Miłosne rozterki na spalonej ziemi – Monika Błądek – “Gloria” [recenzja]

Gloria

Podczas pisania recenzji, lubię się umawiać. Robię to bardzo często, ale dopiero niedawno zdałam sobie z tego sprawę. Tym razem nie będzie inaczej, dlatego darujmy sobie długie wstępy i przemycanie chyłkiem tego magicznego słowa – powiem to od razu: umówmy się. Rozwijając myśl dalej: umówmy się – powieści młodzieżowych, które przekształcają się w całe cykle, jest ostatnio zatrzęsienie. Zwłaszcza takich, w których dochodzi jakiś element postapokaliptyczny, science-fiction czy antyutopijny. Wyrastają jak grzyby po deszczu, a jedne są zrywane chętniej, inne rzadziej. Gloria, która otwiera cykl Sprawiedliwi, autorstwa Moniki Błądek, również wpisuje się w ten trend, czego zresztą wydawca nie próbuje ukryć, a wręcz przeciwnie – reklamuje książkę, porównując ją do serii takich jak Igrzyska śmierci Niezgodna. Czy opowieść o ruinach naszego świata dziejąca się w niedalekiej przyszłości, w Europie, której główną bohaterką jest często irytująca czytelnika nastolatka, spełnia kryteria, które pozwolą jej zaistnieć wśród podobnych tytułów? Pora to sprawdzić i podzielić się z Wami opinią. Tym bardziej że Głos Kultury objął Glorię patronatem medialnym.

Mamy rok 2025 – przyszłość, którą rysuje przed nami autorka, nie jest więc aż tak odległa. Gloria, siedemnastoletnia dziewczyna, mieszka w Paryżu u swojej ciotki, do której trafiła dekadę temu po tym, jak jej rodzice zaginęli. Choć bardziej pasującym słowem będzie w tym wypadku: “zginęli”, bo Gloria nie ma wątpliwości, że już nigdy nie zobaczy rodziców… a już na pewno nie żywych. Ich strata jest owiana mgłą tajemnicy i dziewczyna nie do końca wie, jak wyglądała przeszłość Moniki i Eryka Arciszewskich. Żyje w Paryżu, gdzie miała być bezpieczna i otoczona opieką. Jednak obecnie w żadnym najbliższym kraju nie dzieje się dobrze – Unia Europejska rozpadła się, a ziemie jej niegdysiejszych członków przypominają tereny, które stały się epicentrum apokalipsy. Konflikty, dążenie do władzy większych i mniejszych grup społecznych, bunty, ucieczki, ataki i zamachy – to wszystko jest tu na porządku dziennym. Gloria ma jednak przyjaciela, który stara się chronić ją przed światem zewnętrznym, Asłana Zuradowa. Choć poznali się niedawno, ten młody mężczyzna wiele znaczy w życiu Glorii, poza tym to za jego namową zaczęła chodzić na treningi i pracować tym samym nad kondycją.

Życie Glorii po raz kolejny ulega diametralnej zmianie, kiedy pewnego dnia, odprowadzana do domu przez Zuradowa, staje się świadkiem brutalnej strzelaniny, w której mężczyzna bierze udział. Tank, jak mówią na Asłana, bez mrugnięcia okiem zabija kilkoro mężczyzn. Zdruzgotana Gloria wraca do domu ciotki, wciąż odtwarzając w głowie to wydarzenie, lecz i tam nie zaznaje spokoju – dowiaduje się, że Asłan tak naprawdę jest jej ochroniarzem, pracującym na polecenie ciotki. Szybko okazuje się również, że Gloria i Tank muszą uciekać przed nie do końca sprecyzowanym w świadomości Glorii niebezpieczeństwem. Dziewczyna porzuca więc ciotkę i dotychczasowe życie i przedostaje się do Polski, gdzie pod swoje skrzydła ma wziąć ją Lidia – starsza siostra, której Gloria nie widziała dziesięć lat, odkąd zamieszkała z ciotką. Jednak i tam nie jest do końca bezpieczna. Wokół bohaterki dzieją się dziwne rzeczy, a ona za wszelką cenę próbuje dowiedzieć się, jakie i dlaczego. Dlaczego Lidia i Asłan zachowują się, jakby się znali? Dlaczego wykluczają ją z wszelkich rozmów? Co dzieje się w stodole za domem? Kim są Sprawiedliwi i przed kim znów będą musieli uciekać? Co tak naprawdę stało się z jej rodzicami?

Monika Błądek stworzyła swoją powieść, łącząc wiele różnych gatunków, wątków i pomysłów. Prócz zdewastowanego świata, Ukrainy, która przestała istnieć i tajemniczych Sprawiedliwych, pojawia się również wątek obcej cywilizacji. Jej przedstawicielem jest w Glorii Trojlo Oril – przybysz z innego świata, który został zesłany na ziemię, by przejść resocjalizację, co było alternatywą dla całkowitej likwidacji. Oril będzie musiał wiele razy powstrzymywać swoją prawdziwą naturę, która w normalnych warunkach wielokrotnie kazałaby mu użyć siły. Kosmitę nie raz zdziwi zachowanie ludzi – często nielogiczne i zbyt emocjonalne – dzięki czemu również my, czytelnicy, będziemy mogli spojrzeć na nie z dystansu. Wątek Orila w ogóle został poprowadzony całkiem dobrze – pomysł, by jego pobyt na Ziemi był formą kary, przedziwne i fascynujące grzywry, a także jego bardzo powolne dostosowywanie się do życia na naszej planecie – niejednokrotnie wypadało to o wiele naturalniej i realistyczniej niż niektóre zachowania głównej bohaterki, która należy przecież do gatunku ludzkiego (chyba że w kolejnych częściach dowiemy się o niej czegoś nieziemskiego).

