka, że każde ujęcie będzie zupełnie inne,a narracja pójdzie w niespodziewanym kierunku?
Właściwie nie. Na ogół robiliśmy po trzy ujęcia sceny i bardzo często uzyskiwaliśmy emocjonalny szczyt już przy drugim, ale kontynuowaliśmy z powodu atmosfery i światła. Kiedy kamera kręci, unikam cięć. Chcę, żeby wszyscy byli skupieni. Nie chcę ich zatrzymywać, żeby nie tracić napięcia. Trudno jest odtworzyć silne napięcie emocjonalne, kiedy przerywa się w trakcie. A kiedy nie ma cięć, po pewnym czasie aktorzy zapominają o kamerze, zapominają o filmowaniu – czuję to w ich grze. Nawet głosy się im zmieniają. Są prawdziwsi, wolniejsi, piękniejsi. Ale, oczywiście, bywa różnie. Dylan Robert jest autentyczny od razu. Ma w sobie wdzięk. Fanny Ardant także, ona lubi pracować szybko. Inni rozpędzają się stopniowo. Oczywiście ujęcia są mieszane w czasie montażu. To jak tworzenie koronek.
Jak wybierałaś aktorów?
Od początku chciałam Fanny Ardant. Fizycznie wyglądała jak postać, którą sobie wyobrażałam. Chciałam też poznać ją jako kobietę. I nie byłam zawiedziona. Ojca gra Alain Francon, którego widziałam tylko w jednej scenie w „Guillaume i chłopcy! Kolacja”. Zapamiętałam jego nazwisko, nie wiedząc, że jest świetnym reżyserem teatralnym. Był zaskoczony, kiedy zaproponowałam mu rolę, i twierdził, że nie jest aktorem, jednak ja byłam uparta. Uwielbiam jego spojrzenie. Gra niesympatyczną postać, ale poprzez to spojrzenie chciałam nadać jej trochę humoru. Chciałam pokazać rodzinę, która zaczyna się dusić, kiedy tylko pojawia się ojciec.

A inne role?
Od dawna chciałam pracować z Marine Vacth. Ludzie mówili mi, że wyglądamy tak samo, ale nie o to chodziło. Kiedy zobaczyłam ją w „Młodej i pięknej”, uznałam, że pochodzimy z tej samej bajki, rozumiałam jej dzikość, jej „higienę moralną”, trzymanie się na uboczu, z dala od imprez i mediów społecznościowych. Od czasu zdjęć zbliżyłyśmy się do siebie. Zawsze chciałam grać z Louisem Garrelem, jest dla mnie muzą! Wiedziałam, że wprowadzi komiczne rozluźnienie do ogólnego nastroju, dzięki czemu film nie będzie wyciskaczem łez. Ludzie tego nie wiedzą, ale on jest taki w prawdziwym życiu. Naprawdę zabawny. Chciałam wykorzystać jego poczucie humoru, inteligencję i dobroć. Jeśli chodzi o Caroline Chaniolleau, to jest ona odkryciem Julie Aslione – reżyserki castingu, z którą uwielbiam pracować. Caroline była na przesłuchaniach i mnie zachwyciła. Jest wspaniałą przeciwwagą dla Fanny. Gra rozsądną siostrę, bezpośrednią, zawsze punktualną. Fanny Ardant gra szaloną siostrę, zawsze gdzieś na krawędzi, na skraju wybuchu emocjonalnego.

DNA, OSOBISTY FILM MAÏWENN TYLKO W KINACH OD 9 LIPCA | ZWIASTUN

Podobne wpisy:

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *