Najdłuższy dzień przyszłości

Marzenia i (korporacyjne) koszary – Lucas Varela – „Najdłuższy dzień przyszłości” [recenzja]

Komiks Lucasa Vareli ma w sobie ten powiew świeżości, który ratuje przed rutyną, tak często dopadającą nas, gdy sięgamy po Kolejny Oklepany Komiks/Książkę/Film. Najdłuższy dzień przyszłości już z samych materiałów prasowych wydawał się ciekawym dziełem, ale nie spodziewałem się, że na około 100 stronach autorowi uda się zmieścić w nim tyle akcji, różnych wątków, a także odpowiednie dozy powagi i frywolności. A to wszystko bez użycia słów.

Znowu trafił mi się niemy komiks i znowu taka forma mnie nie zawiodła. Lucas Varela tak dobrze operuje grafiką i gestami postaci, że słowa bardzo szybko okazują się zbędne. A do przekazania autor ma wiele: w Nieważne-Jak-Nazywającym-Się-Mieście rządzą dwie korporacje, którymi przewodniczą nienawidzący się szefowie (dla porządku nazwijmy ich Białym Królikiem i Czerwoną Świnką). Jeden demonizuje drugiego, ukazując jednocześnie siebie jako chodzący ideał – rywalizacja stała się zjawiskiem powszechnym, tak więc pracownicy Królika i Świnki lubią się niczym kibice Realu i Barcelony. Lucas Varela zaczyna jednak delikatnie, bez uderzenia prosto z mostu: najpierw na plan wprowadza kilka ciekawych postaci, które dopiero później uzmysłowią czytelnikowi, jak chora sytuacja panuje w owym Mieście.

Jeden z pracowników ma depresję i myśli o najgorszym, inny po prostu chciałby zapomnieć o korporacyjnym świecie i wyjechać, gdzie pieprz rośnie (a raczej tam, gdzie jest ciepło i ćwierkają egzotyczne ptaszki). Pojawia się także zdolny konstruktor, który powołał do życia robota-mordercę, który mimo wszystko wielbi życie i zachwyca się zwykłą muchą. Pech chciał jednak, że znikąd pojawił się statek kosmiczny z cudowną walizką, która okazuje się być czymś w stylu dżina uwolnionego z butelki: spełnia życzenia, ale z tym również trzeba być ostrożnym! No i, jak się pewnie domyślacie, coś poszło nie tak, trzeba było postawić jednostki od zadań specjalnych w gotowości… A dalej akcja Najdłuższego dnia przyszłości jedynie przyspiesza: wraz z problemem z walizką korporacje coraz ostrzej sobie pogrywają, dążąc do ostatecznego zlikwidowania oponenta, co przy okazji przynosi serię wypadków, tajemnic i zdrad. Robi się więc niebezpiecznie i brutalnie (jak na wojnie, mamy zresztą dwie wrogie sobie armie, gdzie pracownicy są właściwie wiecznie w żołnierskich kamaszach), ale Lucas Varela świetnie wyważył elementy komiksu – czasami autor porusza poważne kwestie, takie jak ludzkie szczęście w obliczu korporacyjnego życia i bestialskiej rywalizacji, aby po chwili rozładować to jakimś subtelnym żarcikiem, dzięki któremu kilkukrotnie zachichotałem pod nosem. Nie zmienia to jednak faktu, że Najdłuższy dzień przyszłości można czytać dla relaksu, ale również dla głębszego sensu – rywalizacja dwóch firm może być odczytana jako krytyka drapieżnego kapitalizmu, który wymaga od swych pracowników całkowitego poświęcenia, pozostawiając jedynie złamane marzenia i nieszczęśliwe życie.

Żeby była jasność – Lucas Varela nie tylko odpowiada za scenariusz komiksu, ale także za szatę graficzną, i tu także spisał się świetnie. Kreska jest bardzo charakterystyczna, podobało mi się zwłaszcza to, że autor ma tendencję do stosowania obłych kształtów, unikając wszelkich kanciastości (chociaż rysowane przez niego postaci trochę za bardzo przypominają mi styl kreskówki Adventure Time). Jego praca cieszy oko na tyle, że przy bardziej szczegółowych planszach aż miałem ochotę przypatrzeć się detalom i podziwiać kunszt autora. Do tego komiks zachwycił mnie samym operowaniem kolorami, gdzie dominują ciepłe barwy czerwieni i błękitu. I chociaż wydaje się on czasami wręcz cukierkowy, to Lucas Varela nie stroni od brutalności – pojawiają się tu rozczłonkowane ciała, Wszystko jest na tyle wyważone, że absolutnie nie mam się do czego przyczepić, jeśli chodzi o szatę graficzną. Zatem czy ogólnie komiks ma jakieś wady? Według mnie jest trochę za krótki, bo mam wrażenie, że niektóre wątki można było rozciągnąć, pokazać jeszcze więcej, bo nie ukrywam, że ten korporacyjny, agresywny świat to świetna okazja do tego, żeby pokazać więcej aspektów ciemnej strony takiego życia. Ale nie narzekam – przy Najdłuższym dniu przyszłości dobrze się bawiłem i już zdążyłem do niego wrócić, aby jeszcze raz uchwycić rozterki bohaterów i pośmiać się z uroczego robota-zabijaki. I powiem Wam, że przy kolejnym podejściu wyłapałem jeszcze więcej ciekawych smaczków. Komiks warty polecenia, i to nie tylko na jednorazową przygodę.

Fot.: Timof i cisi wspólnicy

Najdłuższy dzień przyszłości

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.