Mnie nie interesuje stanie w tym samym miejscu – wywiad z Anią Szarmach

Szarmach

Ania Szarmach powróciła z fantastyczną płytą Shades of Love. Czołowa krajowa przedstawicielka r’n’b i soulu przygotowała porcję muzyki na światowym poziomie, ani trochę przy tym nie odstając od gwiazd gatunku. Czy w tym muzycznym nurcie w końcu doczekaliśmy się gwiazdy z prawdziwego zdarzenia? Czas pokaże, a tymczasem zachęcam do przybliżenia sobie postaci Ani, z którą rozmawiałem o najnowszej płycie. Zapraszam do lektury.

Gratuluję świetnej, nowej płyty. Czym Shades of Love zaskoczy słuchacza w porównaniu do Twoich poprzednich albumów – POZYTYWka, Inna i Sharmi?

Dziękuję. Myślę, że Shades of Love zaskoczy słuchacza zawartością i treścią. Z całą pewnością na płycie tej dokonała się pewna rewolucja poniekąd za sprawą nowego członka mojej drużyny – Maćka „Envee” Golińskiego. Lecz także system mojej pracy studyjnej oraz wybór instrumentarium i aranżacja całości wyróżnia Shades of Love. Zupełnie naturalnie wytworzył się team producencki złożony ze mnie, Maćka ”Envee” Golińskiego oraz Grzegorza „Jabco” Jabłońskiego. Każdy z nas inspiruje się czymś innym i każdy z nas jest indywidualny. Kierując się wzajemnymi inspiracjami oraz wykorzystując swoje wrodzone umiejętności, zgodnie wypracowaliśmy sobie kierunek nowej płyty. Kiedy spotykają się trzy żywioły to wytwarza się dużo energii. Poza tym rozdzieliłam zespół, rejestrując ich z osobna, bądź nagrywając ich do fundamentów aranżacyjnych zbudowanych przez nas uprzednio w studiu.

Jak wyglądała praca nad krążkiem? Czy posiadając pewne doświadczenia z poprzednich płyt, wypracowałaś sobie schemat komponowania, pracy nad nową muzyką?

Piszę piosenki w ten sam sposób – siedzę przy pianie, układam akordy z melodią. Zdarza się, że słyszę je, kiedy nie mam instrumentu obok siebie, ale zawsze mam dyktafon przy sobie. Czasem mam sam tekst i historię oraz w związku z tym pewne ciążenia harmoniczne do danego tematu, które jeszcze niekonkretnie, ale słyszę; słyszę bowiem potencjał emocjonalny danego tematu. Wówczas muszę dłużej popracować nad taką piosenką. Zazwyczaj mam zamknięte formy danego utworu. Lecz w przypadku płyty Shades of Love byłam otwarta na wydłużanie bądź skracanie form. Chciałam też ingerencji Enveego i Jabca we wszystko, tak żeby dokonała się zmiana. Dobra zmiana ;-).

Cztery lata fani czekali na następcę POZYTYWki. Skąd tak długa przerwa?

U mnie czas płynie inaczej. Cały rok pracowaliśmy w studio nad Shades of Love. Zaś POZYTYWka została wydana pod koniec 2012 roku. W ciągu dwóch lat grałam koncerty, w tym trasy z Frankiem McCombem oraz pisałam piosenki już na nowy album. W trakcie nagrań Shades of Love zaczęłam przyspieszać nasze działania, ale szybko okazało się, że to kompletnie bez sensu, bo bez efektu. Poszłam na całość, przedkładając absolutne dobro muzyki nad czas. Czas był potrzebny do zmiany, do dystansu, przy czym podkreślam, że cały rok chodziliśmy codziennie do studia, do pracy na 9.30 rano.

Album wyprodukowali Envee i Jabco. W jaki sposób ich obecność wpłynęła na ostateczny kształt płyty?

Płytę wyprodukowałam ja, Maciek „Envee” Goliński oraz Grzegorz „Jabco” Jabłoński. Tak jak wspomniałam wcześniej całe nasze trio producenckie zbudowało tę płytę, wykorzystując też niesamowite talenty wszystkich pojawiających się na tym albumie muzyków i gości specjalnych.

