Witaj w Wysokim Dworze – Silvia Moreno-Garcia – „Mexican Gothic” [recenzja]

Powieść gotycka przede wszystkim kojarzy się z utworami XIX-wiecznymi, kiedy to dominowały w literaturze wszelkiego rodzaju lęki, szaleństwo, mistycyzm i… romantyzm. I choć współcześnie być może ciężko zaciekawić czytelnika motywami i elementami powieści gotyckiej, to Silvia Moreno-Garcia zdołała czytelnika przyciągnąć i utrzymać jego uwagę, aż do samiuśkiego końca swojej zagadkowej i tajemniczej powieści. Mexican Gothic to opowieść nietuzinkowa, która czerpie obficie z literatury gotyku i która próbuje wykorzystać znane i obecne od dawna w świadomości motywy i elementy tej grozy. Nie robi tego jednak w oklepany sposób i choć początkowo w ogóle nie zdradza swoich motywów, to wywraca do góry nogami oklepane książkowe schematy. Czyni to z lekkością, z żartem, trochę groteskowo, a gdzieniegdzie poważnie, nie omieszkując przy tym skubnąć poważniejszych tematów. Taka literatura dla fana grozy to niebywałe odkrycie. 

Nawiedzony dom na wzgórzu?

Takich scenerii i klimatu straszności widzieliśmy w literaturze już całkiem sporo, a mając to szczęście życia w czasach, w których literatura poprzednich epok jest na wyciągnięcie ręki, zdawałoby się, że nic nie jest nas w stanie zaskoczyć. Ponure domostwa, straszące zamczyska i opętane stare mury – wyliczając tak, mogę uznać, że naprawdę sporo się tego w życiu naczytałam. Klasyka taka jak Shirley Jackson (nasze redakcyjne Wielogłosy dotyczące jej powieści tutajtutaj), szaleńcze opowieści jak Rebeka Daphne de Maurier czy nawet wariacja o nawiedzonym domu, jak w Całopaleniu Roberta Marasco. Schematy gotyckiej grozy są widoczne jak na dłoni także w Mexican Gothic. Wydawałoby się, że powieść rzeczywiście zmierza w kierunku całkowitej kalki, być może z odświeżoną fabułą, ale nic bardziej mylnego. Jest oczywiście nawiedzony dom – Wysoki Dwór, do którego zmierza bohaterka – młoda i trochę znudzona życiem Noemi Taboada. Jest tutaj tajemnica, która skupia się na przeszłości mieszkańców Wysokiego Dworu, jest intryga, jest i erotyka (trochę bardziej wyzwolona niż w XIX-wiecznej powieści gotyckiej), jest jakiś mrok i gęsta atmosfera niepokoju. Tutaj w warstwie fabuły i budowanej aury wszystko jest tak, jak należy i jak przystało na grozę gotyku.

Niezwykła jest plastyczność opisów Moreno-Garcii, która kreuje nimi atmosferę powieści – dziwną, czasem wynaturzoną, jak ten Wysoki Dwór, w którym Noemi przyszło gościć. Samo domostwo jawi się jak ponure zamczysko gdzieś na wzgórzu, przeniesione do Meksyku lat 50., wprost z angielskiej XIX-wiecznej prowincji. Mimo że w Mexican Gothic jest zaskakująco mało meksykańskiego folkloru (wielka szkoda), to powieść broni się na innych płaszczyznach. Przede wszystkim ten ponury klimat, zimny i wilgotny, jak grzyb, który porasta rezydencję od środka. To on sprawia, że czytelnik zanurza się w świat powieści i wsiąka w finezyjnie utkaną fabułę, która zmierza do ciekawego i satysfakcjonującego końca, choć momentami ociera się o kicz (choć w horrorze to nie taki wielki zarzut).

Rozkład i zepsucie, czyli rodzinka z piekła rodem

Bohaterce przyjdzie zmierzyć się z konwenansami, ze sztywnymi zasadami panującymi w rezydencji rodziny Doyle’ów. Kuzynka Noemi, Catalina, wydaje się potrzebować wsparcia i dlatego młoda kobieta przyjechała w odległe meksykańskie rejony, by móc namówić ją na leczenie w dużym mieście. Jednak to, co Noemi odkrywa na miejscu, jest zgoła bardziej przerażające niż jakakolwiek choroba.

Familia Doyle’ów odmalowana jest niezwykle barwnie, a wszyscy bohaterowie Mexican Gothic są żywi i ciekawi. Każdy skrywa jakiś sekret, do końca nie wiemy, kto jest po czyjej stronie, kto co planuje i z kim knuje. Sama główna bohaterka zdaje się dojrzewać na naszych oczach, by z rozkapryszonej i zblazowanej bogatej dziewczyny stać się bystrą i odważną młodą kobietą. Pozostali bohaterowie swoimi cechami sprawiają, że po jakimś czasie możemy ich polubić lub znienawidzić. W pewien sposób stają się też oni narzędziem w rękach pisarki, aby pokazać nam jej poglądy na różne społeczne problemy – wyjątkowo mocny przekaz dotyczący patriarchatu, pozycji kobiety, a także rasizmu i podziałów klasowych. Przez to klasyczny gotycki horror staje się nowoczesną powieścią, mającą wiele do przekazania.

Groza w kobiecym wydaniu

Zabrakło mi na pewno folkloru, takiego kolorowego meksykańskiego świata, który przenikałby karty powieści, czyniąc ją prawdziwym meksykańskim gotykiem uszytym na angielską modłę. El Coco, czyli siejący grozę latynoamerykański demon, wspomniany był zaledwie raz – w kontekście strachów i wierzeń głównej bohaterki. Można było tutaj więcej, bardziej soczyście, mniej uniwersalnie i ponadczasowo. Ale zapewne o to też chodziło, żeby Mexican Gothic nie był tylko meksykański, ale żeby stał się historią celującą w różne środowiska, zwłaszcza mając na uwadze uniwersalność różnych metafor i poruszanych problemów. Mexican Gothic to dopracowana, dobrze napisana literatura, która wciąga i mami czytelnika, przypomina mu klasyczne dzieła w swoim gatunku, przekłada je na własne słowa i robi to z nonszalancją, niekiedy groteskowo i pulpowo, ale wciąż niezwykle interesująco.

Fot.: Mova

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.