Zawsze, nigdy. Przyszłość broni jądrowej autorstwa Sarah Scoles to reportaż popularnonaukowy, który powinien zainteresować wszystkich, którzy z zapartym tchem oglądali Oppenheimer i zastanawiali się, co stało się z nuklearnym dziedzictwem po erze zimnej wojny. Scoles nie wraca jednak do historii bomby atomowej ani do mitu J. Robert Oppenheimer. Jej książka dotyczy teraźniejszości – i przyszłości.
Autorka wychodzi od paradoksu, który zawiera się w zasadzie „zawsze, nigdy”. Zawsze utrzymuj broń gotową, sprawną i bezpieczną. Nigdy jej nie używaj. Ten etyczny i polityczny rozdźwięk stanowi fundament amerykańskiego arsenału nuklearnego. Scoles, korzystając z bezprecedensowego dostępu do krajowych laboratoriów nuklearnych w Stanach Zjednoczonych, pokazuje, jak ta zasada funkcjonuje w praktyce – w umysłach naukowców, wojskowych i administratorów.
To nie jest książka o wybuchach. To książka o ludziach. Największą siłą reportażu są portrety osób pracujących przy utrzymaniu, modernizacji i monitorowaniu broni jądrowej. Scoles oddaje im głos bez ironii i bez demonizowania. Daleko im do stereotypowego Doktora Strangelove’a. To często spokojni, refleksyjni specjaliści, którzy doskonale rozumieją wagę swojej pracy. Martwią się proliferacją za granicą, spadkiem poziomu edukacji naukowej w kraju, starzeniem się infrastruktury. W ich wypowiedziach pobrzmiewa świadomość, że balansują na granicy odpowiedzialności i potencjalnej katastrofy.
Autorka przekonująco pokazuje, że broń jądrowa nie jest reliktem przeszłości. Przeciętny obywatel myśli o niej rzadziej niż w latach 60., ale kultura nuklearna pozostaje żywa – może nawet bardziej złożona niż kiedykolwiek. Modernizacja arsenału, symulacje komputerowe zastępujące testy wybuchowe, nowe systemy nadzoru – to codzienność, o której niewiele się mówi.
I tu pojawia się kwestia „kodów”, która może budzić wątpliwości – zwłaszcza u czytelników o technicznym wykształceniu. Kiedy Scoles pisze o „kodach”, najczęściej odnosi się do rozbudowanych modeli i programów symulacyjnych używanych do przewidywania zachowania głowic jądrowych bez przeprowadzania rzeczywistych testów. To nie tyle „kody dostępu”, ile linijki skomplikowanego oprogramowania fizycznego – matematyczne reprezentacje eksplozji, materiałów i reakcji. Dla specjalisty informatyka to oczywiste rozróżnienie może wydawać się zbyt uproszczone, a język autorki chwilami nieprecyzyjny. Być może wynika to z próby uproszczenia złożonej technologii dla szerokiego odbiorcy.
Reportaż nie unika też tematów politycznych. Scoles opisuje, jak Stany Zjednoczone interpretują traktaty i ograniczenia – modernizując istniejącą broń w ramach dozwolonych zapisów, testując rozwiązania „bliskie” eksplozjom jądrowym, balansując między literą a duchem prawa. Dla czytelnika spoza USA może to być szczególnie interesujące, a momentami irytujące. Narracja o „złym ZSRR” czy globalnych zagrożeniach bywa jednostronna, choć autorka stara się zachować równowagę.
Kwestia baz wojskowych czy polityki „No First Use” (NFU) pojawia się raczej w tle niż jako główny temat analizy. Jeśli ktoś oczekuje szerokiego, międzynarodowego przeglądu przyszłości broni jądrowej – z równym uwzględnieniem Chin, Rosji czy innych państw – może poczuć niedosyt. Książka koncentruje się przede wszystkim na amerykańskim kompleksie nuklearnym i jego wewnętrznych dylematach.
Styl Scoles jest przystępny, miejscami wręcz lekki, jak na temat tak ciężki gatunkowo. Nowe pojęcia fizyczne czy technologiczne są wyjaśniane jasno i bez protekcjonalnego tonu. Nie trzeba doktoratu z fizyki jądrowej, by zrozumieć sedno problemu. To jedna z największych zalet tej publikacji.
Jednocześnie można odnieść wrażenie, że książka chwilami traci tempo. Niektóre wywiady brzmią jak fragmenty większych rozmów, do których nie mamy pełnego dostępu. Redakcja i tłumaczenie w polskim wydaniu również mogą budzić zastrzeżenia – miejscami tekst czyta się opornie, jakby brakowało mu ostatecznego wygładzenia.
Czy „Zawsze, nigdy” zmienia spojrzenie na świat? Niekoniecznie. Nie jest to manifest ani oskarżenie. To raczej próba zrozumienia systemu od środka – humanizująca ludzi, którzy codziennie myślą o scenariuszach Armagedonu. Scoles nie daje jednoznacznych odpowiedzi. Pokazuje szarą strefę, w której bezpieczeństwo i zagrożenie współistnieją.
Dla jednych będzie to fascynujące, dobrze udokumentowane studium współczesnej broni jądrowej. Dla innych – zbyt amerykocentryczna opowieść, która nie wychodzi poza ramy narodowej perspektywy. Niezależnie od oceny, książka przypomina o czymś ważnym: broń jądrowa nie zniknęła. Jest tu. Zawsze gotowa. I – miejmy nadzieję – nigdy nieużyta.
Foto.: Wyd. Czarne

![O krok od zagłady - Eric Schlosser - "Poza kontrolą. Broń jądrowa i iluzja bezpieczeństwa" [recenzja] schlosser](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2015/12/schlosser.jpg)