Piosenkę Rolling Stones nagrałaś z Frankiem McCombem. Jak w ogóle doszło do Waszej współpracy?

Poznaliśmy się trzy lata temu. Frank McComb zobaczył mnie w internecie, jak grałam i śpiewałam swoją piosenkę. Odnalazł mnie, spotkaliśmy się. Historia niesamowita, ale prawdziwa. Zagraliśmy kilka tras koncertowych. Od samego początku myśleliśmy o tym, by razem coś stworzyć.

Płytę zatytułowałaś Shades of Love. Wydaje się, że tylu, ilu ludzi jest na świecie, tyle jest tytułowych odcieni tej miłości. To chyba wdzięczny temat na teksty, prawda?

Jak najbardziej. Miłość jest bowiem potrzebna. Zwłaszcza dziś. Temat pozostanie niewyczerpany prawdopodobnie zawsze, ponieważ każdy przeżywa ją w różny sposób cały czas. To temat wciąż aktywny i uniwersalny. Dbam o to uczucie względem innych – przyjaciół, rodziny, przypadkowych ludzi. Chodzi o sympatię, chęć porozumienia i zgodne funkcjonowanie na planecie, na której jesteśmy tylko chwilę. Znacznie łatwiej, praktyczniej i o wiele przyjemniej żyje się w miłości. Niezgoda rujnuje dosłownie wszystko, generuje zło, a to mi jest niepotrzebne.

W zapowiedziach prasowych zapowiadałaś, że: Mój cel to odkrywanie nowych lądów. Jakie muzyczne lądy odkryłaś przy okazji pracy nad Shades of Love?

To chyba słuchacze wiedzą najlepiej. Ja jedynie steruję tym okrętem, a ci, których zabieram w podróż, mogą opowiedzieć o swoich wrażeniach. Ja prowadzę.

To, co samej udało mi się zaobserwować, to fakt, że potrzebuję ustawicznej stymulacji. Tylko z muzykami indywidualnymi i kreatywnymi, z otwartymi głowami masz szansę na rozwój. Jeśli zaś osiadłeś na mieliźnie pt: ”ja już wszystko wiem”, to masz raczej małe szanse, żebyś popłynął w głąb. Jeśli nie ponosisz trudu w łamaniu swoich własnych słabości, to się zatrzymujesz. Mnie nie interesuje stanie w tym samym miejscu. Dlatego mam świadomość, że muszę ćwiczyć, pracować, słuchać i słyszeć, praktykować muzykę samotnie i do spółki z innymi. Poza tym wówczas czuję, że na tym polega życie.

Masteringiem płyty zajął się Chris Athens, który współpracował w swojej karierze z “wielkimi” sceny, jak Robert Glasper, Erykah Badu czy Norah Jones. Jak udało Ci się zwerbować tak wybitną postać do masteringu płyty?

Po prostu skontaktowałam się z Chrisem Athensem. Posłuchał mojej piosenki Rolling Stones i zrobił mastering pierwszej piosenki. Po odsłuchaniu wiedziałam, że nie ma innej opcji, jak zrobić mastering całego albumu tylko z nim. Na dodatek Chris jest zachwycony Shades of Love, co dla mnie jest radością, nobilitacją, ale również pokazuje, że w Polsce możemy robić muzykę na światowym poziomie.

Ania Szarmach ft. Frank McComb – Rolling Stones

Twoja muzyka, to mix pop, r’n’b, soulu i jazzu. Nie myślałaś nad tym, aby kiedyś pójść totalnie w jednym, konkretnym kierunku i nagrać płytę klasycznie jazzową?

Być może tak się zdarzy. Jednak myślę, że mam silne ciągoty soulowe i r’n’b. Od tego się nie oderwę i nawet nie wiem, czy chcę. Natomiast kocham jazz za wolność i mądrość. Chętnie zapożyczam elementy z gatunków, które mnie fascynują, ale wydaje mi się, że jestem stworzona do zbudowania jakiejś nowej trasy A – S ;-).