Przy omówieniu postaci Glorii mogę wreszcie odnieść się do porównania tej powieści z hitem Susan Collins (Niezgodnej nie czytałam, więc darujcie). Jeśli miałabym wymienić jedną rzecz, która w pierwszej części Sprawiedliwych najbardziej przypomina Igrzyska śmierci i od razu się z nimi kojarzy, to byłaby to właśnie główna bohaterka, a dokładniej… jej sercowe rozterki. Czytając Igrzyska śmierci, nie byłam w stanie znieść Katniss – jej dylematy, kogo kochać, podczas gdy świat rozpadał się na jej oczach, doprowadzały mnie do szaleństwa. W Glorii dzieje się dokładnie to samo. Nie wiem, czy w ciągu ostatnich kilku czy nawet kilkunastu lat została wydana książką dla młodzieży, która osiągnęła spory sukces, a której jednym z wątków nie były miłości, wzdychania i zupełnie nie na miejscu minidramaty? Muszę przyznać, że stanowiło to dla mnie największy minus powieści, choć zastanawia mnie, czy autorka celowo stworzyła postać nie do końca sympatyczną, by z czasem jej zmieniający się charakter pozwolił czytelnikowi na nowo ukształtować o niej swoją opinię, czy wyszło to raczej przez przypadek i było niechcianym efektem ubocznym? Gloria drażni również swoją udawaną dorosłością – na każdym kroku puszy się i wzdyma, gdy tylko ktoś potraktuje ją jako dziewczynę, a nie jak kobietę, ale nawet ślepy by zauważył, że właśnie tak zachowuje się główna bohaterka – jak dziecko.  I jeśli tylko Monika Błądek chciała wykreować właśnie taką postać, pokazując tym samym, że nastolatki mało kiedy przypominają te mądre, rozsądne, zaradne i nad wyraz dojrzałe kobiety z tego typu filmów i książek – to w porządku. I mam szczerą nadzieję, że właśnie tak było i że pisarka ma plan, jak udobruchać czytelnika względem dziewczyny.

Sam styl, w jakim została napisana Gloria niełatwo jednoznacznie ocenić. Powieść czyta się płynnie i szybko, choć czasami trudno oprzeć się wrażeniu pewnego chaosu. Do tej pory nie jestem pewna, czy pewne sprawy nie zostały jeszcze wyjaśnione w tej części, czy może to ja nie w pełni coś zrozumiałam. Nie można jednak zaprzeczyć, że Monika Błądek dysponuje lekkim piórem i czuć, że dobrze się czuje, dryfując po meandrach młodzieżowego języka, który w dodatku musiał odnaleźć się w innej niż nasza rzeczywistości. Niekiedy poszczególne zwroty drażnią, ale tak powinno być, bo młodzieżowy język, którym młodzi ludzie posługują się czasem na siłę, by zaznaczyć swój wiek, przynależność do jakiejś subkultury, a także swoją “fajność”, dokładnie tak samo działa w rzeczywistości – a przynajmniej na mnie. To pokazuje również, że pomimo kryzysu i chaosu, w jakim pogrążyły się kraje, młodzież nadal pozostaje młodzieżą, ze swoimi mniejszymi lub większymi problemami i słownictwem, które często bywa tylko zasłoną dymną prawdziwych uczuć i lęków.

Na plus zasługuje również klimat powieści, bo choć wydarzenia same w sobie nie zawsze mrożą krew w żyłach, czy trzymają nas w kurczowym napięciu, to atmosfera powieści, praktycznie od początku do końca jest mroczna, gęsta i niepokojąca. Bardzo dobrze oddaje ona wizję świata, po jakim wędruje Gloria – targanego konfliktami, niepewnością, niebezpiecznego i zrujnowanego. Również zakończenie pierwszego tomu cyklu Sprawiedliwi daje nadzieję na coś więcej – lekko tylko zarysowuje, co może wydarzyć się w kolejnej części, ale jednocześnie drażni wyobraźnię. Zwłaszcza wątek Orila. Skoro już jesteśmy przy przybyszu z kosmosu, to chciałam dokonać jeszcze jednego porównania, tym razem jednak do powieści polskiej pisarki. Wątek Orila i jego przemyślenia dotyczące ludzkiej rasy – czasem gorzkie, czasem będące jedynie wyrazem zdumienia, a czasem podziwu – przypominały mi te, z którymi mieliśmy do czynienia w powieści Rysy na tęczy (recenzję znajdziecie tutaj). W obydwu historiach były to bodaj najciekawsze akapity, dlatego liczę, że w drugim tomie Sprawiedliwych będzie stanowczo więcej kosmity.

Monika Błądek stworzyła powieść o naprawdę sporym potencjale. Pomysł, by płonącą konfliktami, skłóconą samą ze sobą Ziemię połączyć z wizytą obcego, który w dodatku nie trafił na naszą planetę z własnej woli, a w ramach kary, to dobry plan na kilkutomową sagę i należy liczyć na to, że Gloria, choć niezła i posiadająca dość wartką akcję, okaże się najsłabszą częścią cyklu. Słowem – mam nadzieję, że dalej będzie tylko lepiej.

Fot.: Wydawnictwo Akurat

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *