emma i wioletta

Co za ponury absurd – Jérôme Hamon, Lena Sayaphoum – „Emma i Wioletta – 1 – Marzenia”

Wybór życiowej ścieżki nigdy nie należy do najłatwiejszych. Ba! To zazwyczaj jedna z trudniejszych decyzji w życiu. Sytuacji nie poprawia fakt, że decydujemy o tym w momencie, kiedy zazwyczaj nie jesteśmy najmądrzejszą wersją siebie. Co za ponury absurd, żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem – aż ciśnie się na usta. Ale nie wygramy z tym i każdemu z nas pozostaje mieć nadzieję, że wybierzemy dobrze, a przynajmniej tak, aby te wybory nie ciążyły nam żalem do końca życia. Dobrze, jeśli obok siebie mamy ludzi (nierzadko są to rodzice), którzy w tych wyborach i decyzjach nas wspierają – jakiekolwiek by one nie były. Problem pojawia się wtedy, kiedy rodzice przenoszą na dzieci swoje ambicje i niespełnione marzenia, nierzadko zatruwając im dzieciństwo. Seria komiksowa Emma i Wioletta opowiada o dwóch siostrach, które pod czujnym okiem matki od lat ćwiczą i doskonalą się, aby zostać przyjęte do prestiżowej Szkoły Tańca Opery Paryskiej. Czy surowa mama nie naciska na córki za bardzo? Czy wciąż chodzi o ich szczęście, czy może już o ambicje matki? Tom pierwszy, Marzenia, wprowadza czytelnika w niełatwy świat wyborów, decyzji i relacji dorastających dzieci z rodzicami.

Emma i Wioletta to kochające się siostry, które od najmłodszych lat ćwiczą taniec klasyczny, mając wsparcie i aprobatę rodziców. Jednak o ile ojciec pragnie wyłącznie ich szczęścia i gotów jest kierować się kaprysami (jak czasem mogłoby się niektórym wydawać) i wolą córek, o tyle matka jest surowsza i bardziej stanowcza w swoich decyzjach i osądach. Co przekłada się również na relacje z córkami. Ona sama marzyła kiedyś o karierze skrzypaczki, jednak nie udało jej się tego marzenia spełnić, czego żałuje do tej pory. A ponieważ cząstką winy obarcza brak wsparcia i większego nacisku ze strony rodziców, nie chce tego samego błędu popełnić przy swoich dzieciach. Jednak córki zdają się coraz bardziej osaczone wymaganiami i ambicjami matki. Zwłaszcza Emma, starsza z dziewczyn, której styl tańca nie jest do końca taki, jakiego oczekuje się w ekskluzywnej Szkole Tańca Opery Paryskiej. Wioletta zdaje się mieć wrodzony talent do kontrolowania swoich ruchów i nadawania im kształtów, które są oczekiwane. Emma natomiast również ma ogromny talent i dryg do tańca, jednak jej styl jest bardziej intuicyjny, dowolny, odzwierciedlający jej uczucia i pasje, przez co mniej kontrolowany. Czy Emma pod presją wymagań matki będzie dalej brnęła w dziedzinę, która coraz mniej ją przekonuje, czy może zacznie szukać własnej drogi wspierana przez nastawionego na jej szczęście ojca? I czy nie zaburzy to relacji w rodzinie? A Wioletta? Czy jako nieśmiała i wpatrzona w siostrę dziewczyna zaakceptuje bez żalu ewentualną decyzję siostry o tym, że ich taneczne drogi, którymi szły do tej pory ramię w ramię, nagle się rozwidlą? 