Płytę zaśpiewałaś wyłącznie w języku angielskim. Co było powodem takiej decyzji? Masz ochotę na próbę zawojowania zachodnich rynków?

Pierwszą piosenką, która powstała na ten album, była Rolling Stones. Myślę, że Frank McComb miałby raczej większe problemy z językiem polskim aniżeli ja z językiem angielskim. Dlatego tu wybór był prosty. Do kilku piosenek miałam już polskie teksty, ale w studio wspólnie stwierdziliśmy, że przez język angielski płyta też będzie brzmieć inaczej. Język ten jest bowiem piękny, miękki i ciepły. Nagrałam trzy albumy polskojęzyczne, a kilka razy miałam sytuację na koncertach, że na przykład zespół z Londynu, który nas supportował poprosił dziewczynę siedzącą obok, aby w trakcie koncertu tłumaczyła im wszystkie moje polskie teksty lub chór gospelowy na festiwalu gospel nagrywał moją próbę i koncert, a potem muzycy ci pytali się, o czym śpiewam. To sprawiło, że też zechciałam wyrazić się w języku, który będzie zrozumiany poza granicami naszego kraju. Zaś co się stanie z tym albumem poza Polską – zobaczymy.

Uprawiasz gatunek muzyki, który w głównej mierze promowany jest przez duże wytwórnie, a mimo to jesteś artystką niezależną. Rozumiem, że cenisz sobie artystyczną wolność?

Artystyczna wolność to podstawa mojego funkcjonowania w świecie muzyki. Dzięki niezależności mogę realizować własne pomysły i projekty, a one nie przestają pączkować w mojej głowie. Walczę o nie chętnie, bo w nie wierzę. A jeśli ludzie, z którymi sama chcę pracować, chcą pracować ze mną, to znaczy, że są po mojej stronie i wspierają moje działania. Doceniam to i szanuję bardzo. Dlatego odpowiedzialność, jaką ponoszę w związku ze swoimi działaniami, jest moją siłą napędową.

Jak oceniasz współczesną polską scenę pop, r’n’b? Mamy być z czego dumni?

Polska scena pop komercyjna w dużej mierze jest mi obojętna. Pozostawia wiele do życzenia pod każdym względem. Ale też ja sama jestem nieobiektywna, gdyż patrzę poprzez swój pryzmat wymagań i estetyki muzycznej. Jednak nie da się nie zauważyć pewnych niedoskonałości. Najsilniejszą sceną w Polsce jest scena offowa, alternatywna, która cieszy się uznaniem, popularnością i nagrodami. Niektóre projekty są świetne, ale bywają też słabe i naciągane. Ja buduję scenę z pogranicza soulu, jazzu i r’n’b. Jest mnóstwo odbiorców, jak również cała masa wykonawców takiej muzyki, którzy nie są popularni w naszym kraju. A już kompletnie zadziwiające i niezrozumiałe bywają dla mnie sytuacje, gdy na przykład na festiwalach obstawionych przez same alternatywne lub rockowe kapele gwiazdą na głównej scenie może być na przykład D’angelo – prekursor neosoulu i tętniący r’n’b i jazzem fenomenalny artysta. Nie kumam tego. Świetnie, że jest on, ale słabo, że artyści, którzy występują obok, są kompletnie z innej bajki. W Berlinie czy Hamburgu, a już w ogóle w Amsterdamie są organizowane soulowe tygodnie i w danym klubie na przykład codziennie gra inny artysta soulowy. I to jaki! Oczywiście kluby pękają w szwach, bo taka muzyka ma wielu fanów.  Sama walczę o swoją muzykę i mam nadzieję, że ludzie w Polsce podobnie na przykład jak w Niemczech czy Holandii lub Skandynawii bardziej przekonają się do tego przepięknego gatunku, jakim jest soul, r’n’b, a już w ogóle jazz!!!

Planujesz koncerty promujące Shades of Love? A może masz już inne, skonkretyzowane plany na najbliższą przyszłość?

Planuję. Na przełomie lipca i sierpnia zagramy letnią trasę koncertową z Frankiem McCombem i jesienią również budujemy kolejne koncerty.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: cantaramusic.pl

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *