Tak czy siak, atmosfera jest miła – Emmanuel Carrère – „Między dwoma światami”

Podobno, aby napisać dobrą książkę, najlepiej opowiadać o tym, co się przeżyło. Opierać się na własnych doświadczeniach. I z pewnością jest w tym stwierdzeniu sporo prawdy. Jednak, czy doświadczenie dla samego doświadczania, stworzone w zasadzie po to, by móc o czymś napisać, może być w jakikolwiek sposób porównywalne do tego prawdziwego, które wynikło samo z siebie? Film, który Aurora Films wprowadza na ekrany polskich kin już jutro, 10 czerwca 2022, a który Głos Kultury objął patronatem medialnym, w sposób dyskretny zadaje to, ale także wiele innych pytań. Jest przy tym Między dwoma światami obrazem bardzo szczerym, przypominającym dokument, poruszającym problemy zwykłej codzienności, z jaką zmaga się wielu ludzi, ale o których mówi się za mało, za cicho i niewystarczająco dosadnie.

Bezbłędna Juliette Binoche wciela się w filmie, za którego reżyserię odpowiada  Emmanuel Carrère, w kobietę, którą mąż po wielu latach wspólnego życia zostawił w zasadzie z niczym. Marianne, która od wielu lat nie pracowała zarobkowo, rzuca więc dotychczasowe życie i z niewielkimi oszczędnościami ląduje w portowym miasteczku Caen. Tam zatrudnia się jako sprzątaczka, poznając wszystkie niedogodności i wady tego zawodu. Poznaje również ciepłych, uprzejmych ludzi, a także znajduje przyjaźń.

Z tym że powyższy opis nie do końca jest prawdą. Dla widza, który zna dokładnie opis filmu, wszystko jest jasne od początku, jeśli ktoś natomiast nie zapoznał się z nim, również w miarę szybko, dowiaduje się, że Marianne Winckler tak naprawdę jest cenioną pisarką, której następna książka traktować ma o kryzysie, biedzie, o ludziach pracujących na śmieciowych umowach za marne grosze, próbujących jakoś utrzymać się na powierzchni, pracując dzień i noc, by wyżywić rodziny, o nierównościach społecznych. Jednak sama Winckler nie ma zbyt dużego pojęcia o tym, co dzieje się na świecie. Dla osoby, która na co dzień może pozwolić sobie na szampana, eleganckie stroje, spanie do późna i zadbane dłonie  –  takie słowa jak kryzys, bieda, zasiłek czy umowa śmieciowa to tylko puste wyrazy, kompletnie nic niemówiące. Dlatego kobieta stwarza swoją postać: porzuconą przez męża, z resztką oszczędności, która, aby przetrwać, musi zatrudnić się jako sprzątaczka, harować na różne zmiany, by po prostu żyć. Jednak część o ludziach i przyjaźni nie różni się od poprzedniej. To właśnie ci poznani w nowym, udawanym życiu Marianne ludzie wpłyną na nią i na jej książkę najbardziej, to oni są światem, o którym zamierzała napisać.

Między dwoma światami to spokojny, powolny, uważny i skupiający się na niuansach film, który z pełną dokładnością, wytrwałością i koncentracją opowiada o życiu ludzi, którzy dzień i noc walczą, aby było „jakoś”. Carrère pozwala kamerze na bardzo długie (czasem zdawać by się mogło, że za długie, przez co bezsensowne  –  ale to tylko wrażenie) statyczne ujęcia, jak choćby podczas jazdy autobusem czy samochodem. Kamera zawiesza się na twarzach, tak jak zawieszają się posiadacze owych twarzy  –  przemęczeni, zamyśleni lub wręcz przeciwnie  –  zobojętnieni. Wyczerpani psychicznie i fizycznie  –  walką o każdy grosz, o każdą sekundę odpoczynku, o godność, którą muszą wydzierać kawałek po kawałku ze świata i chować w sobie. Widz towarzyszy Marianne i jej nowym znajomym podczas wjazdu na prom, podczas sprzątania, gdzie liczy się każda sekunda, gdzie trzeba wykonać swoją pracę nie tylko dokładnie, ale jednocześnie bardzo szybko, bo trzeba zdążyć umknąć przed pasażerami, przed odpłynięciem promu. Trzeba zachować pozory, jakoby pościele zmieniały się same, podłogi magicznie czyściły, toalety same szorowały, a śmieci znikały. Chyba ta ucieczka właśnie była najbardziej uderzająca, bo to właśnie w tym momencie najwyraźniej zarysowały się granice między tytułowymi dwoma światami. Spotkanie  –  pasażerów i członków ekipy sprzątającej byłoby w jakiś sposób wstydliwe, uwłaczające. Ale dla kogo bardziej? Dla pasażerów, którzy nie chcą wiedzieć, jak wyglądało ich łóżko wcześniej i kto posprząta po nich, nieprzejmujących się pozostawionym brudem, resztkami jedzenia, niespłukanym gównem? Czy może dla sprzątających, którzy stykają się z tak intymnymi sprawami obcych ludzi, jak zapach pościeli czy wydzieliny na niej pozostawione…? Trudno odpowiedzieć na to pytanie i chyba nie da się tego zrobić. Ale granica między dwoma światami jest wyraźna. Jeden świat rzadko kiedy chce dostrzec istnienie tego drugiego, choć chętnie korzysta z jego usług.

