batman

Gdzie Gordon nie może, tam Batmana pośle – Matt Reeves – „Batman”

Poszedłem na Batmana pełen obaw. Nie chciałem zobaczyć postaci Bruce’a opartej na bezsensownej zemście i bodaj nieskończonym żalu po stracie rodziców. Szukałem czegoś świeższego, może swego rodzaju domknięcia przeszłości bohatera. Dostałem każdego po trochu. 

Zainteresowany Batmanem jestem od czasów, kiedy to jeszcze w telewizji leciały kreskówki i wychodziły gry dla dzieci z nim w roli głównej. Filmy Nolana też obejrzałem, w gry zagrałem. Jedyne co, to komiksów nie tykałem, bo to nie do końca moja bajka. Pod wpływem tych wszystkich doświadczeń zauważyłem, że Batman jest postacią ciężką do odtworzenia. Łatwo go przerysować, zrobić na faceta z depresją i kompleksem sprawiedliwości. Można też go potraktować jako domorosłego detektywa obwieszonego technologią, pomijając całkowicie wątek straty rodziców i głębszych emocji bohatera (poza poczuciem sprawiedliwości oczywiście). Najlepsza i najniebezpieczniejsza w realizacji kombinacja, to połączenie obu powyższych cech.

Oglądałem Batmana Reeves’a z zaciekawieniem i ostrożnością. W dobie rebootów marek, rozliczania bohaterów z ich origin story i budowania ich w pewnym stopniu na nowo spodziewałem się, że Batman dostanie nową sprawę, podejdzie do niej inaczej i będzie łatwiejszy do strawienia przez większość fanów kina rozrywkowego. Nie oszukujmy się, Bruce był przykładem jak pompatyczne, poważne i mroczne było filmowe uniwersum DC. Dużo osób się od tej postaci odbijało, ja sam przewracałem oczami na niektóre teksty w filmach Nolana. 

Warto w tym miejscu wspomnieć o fabule – zawiłej jak sama postać. W filmie wątków jest mnóstwo, niektóre są całkiem niepotrzebne. Główny wątek podzielony jest na kilka faz i składa się z sekwencji zagadka-rozwiązanie. Całość fabuły opiera się na poszukiwaniu Człowieka Zagadki, więc innej drogi nie było. Część zagadek jest rozwiązywana błyskawicznie przez Batmana, co chyba miało pokazywać jego błyskotliwość. W praktyce jednak zastanawiam się nad sensem tych zagadek, skoro rozwiązywane są prawie od razu. 

Nie mogę się tu oprzeć wrażeniu, że reżyser chciał uwypuklić najbardziej kojarzone z Batmanem elementy i postaci. Mamy więc Człowieka Zagadkę, Pingwina, Kobietę-Kota i inne kojarzone z bohaterem postaci. Z całej tej mieszanki muszę pochwalić casting. Każdy aktor wydaje się na swoim miejscu i obrazuje postaci w miarę tak, jak je sobie wyobrażałem. Kobieta-Kot jest czarująca, lecz wygląda, jakby grała na jedną kartę. Pingwin jest śliski, choć niepozbawiony uroku. Alfred jest cudowny i mógłby mieć więcej czasu ekranowego. 

Skoro już o Kobiecie-Kocie wspomniałem, to warto ocenić jej miejsce w fabule. Ma ona tu niemałą rolę, jej postać bowiem popycha wydarzenia do przodu. Mam jednak z nią problem. Standardowo dla pary Kobieta Kot-Batman musiał pojawić się między bohaterami romans. Myślę, że wątek ten był zupełnie niepotrzebny i zapychał czas ekranowy niewiarygodną relacją. Uczucie między tą parą wytworzyło się tak szybko, że już chyba miłość w podstawówce jest poważniejsza.

 Robert Pattinson natomiast ma czarny cień do powiek rozmazany na oczach i groźnie łypie na lewo i prawo. Zdecydowanie wolę, jak walczy, niż jak rozmawia. Przez cały film najwięcej rozmawia z Alfredem, poza tym głównie odmrukuje albo rzuca konkretnymi stwierdzeniami.

Uważam tutaj, że reżyser przesadził z konstrukcją bohatera. Latający w mrocznym makijażu Batman jest mi całkowicie obojętny. Z jednej strony zanudzał mnie odwieczną traumą po stracie rodziców, a z drugiej interesował jako rzeczowy i inteligentny bohater. W stroju wyglądał świetnie, a i tłukł się nie najgorzej. Kusi mnie stwierdzenie, że Batmanem mógłby być ktokolwiek inny. Pattinsona jednak ratuje uroda i podejście do tej postaci. Wydaje mi się, że dzięki niemu zachowanie postaci jest akceptowalne i jako tako wiarygodne. Aktor pasuje do młodego biznesmena, chcącego zrobić coś dobrego i jednocześnie zagubionego. Problemem więc wydaje się nie aktor, lecz postać, będąca niestety trudna i w swej konstrukcji dość wątpliwa. Dochodzi tu do tego, że nie wiedziałbym, kto mógłby go sensownie zagrać. Robert mimo to dał radę i choć zaskoczony jego wyborem, uważam go za ekranowy ratunek Batmana.

