bloki w sloncu

Miasto-projekt – Lidia Pańków – „Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego” [recenzja]

Powierzchnia dwustu dwudziestu hektarów. Perspektywiczna liczba mieszkańców przy wskaźniku dwudziestu czterech metrów kwadratowych powierzchni mieszkaniowej na jednostkę została określona na ok. czterdzieści tysięcy mieszkańców. Niewiele brakowało, a Ursynów Północny, bo o nim mowa, mógł nazywać się Ameryką albo Waszyngtonem. Nie, to nie żart. Z zamiarem nadania takich nazw nosił się Julian Ursyn Niemcewicz, gdy jesienią 1822 r. kupował posiadłość leżącą na skraju skarpy wiślanej między Służewem i Natolinem w odległości kilkunastu kilometrów na południe od Warszawy. W połowie lat sześćdziesiątych Ursynów stał się ziemią obiecaną dla urbanistycznych spekulacji oraz ostatnią gigantyczną inwestycją budowlaną epoki Polski Ludowej. Partyjne władze obiecały nawet dostęp do najnowocześniejszych rozwiązań technicznych.

Ten zamysł architektoniczny był swoistym manifestem nowoczesnego myślenia o rozwoju aglomeracji zarówno jako mieście globalnym i regionalnym. Na wielopokoleniowym schemacie zwanym krzyżowym nie wyprowadzono granic, zabudowa koncentrowała się wokół pasm rozwojowych i to właśnie one spajały system. Projektanci sami przyznawali, że ważniejsze od idei były możliwe rozwiązania. Kryterium zaś był zdrowy rozsądek. Szczególnym uzupełnieniem, które ożywiło architektoniczne formy budynków został przefabrykowany taras dostosowany do elewacji. Przyjęto system możliwości wzbogacenia bryły indywidualnymi detalami, produkowanymi w krótkich seriach.

Nie można zapomnieć o „siedmiu wspaniałych”, czyli architektach, którzy stworzyli tę zabudowę. Mowa o Krzysztofie Chwalibogu, Jerzym Górnickim, Andrzeju Kicińskim, Adamie Kowalewskim, Janie Rutkiewiczu oraz Marku Budzyńskim. To dzięki nim pasmo Ursynów-Natolin przewidziano jednak na sto sześćdziesiąt tysięcy mieszkańców. Wówczas była to ogromna przestrzeń. W tamtych czasach tyle osób liczyły takie miasta jak Gdynia, Radom czy Białystok.

Wspomniany Marek Budzyński swój talent do architektury, rysunku i inżynierii  odkrył wcześnie, bo już w technikum budowlanym podczas robienia dyplomu. Po wielu latach tak sam o sobie napisał: Z wykształcenia i, jak sądzę, z predyspozycji osobowościowych jestem architektem, to znaczy osobą dążącą do kreacyjnego, całościowego opanowania fragmentu przestrzeni powierzonej mi do przekształcenia. Moja katorga z planowaniem wynikała z protestu. Protestu do planów przestrzennych uniemożliwiających powstawanie architektury określającej przestrzeń definitywnie, w sposób uznawany przeze mnie za właściwy.

Nasyp w Parku Północnym doczekał się nawet swojego patrona – Głównego Inspektora Stołecznej Dyrekcji, inżyniera Henryka Cwila. Zanim jednam można było się na niego wspinać, a nawet zjeżdżać na sankach bądź nartach, góra musiała się uklepać i zyskać stabilność. Z czasem stała się królową pośród wielu mniejszych wzniesień usypanych przy poziomie parterowym balkonów. Wokół kopy do dziś mnożą się teorie spiskowe. Według jednej z nich jest ona pryzmą ziemi zgromadzoną na wypadek ataku jądrowego. Ponoć, w razie wybuchu nuklearnego, ziemi wystarczy na przykrycie całej skażonej przestrzeni Ursynowa. Według innych kopa to wielki schron, do którego wchodzi się przez budynek przepompowni ścieków zbudowanej u stóp wzgórza.

Cóż… Blokowiska podobno unieszczęśliwiają ludzi. Tak przynajmniej mówią wyniki badań. Według nich prowadzą do izolacji, wytwarzają poczucie zagrożenia. Mieszkanie w wysokich budynkach pełnych długich korytarzy powoduje, że lokatorzy nie są skorzy do porozumiewania się. Mimo to każde kolejne pokolenie marzy o własnym M. Przyjrzyjcie się zatem, jak od podstaw powstawała dzielnica Ursynowa. Kto przyczynił się do jej rozkwitu ? Gdzie znajduje się miejsce splendoru i zarazem demokratyczny zakątek rekreacji? Gdzie jest jej centrum? Czym jest „różowy słoń”, a czym prywatna wypożyczalnia książek? Jakich muzyków przyciągnął Ursynów? Odpowiedz na te i inne pytania znajdziecie w książce.

 

bloki w sloncu

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.