Marzenia, do których scenariusz napisał Jérôme Hamon, poruszają z pozoru jeden wątek, ale dotykają przy tym wielu problemów, robiąc to w sposób subtelny, pełen gracji, który pasuje idealnie do otoczki tańca klasycznego, którego wizja unosi się nad całym komiksem. Konflikt wisi w powietrzu, ale na pierwszym planie zdaje się widnieć Emma – jej wątpliwości, marzenia, plany, a także dysonans, między tym, czego sama pragnie, a obawą przed popełnieniem błędu i – przede wszystkim – przed sprawieniem zawodu matce. W tle majaczy również wizja pierwszej miłości Emmy, która zdaje się równie subtelna, co pozostałe składowe komiksu. Marzenia to opowieść o wyboistej drodze, po której trzeba przejść, nie tyle, by spełnić swoje marzenia, ile by w ogóle zdobyć pewność, czym one dla nas są, jaki mają kształt, jaką mają wielkość i ile jesteśmy w stanie dla nich poświęcić. A także – gdzie kończą się nasze marzenia, a zaczynają marzenia i oczekiwania innych względem nas.

Cała oprawa graficzna pierwszego tomu serii Emma i Wioletta idealnie komponuje się z tematyką komiksu. Wszystko jest delikatne, subtelne, pełne gracji, uroku i eteryczności. Pozbawienie konturów wyrazistości, a przede wszystkim odznaczającej się czerni, sprawiło, że przez całą lekturę ma się wrażenie pewnej przejrzystości, momentami wręcz prześwietlenia, kiedy ilustratorka, Lena Sayaphoum umiejętnie bawi się światłem. Podbija to i tak mocny już efekt zwiewności, kojarzący się nie bez powodu z dziedziną sztuki, jaką trenują Emma i Wioletta. Delikatne kolory i wspomniana gra światłem, a także cała ta subtelność stoi w pewnym kontraście do zamiłowania artystki do prostych linii, które uwidacznia się przede wszystkim poprzez wszelkiego rodzaju zabudowania, stanowiące tło dla poszczególnych kadrów. Również padający deszcz zdumiewa symetrią, podobnie jak pozostałe linie, co jednoznacznie kojarzy się z precyzją i napiętymi ciałami tancerek klasycznych. Wszystko tu zatem zostało przemyślane i dopasowane do całości. Również miękka okładka z połyskiem, która zapowiada to wszystko, co znajdziemy w środku komiksu – widać na niej zarówno wpadające przez okno promienie słońca, jak i proste, delikatne linie.

Emma i Wioletta to ciekawa, zarówno pod względem treści, jak i oprawy graficznej, opowieść dla nastoletniego (i nie tylko!) czytelnika. To spokojna, lecz jednocześnie pełna emocji i wątpliwości opowieść o marzeniach, pasjach i planach. O szukaniu własnej ścieżki życiowej, które zdaje się trudniejsze niż samo kroczenie ową ścieżką, ze wszystkimi porozrzucanymi na niej kłodami i przeszkodami. Pierwszy tom zarysowuje kolejne wątki, które będą rozwijane, jak mniemam, w następnych tomach. Nie powinno więc zabraknąć opowieści o siostrzanej miłości wystawionej na próbie, o pierwszym zauroczeniu i związanymi z nim smutkami i rozczarowaniami. Znajdzie się miejsce zapewne dla pogłębienia relacji rodziców i dzieci. Co ważne, komiks nie jest perspektywą jedynie nastolatki mierzącej się z oczekiwaniami rodziców i rówieśników, ale także perspektywą rodziców, których rozmowy zagłębiają czytelnika w świat pełen odcieni szarości, gdzie nic nie jest czarno-białe. Gdzie nierzadko każdy wybór będzie zły, a o jego konsekwencjach dowiemy się dopiero po wielu latach. W pewnym momencie tata Emmy mówi do niej:

Wychowując dzieci, nie jest łatwo dokonywać właściwych wyborów.

I sporo w tym prawdy, sęk w tym jednak, że często żaden wybór nie jest właściwy, a intuicja, jedyny kompas, jakim można się kierować, czasami zwyczajnie nie działa. Zdarza się i tak, że nigdy nie dowiemy się, czy te wybory były właściwe. Emma i Wioletta może się więc okazać lekturą nie tylko dla nastoletnich czytelników, ale także dla rodziców, którzy w wątpliwościach mamy i taty głównych bohaterek odnajdą własne rozterki i wątpliwości, ciągłe próby, które składają się na bycie rodzicem.

Fot.: Egmont

 

emma i wioletta

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.