Francuski dramat przy całej swojej ciężkości, za którą odpowiada problematyka, wypada niespodziewanie lekko, jeśli chodzi o odbiór, o samo obcowanie z filmem. Dociera do nas oczywiście dramat  –  znój, który nie został rozdzielony po równo  –  ale jednocześnie dzieło po prostu dobrze się ogląda. Historia wciąga, a widz odnajduje się w nowej rzeczywistości Marianne równie dobrze, jak ona sama, w pewnym momencie żałując wręcz, że nie może zostać tak, jak jest. Żałując, że to wszystko, co tworzy się wokół bohaterki, to tylko mistyfikacja mająca na celu zebranie wiarygodnego materiału do książki. Żałujemy, ponieważ Marianne, choć wyczerpana i obolała, jak pozostali pracownicy, nie tylko wiele się uczy, ale także zdobywa przyjaciół, którzy jej ufają. Mają ją za jedną ze swoich. Traktują na równi ze sobą, a my wiemy, że kiedy wyjdzie na jaw, iż jest „lepsza”, bardzo możliwe, że wszystko runie. To pokazuje natomiast jak szybko i sprawnie, bo w półtoragodzinnym filmie, twórcom udaje się pokierować naszymi sympatiami, otworzyć nasze serce na swoich bohaterów i ich wzajemne relacje.

Ogromna w powyższym zasługa aktorów. Juliette Binoche, jak wspominałam, jest w swojej roli bezbłędna. Nie szarżuje, nie szuka luki, w której mogłaby pokazać, że stać ją na więcej, dzięki czemu jej postać, postać Marianne, wypada świetnie  –  przekonująco, prawdziwie, namacalnie. Ale nie byłoby Między dwoma światami, gdyby nie ci, którzy w Caen otaczają Marianne. A wielu z tych aktorów, to naturszczycy. Choć trudno w to uwierzyć, oglądając francuski dramat. Aktorstwo  –  zarówno pierwszo-, jak i drugoplanowe, stoi bowiem na bardzo wysokim poziomie, tworząc obraz zbudowany na bardzo wysokim poziomie wrażliwości  –  dyskretny, ale swobodny, ciepły, choć pełen brutalnej prawdy, którą  –  co równie ważne   –  nie obrywamy prosto w twarz. Hélène Lambert jako Chrystèle jest fenomenalna, kradnąc wręcz wiele scen Binoche. A chemia między tymi dwiema aktorkami, jak na tak spokojny, wyważony i stonowany film, jest bardzo mocno wyczuwalna i od pewnego momentu zaczyna wystukiwać rytm tej historii. Ale również Louise Pociecka, Steve Papagiannis, Aude Ruyter, Jérémy Lechevallier, Kévin Maspimby, Didier Pupin i wielu innych wywiązali się ze swojego zadania bardzo, bardzo dobrze, tworząc wspólnie obraz, o którym chce się wierzyć, że nie zakłamuje rzeczywistości.

między dwoma światami

Ważna w kontekście odbioru i oceny Między dwoma światami jest także kwestia tego, jak ostatecznie sprzątaczki i sprzątacze, a więc bohaterowie tak filmu, jak i książki Marianne, zostali przedstawieni. Nietrudno było przeholować, opowiadając łzawą historię, skupiając się wyłącznie na trudzie, bólu i braku szacunku  –  a więc tym, co chyba doskwiera w tym zawodzie najczęściej i najmocniej. Łatwo było opowiadać o bohaterach jak o ofiarach, na szczęście film, który zresztą powstał na podstawie reportażu Florence Aubenas, uchyla się od takiej formy, tworząc historię ludzi przede wszystkim silnych psychicznie i fizycznie, którzy wykonują ciężki zawód, niedoceniany i w dodatku śmiesznie płatny, wycieńczający i w pewien sposób niewidzialny, jednak ludzi nadal pełnych humoru, ciepła i radości. Ludzi, którzy stali się przyjaciółmi tam, gdzie Marianne chciała odnaleźć jedynie dobrą historię. Historię bezrobocia, walki z systemem, walki o przetrwanie, o każdy grosz, o każdą dodatkową godzinę. Historię ludzi, których pracę dostrzegamy dopiero wtedy, kiedy zostanie źle wykonana  –  co zakrawa na absurd. W bałaganie, smrodzie, wśród szmatek, gąbek, płynów i rękawiczek  –  unosi się wbrew logice i ponad zmęczeniem i beznadzieją śmiech i ciepło. Cytując jedną z postaci, chciałoby się rzec: Tak czy siak, atmosfera jest miła.

między dwoma światami

Między dwoma światami to bardzo dobrze zrealizowany i zagrany dramat, który niespodziewanie wciąga i sprawia, że wsiąkamy w opowiadaną historię. To film, który nie musi krzyczeć, byśmy usłyszeli to, co chce nam przekazać. W dużej mierze polega ostatecznie na inteligencji widza i zostawia go z wieloma refleksjami. Bo przecież wiemy, że ta opowieść to jedynie wierzchołek góry lodowej. Że choć takiej Marianne pewnie nie spotkamy nigdy, to już Chrystèle jest postacią z krwi i kości, którą być może dzisiaj mijaliśmy na ulicy. Być może kilkukrotnie. Mamy przecież świadomość, że Marianne mimo brudu, zmęczenia i wstawania o nieludzkich godzinach nadal nie ma pojęcia, jak wygląda takie życie. Czym innym jest bowiem świadomość, że nie czeka nas nic lepszego, a czym innym pewność, że to tylko etap przejściowy, po którym wrócimy do ciepłego łóżka, do zadbanych rąk, płynności finansowej i toalety, którą ktoś za nas posprząta. między dwoma światami


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Prawie jak matka

Overview

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.