Minigłos #10 – Wicked Giant – “Wicked Giant” EP

Wicked Giant

Czas na oddech od ciężkich klimatów w niniejszej rubryce na Głosie Kultury, no bo ileż można pisać o metalu w bardziej lub mniej ekstremalnej odmianie? A okazja ku temu nadarzyła się z momentem otrzymania do odsłuchu debiutanckiej epki formacji Wicked Giant. Przez zalew jesiennych premier trochę mi się zeszło z napisaniem kilku słów o tym materiale, ale w końcu pochyliłem się nad płytką, posłuchałem i będę chwalić.

W zapowiedziach prasowych muzycy Wicked Giant zapewniają, że łączą takie gatunki jak grunge, pop i bristol sound. Zwykle traktuje takie notki promocyjne z przymrużeniem oka i na dystans, lecz tutaj muszę przyznać stuprocentową rację. Pięcioutworową epkę, zatytułowaną Wicked Giant, trudno jest podpiąć pod konkretną, stylistyczną szufladkę. Niewątpliwie jest to zaleta tego, że sam zespół zaprezentował na swojej nowej płytce urozmaicony repertuar, z naprawdę świeżymi pomysłami.

Wita nas nośny, skoczny, hałaśliwy i przede wszystkim gitarowym Fire. Jednak gitara Kuby Buchnera wydaje się celowo rozmyta w miksie, aby zrobić nieco miejsca dla klawiszy obsługiwanych przez Aleksandra Żurowskiego i przede wszystkim dla głosu Alicji Boratyn. Co najważniejsze – zespół nie ogranicza się do prostego schematu zwrotka – refren. Kompozycje Wicked Giant nie są oczywiste, zespół tworzy głębszą strukturę, zachowując przy tym umiar i co najważniejsze – pilnując, aby każdy kawałek miał wyrazistą melodię, tak jak oparty na charakterystycznym motywie syntezatora  I Can Be What I Want.

Mówiłem o różnorodności? Owszem, wspomniany I Can Be What I Want to zgrabnie skrojony pop. Kolejny na trackliście Late at Night łączy transowy rytm z grunge’owym brudem, natomiast Part of Me byłoby świetnym kandydatem na listy przebojów indie rockowych, gdyby tylko nie było w nim drugiej, moim zdaniem doskonałej, sheogaze’owej połowy. Fani indie z pewnością polubią Summer, jednak dla mnie to jest najsłabszy strzał na epce. Przy charakterystycznych wcześniejszych trackach jawi mi się on jako po prostu nijaki.

W beczce miodu zdarza się jednak łyżka dziegciu. Jest to bardzo obiecujący i naprawdę oryginalny debiut w wykonaniu Wicked Giant, konkurencja jednak nie śpi. Mimo to mam nadzieję, że ten band zagości w powszechnej świadomości.

Fot.: Wicked Giant

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *