Książki,Recenzje

Szał(u) „Nie ma” – Mariusz Szczygieł – „Nie ma” [recenzja]

Nie ma
Nie ma

Niektóre książki czyta się, jakby były bardziej wyprodukowane niż napisane. W reportażu można żywcem pobierać cudze historie, cytować innych stronicami i montować wyselekcjonowane elementy pracy pomiędzy okładki. To jego predyspozycje i dryg gatunkowy. Sztuką jest zrobienie z tego literatury, która bohaterom odda głos, a zachowa poetykę reportera i zostawi mu miejsce na własny szept. Mariusz Szczygieł „majstruje” w swojej książce Nie ma, groteskowo do niedawna trudno dostępnej, i prezentuje się jako fachowiec – producent, który ze swojej pracy potrafi wykonać coś, co nazwałbym „rzemiosłem literackim”.

Nagroda literacka Nike za Nie ma została przyznana za rok 2019, jednak pomyślmy, za co? Książka jest zbiorem historii, które mniej lub bardziej wyraźnie, czasami wręcz na siłę, są o tym, czego tytułowo nie ma. Niewątpliwie natomiast coś w tej książce jest. To sporo miejsca dla rzeczy najważniejszych, prawd najprostszych wdzięcznych literaturze. O tym, że sprawiedliwości nie ma i nawet nie mamy jasności, jaka ona jest. O tym, czego nie ma w naszej pamięci, i o tym, czemu świat ma dla niektórych mało ambitne funkcje. Czemu nie ma szczęścia lub radości w szczęściu? Pomiędzy tym, czego nie ma, jest również miejsce na rozluźnienie, zachwyt nad kobiecymi proporcjami czy klapki Kubota, jak i robienie namiętności z konfitury.

Strukturalnie jest to książka złożona z kilku historii prawdziwych problemów zwyczajnych ludzi, które są opowiedziane we fragmentach skromnie obdarowanych objętością. Posklejane jest to wygodnie, ponieważ czytelnik nie traci ze skupienia tekstu. Może łyknąć końcową puentę reportera i pooddychać przed kolejnymi akapitami. Jest w tych częściach absolutna dominacja cytatów, a autor czasami wyrabia z nich nastrój, komentarz czy złotą myśl tworzoną według szkoły Hanny Krall, z czym się wcale nie kryje. To, co na szczęście cechuje osobliwość jego wstawek, to ostrożność tych przemyśleń. Prywatne filozofowanie czy użytkowe gdybanie rzadko kiedy jest stanowczo deklarowane. To, czego autor Nie ma rzeczywiście, na szczęście, nie ma, to bezczelność, jaką mogłaby stać się pewność, jak opisywanych ludzi zinterpretować. Nadaje to dodatkowo przekonania i kolejnego dowodu, że niektóre sytuacje nie nadają się do oceniania, a jedynie opowiedzenia, i tylko w takiej formie możemy je słusznie poznać oraz – przede wszystkim – zrozumieć.

Nie ukrywam, że tę książkę doceniam, lecz bezdusznie – jako całość. Urzekają i przenikają mnie poszczególne opowieści, ale po formie i dawkowaniu historii nie czuję wielkiego twórczego wkładu autora. Tego literackiego, ponieważ imponujące jest reporterskie zaangażowanie Szczygła przy poszukiwaniu materiałów do książki i docieraniu do człowieka po jego historie. Niestety wyczuwam tu pewnego rodzaju mało romantyczne zawodowstwo (może wręcz nachalny wyzysk tych ludzkich historii; „ciekawskość” zamiast ciekawości), z którym autor się nie krył podczas wykładu mistrzowskiego w ramach tegorocznej edycji Festiwalu Conrada. Publikacja ta jest rezerwuarem znakomitych cytatów i uwrażliwień, jednak najczęściej dla mnie usilnie wydojonych. Niemniej jednak jest to odłamek udanej literatury i wielki kawał reportażu. Polecam Nie ma, bo warto mieć.

Fot.: Wydawnictwo Dowody na Istnienie


Przeczytaj także:

Recenzja książki Zaduch. Reportaże o obcości

Podobne wpisy:


Avatar

Buchalter dyplomowany niepraktykujący z sentymentem do roweru, dobrze napisanych książek i serka tylżyckiego. Całym temperamentem humanista wegetujący na kilku uczelniach, obecnie Uniwersytecie Jagiellońskim. Z każdej placówki wyciągał nieco więcej niż notatki i ubezpieczenie. Dla higieny psychicznej stale szuka zależności między tym co go interesuje, a tym za co w normalnym życiu płacą pieniądze. Serek kosztuje.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *