Miasto Duchów i Dobre Serce – Mo Xiang Tong Xiu – „Błogosławieństwo Niebios”

W końcu się doczekaliśmy! „Błogosławieństwo Niebios”, drugi tom powieści Mo Xiang Tong Xiu, już tu jest, zabierając nas ponownie w podróż do świata Xie Liana i Hua Chenga. Ta część zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, gdzie nie musi płacić czynszu, gdyż “ta” scena z Domu Gry między naszymi bohaterami zawitała tam na dobre, a ja nie mam zamiaru jej stamtąd eksmitować. Jednak moim zdaniem drugi tom robi coś jeszcze – wprowadza nas stopniowo w ten drugi, inny świat „Błogosławieństwa Niebios”, gdzie beztroska i wieczny uśmiech Xie Liana przeplata się z cierpieniem i demonami przeszłości, pokazując nowym czytelnikom „Błogosławieństwa Niebios”, że nie jest to zwykła bajeczka o upadłym bogu i potężnym demonie. Teraz wchodzimy w rejony tego świata, które sprawią nam niezły ból.

Recenzja zawiera spoilery!

Drugi tom przenosi nas tym razem do Miasta Duchów – domeny Hua Chenga, gdzie lider może być tylko jeden. Miejsce zabawy, rozpusty i brutalności, tak atrakcyjnych, że przyciąga do siebie nawet licznych niebian, którzy niekoniecznie chcą się przyznać do odwiedzania tak grzesznego świata. Poznajemy nie tylko nowych bohaterów, w tym uwielbianego przez wszystkich Pana Wiatru, lecz również staniemy przed prawdziwym obliczem Hua Chenga, który wcześniej skrywał się pod maską” Sanlanga. Jednak to nie wszystko – razem z Lang Qianqiu poznamy mroczniejsze sekrety z życia Xie Liana, który do tej pory dał się poznać jako skromny i kochany bożek. Pod nieznikającym uśmiechem Xie Liana kryje się prawda, która potrafi ciąć bardziej niż jeden miecz.

W przypadku pierwszego tomu lubię sobie powtarzać, że dobrze to już było”. W moim odczuciu to właśnie pierwsza część jest najbardziej delikatna na tle całej serii, gdzie z tomu na tom historia Xie Liana i Hua Chenga staje się coraz bardziej mroczna, dotkliwa i bezlitośnie wyrywająca nasze serca z piersi. Powieść wydawała się przyjemną historyjką? To od teraz będzie tylko gorzej” – tak jak lubię najbardziej. W drugiej części „Błogosławieństwo Niebios” ukaże nam nieco inną stronę Xie Liana, znacznie odbiegającą od tego, do czego przyzwyczaił nas pierwszy tom. Tutaj śmiech współistnieje się z ogromnym cierpieniem, które nie daje mu odetchnąć, nawet po ośmiuset latach tułaczki. Mo Xiang Tong Xiu idealnie przeplata tutaj lekką komedię czy prostotę z tematyką chwilami tak ciężką, że zwykłemu nieśmiertelnikowi zagwarantuje plejadę najznakomitszych koszmarów. Jednak tutaj też moim zdaniem jest cały urok Błogosławieństwa Niebios” – mamy tu szansę się pośmiać, popłakać, odpocząć przy przyjemnej lekturce czy oddać się filozoficznym rozważaniom na temat istoty człowieczeństwa. A tutaj, powieść stanowi preludium do coraz to cięższych momentów z życia Xie Liana, dziwiąc nas przy tym, jak przy tak kolosalnej dawce bólu i cierpienia można dalej zostać dobrym człowiekiem (lub bogiem).

Błogosławieństwo Niebios

Drugi tom ma szczególne miejsce w moim sercu ze względu na wprowadzenie jednej z moich ulubionych postaci. I nie, nie jest to Shi Qingxuan, chociaż ta przezabawna persona należy do moich Top 3 bohaterów „Błogosławieństwa Niebios”. Mówię tu o bohaterze, który dla wielu odbiorców może wydawać się irytujący, dziecinny, a w jednej chwili nawet chamski wobec Xie Liana – proszę o oklaski dla Lang Qianqiu, wybuchowego młodego boga, który z jednej strony nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami, a z drugiej jego młodzieńcza naiwność potrafi być po prostu zbyt urocza. I owszem, mogłabym też tu się rozpisywać nad naszym fandomowym ulubieńcem – Shi Qingxuan – lecz i tak już kolektywnie kochamy i adorujemy naszego Pana Wiatru, że na razie nie miałabym nic nowego do dodania. Z tego też względu mam wrażenie, że na jego tle Lang Qianqiu nieco ginie, przez co odczuwam swój obywatelsko-niebiański obowiązek, aby dać Jego Wysokości swoje pięć minut.