Realizacyjnie film jest majstersztykiem. Operator Greig Fraser wykonał tutaj świetną robotę. Kadry są interesujące i nierzadko wyjątkowe. Finał sekwencji pościgu czy walka w kryjówce filmowego kreta to momenty, które mógłbym przerobić sobie na tapetę. 

Szczególnie pochwalić też muszę pracę kamery w scenach walk. Zazwyczaj w filmach chaotyczna kamera skacze od postaci do postaci, wykonuje raptowne ruchy itd. Tutaj wszystko zobrazowane jest bardziej na spokojnie. Miejscami kamera jest prawie statyczna i widz może podziwiać z pewnego oddalenia interesujące choreografię walk. Nawet jeśli na ekranie dzieje się dużo, to kamera (jak to czasami bywa) nie utrudnia odbioru, lecz pokazuje najważniejsze rzeczy. Porządkuje więc akcję całkiem sprawnie i myślę, że jakąś nominację za operatorkę film może dostać.

Ogólnie rzecz biorąc, sceny akcji w Batmanie są znakomite. Nieraz złapałem się na kurczowym zaciskaniu zębów albo pochylaniu się w fotelu, śledząc sceny akcji z zapartym tchem. To wszystko dopełniają świetne, kontrastujące kolory, zatopione dodatkowo w cieniach. Poza DiunąBlade Runnerem w ostatnich latach prawdopodobnie nie widziałem lepszego wizualnie filmu. Mogę wiele razy oglądać Batmana właśnie dla tych scen. 

Doskonały obraz dopełnia muzyka łącząca klasykę z nowoczesnością. Wprowadza ona niesamowity klimat rodem z horroru. Sporo jest tutaj smyczków, drażniących miejscami uszy raptownymi i przerywanymi fragmentami. Niesamowicie oddziałuje przy tym na widza. Zgodnie z filmowymi założeniami kreuje Batmana na bohatera posługującego się strachem jako bronią.

Wrócę jeszcze do największej wady filmu, czyli fabuły. Batman ewidentnie jest krótszy, niż był planowany. Część ważnych rzeczy zadziała się tutaj jakby poza ekranem, a z których konsekwencjami musi się zmierzyć Bruce. Dobrym przykładem jest scena rozmowy telefonicznej, w której bohater dowiaduje się o czymś mającym miejsce „godzinę temu”. Takie zdarzenie nie mogło przejść bez echa, tymczasem fabuła nic wcześniej nie sygnalizowała. Takich sytuacji jest niestety więcej i szczerze mówiąc, straszne ciągnie to film do dołu. Czekam tutaj na wersję reżyserką, która wejść może na stałe do praktyki DC i ratować ich filmy. 

Skoro już o ratowaniu mowa, to sceny akcji i warstwa wizualna w Batmanie ciągną ten film niesamowicie. Fabuła, choć potrafi zaangażować, ma zbyt wiele niepotrzebnych wątków i jest przycięta niczym budżet serialowego Wiedźmina.

Uważam, że mimo to na Batmana warto iść. Należy jednak przymknąć oko na depresyjne głupotki i wszystko będzie dość rozrywkową, prawie trzygodzinną przygodą. Ten filmowy Batman jest moim zdaniem najlepszy, choć nadal brakuje mi czegoś w emocjonalnej warstwie bohatera. Jeśli pojawi się wersja reżyserka i naprawi głupotki, będzie to najlepszy Batman i najlepszy film DC ostatnich lat.

Dla tych z Was, którzy chcą poczuć ten klimat, polecam obejrzenie tego zwiastuna. Inne obierają ten film z klimatu i kreują go na pustego sensacyjniaka.

BATMAN - Oficjalny zwiastun #2 PL

Źródło: Warner Bros Polska na YouTube


Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości

batman

Overview

Ogólna ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Oziębły

Studiuję dziennikarstwo i ehistorię. Interesuję się szeroko rozumianą popkulturą, produkcją filmową (w tym głównie operatorką kamery i montażem), fotografią, marketingiem i social mediami. Prowadzę swój kanał na YouTube, zorientowany głównie na popkulturę. Aktualną serią przewodnią są recenzje książek.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.