Lang Qianqiu, młody bóg wojownik, następca tronu Yong’an oraz uczeń Mistrza Dobrego Serca, który później okazał się samym Xie Lianem. Jego postać jest tutaj o tyle dla nas istotna, że poznajemy inną, znacznie mroczniejsza stronę głównego bohatera, który w pierwszym tomie dał się poznać jako beztroska, wiecznie uśmiechnięta oraz opanowana osoba. Wtedy Xie Lian mógł uchodzić za oazę spokoju, memiczną” lilię na tafli spokojnego jeziora, którego nic nie wyprowadzi z równowagi, nawet burzliwa relacja Nan Fenga i Fu Yao. Takie też wrażenie utrzymywało się, aż do pewnego, kluczowego wydarzenia, w które uwikłany był mój najdroższy Lang Qianqiu. Ale wracając do niego…

Błogosławieństwo Niebios

Jego Wysokość Taihua opisałabym jako dzieciaka wśród całego boskiego panteonu. Żywiołowy, optymistyczny, radosny, zdeterminowany, lecz w tym wszystkim trochę naiwny. Jednak słowo, które aż ciśnie się na usta, gdy czasami o nim myślę to lekkomyślny, co pokazała m.in walka między nim a Xie Lianem. O samym Xie Lianie dowiadujemy się więcej poprzez przeszłość samego Lang Qianqiu, który przed swoim boskim wstąpieniem był księciem królestwa Yong’an oraz uczniem Xie Liana, który w tamtym czasie ukrywał się pod pseudonimem Mistrz Dobrego Serca. Główny bohater, jako wspomniany Mistrz, uchodził za personę zimną, podejrzaną czy nawet niebezpieczną, lecz jedyną osobą, która w tamtym czasie nie czuła wobec niego odrazy był właśnie młody Taihua. Jednak to, co jest istotne dla zrozumienia ich dynamiki i relacji jest pewien incydent, upamiętniony jako masakra na Złotym Bankiecie. Wtedy to Xie Lian (jako Mistrz Dobrego Serca) dokonał rzezi na arystokracji Yong’an, w tym parze królewskiej – rodziców Lang Qianqiu. Chłopak był jedyną osobą, która przeżyła to wydarzenie. Gdy młody bóg (razem z całymi niebiosami) poznali prawdziwą tożsamość Mistrza Dobrego Serca, cały jego stosunek wobec Xie Liana ulega dramatycznej zmianie. Nic tu zaskakującego, skoro osoba, której początkowo zaufał, okazała się źródłem jego największego cierpienia. Tylko czy tamtejsza intencja Xie Liana naprawdę była tak niegodziwa, jak przekonują o tym mieszkańcy niebios? Czy naprawdę miał być to akt zemsty za upadek jego królestwa, Xianle? Od tego spoileru akurat się powstrzymam, gdyż cała sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana, a w tym przypadku nie chcę wam odebrać radości z jej odkrywania. Wspomnę tylko, że w rozwikłaniu tej tajemnicy swoje kilka groszy wtrąci Hua Cheng, pragnący oczyścić dobre imię swojego ulubionego boga”.

Sama odnoszę wrażenie, że o Lang Qianqiu się mało mówi, a przynajmniej w bańce w której ja się obracam. Dlatego też nie mogłam się powstrzymać, aby chociaż tutaj rzucić na niego nieco więcej światła, skoro i tak ma w tym tomie dość pokaźną konkurencję w postaci Xie Liana, Hua Chenga, Shi Qingxuana czy nawet samego Qi Ronga. Taihua, być może i momentami naiwny, skradł całą moją sympatię swoją dziecięcą niewinnością czy nawet czystością, którą mógł odziedziczyć” tylko po naszym Xie Lianie… może nie wliczając w to jego opanowania i rozwagi. Ale tak młodemu bogowi jestem w stanie to wybaczyć.

Błogosławieństwo Niebios

Oczywiście, nie zabraknie tutaj tego, na co większość z nas czeka z utęsknieniem – na rozwój relacji Xie Liana z Hua Chengiem. Błogosławieństwo Niebios” daje bohaterom czas i przestrzeń na to, aby ta znajomość miała szansę rozwijać się jak najbardziej naturalnie. Sama z niecierpliwością czekałam na polską wersję ich interakcji w Domu Gry, gdy to Hua Cheng uczył” (dobrze wiemy, o co mu tak naprawdę chodziło) naszego niebiańskiego bohatera rzucać kośćmi, aby wypadało jak najwięcej oczek, czy gdy (moja ulubiona scena z tego tomu) sprezentował Xie Lianowi całą zbrojownię (no bo przecież wszystko mu się tam podobało). Mamy szansę spojrzeć na obie strony tej samej monety, którą jest właśnie Hua Cheng – z jednej strony niebianie przekonują nas o jego niecnych czynach, kreując go na najniebezpieczniejszą istotę w Trzech Światach, a z drugiej – poznajemy perspektywę Xie Liana, w której to Hua Cheng rzeczywiście jest przebiegły, lecz przy tym uwielbia rozpieszczać swojego boskiego wybranka, jednocześnie okazując mu najdoskonalszy szacunek.

Błogosłąwiestwo Niebios”, pomimo swojej wybuchowej mieszanki komediowości i profesjonalnej sztuki wbijania noża w moje serducho, przyciąga mnie niczym ćma do ognia; wiedząc jak może ona zaboleć, wciąż do niej lgnę oślepiana pięknym światłem. Za to bardzo lubię twórczość Mo Xiang Tong Xiu, a zwłaszcza tę konkretną serię, w której śmiech randkuje z płaczem, a każda interakcja Xie Liana i Hua Chenga jest niczym plasterek na moje pęknięte serce, które wcześniej poturbowano dość ciężką i sprawiającą ból historią. Drugi tom jest dla mnie preludium do cierpienia, które w kolejnych tomach może przybierać na sile, jednak właśnie na to czekam. Bo obok Xie Liana zawsze będzie stał pewien, tajemniczy demon, stojący na straży ukochanego kompana.

Fot. Wydawnictwo Czarna Owca 

Overview

Ocena
8 / 10
8

Write a Review

Opublikowane przez

Natalia Trzeja

Piszę, więc jestem. I straszę w horrorach. Bu.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *