Książki,Recenzje

Odwieczny konflikt geeków – Reed Tucker – “Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC” [recenzja]

Mordobicie
Mordobicie

Oto dostaliśmy w nasze ręce historię odwiecznego konfliktu między dwiema największymi grupami superbohaterów. Nie chodzi tutaj jednak o umięśnione postacie w obcisłych trykotach i maskach na twarzy, lecz o innego rodzaju bohaterów – tych siedzących po drugiej stronie czwartej ściany. Rysowników mozolnie nanoszących kreski na biały papier, scenarzystów wypełniających dymki ekscytującymi słowami, inkerów nakładających warstwę tuszu na szkice i całą resztę ludzi związanych z wydawnictwem komiksowym. To właśnie dwóch największych gigantów tej branży – Marvel i DC, obecnie znanych praktycznie każdemu przeciętnemu zjadaczowi popkultury, króluje na rynku i konkuruje ze sobą już od prawie osiemdziesięciu lat (aż trudno uwierzyć, że Spider-Man czy Batman mogliby być naszymi dziadkami)! I przez cały ten czas oba wydawnictwa próbowały prześcignąć się w wyścigu, którego stawką było zdobycie serc czytelników. Burzliwą historię tego konfliktu przedstawia nam Reed Tucker w swojej książce Mordobicie. Wojna superbohaterów. Marvel kontra DC.

Nie da się ukryć, że DC dumnie dzierży palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o bycie prekursorami. To właśnie to wydawnictwo przedstawiło światu postać Supermana, a niedługo później Batmana – aktualnie dwie ikony popkultury. To Jerry Siegel i Joe Shuster oraz Bob Kane i Bill Finger (twórcy owych postaci) wymyślili całą koncepcję superbohatera, która na zawsze zrewolucjonizowała cały świat komiksowy, a później także filmowy. Lecz, jako że rynek nie znosi monopolistów, musiała pojawić się silna konkurencja. W czasie, kiedy DC było już nieźle prosperującym wydawnictwem, rezydującym w prestiżowym biurowcu, niedaleko, w biurze porównywalnym do schowka na szczotki, zaczęło kiełkować coś, co obecnie znamy jako Marvel Comics – multimilionową markę. Wtedy jeszcze jako Timely Comics zaczynali od tandetnych historyjek z pogranicza westernu i horroru, lecz później pojawił się Kapitan Ameryka, a za nim, jak grzyby po deszczu, zaczęli rodzić się kolejni bohaterowie. Stan Lee, Jack Kirby, czy Steve Ditko stworzyli całą menażerię, bez której nie wyobrażamy sobie obecnie popkultury. Mimo że komiksy Marvela były z pozoru gorszej jakości, to właśniu ku nim zaczęły zwracać się dzieciaki. Dla DC była to zagadka, której rozwikłanie zajęło wydawnictwu naprawdę wiele lat (a patrząc na obecną popularność filmowych uniwersów obu konkurentów, DC chyba nadal tej zagadki nie rozwiązało) – a sekret tkwił w rzeczy bardzo banalnej. Komiksy Marvela pozwalały czytelnikowi bardziej utożsamiać się z przestawionymi bohaterami – Spider-Man to pełen życiowych rozterek, gnębiony przez szkolnych kolegów licealista, który w wyniku wypadku zyskuje potężną moc i w dość ciężki sposób przekonuje się, że wiąże się z nią także wielka odpowiedzialność. Z kolei Superman to posiadający niemal boską siłę kosmita, z którego wylewa się moralność i wzorowa obywatelska postawa. Nic dziwnego, że dzieciaki wolały czytać o przygodach swojego rówieśnika skaczącego po dachach Nowego Jorku niż o kosmicznym harcerzu z fikcyjnego miasta.

Reed Tucker doskonale nakreśla cały konflikt – od wczesnych lat czterdziestych aż po dzień dzisiejszy. Pozwala nam zobaczyć ten biznes od kuchni i przekonać się, że praca w charakterze rysownika czy scenarzysty komiksów bywa dość ciężkim kawałkiem chleba. W dodatku, na przestrzeni tylu lat, dynamiczny rozwój obu wydawnictw i ciągłe rotacje stanowisk sprawiły, że niemal każdy artysta pracujący w tej branży, przynajmniej raz zmieniał front, pracując to dla Marvela, to dla DC (nawet ikoniczna “twarz” Marvela – Stan Lee, miał w swoim życiu taki epizod, kiedy stworzył dla swojego największego konkurenta serię komiksową). Dzięki Mordobiciu można się dowiedzieć sporo ciekawych rzeczy, nie tylko o samej wojnie wydawnictw, ale także o wielu artystach, których do tej pory znało się właściwie tylko przez pryzmat stworzonych przez nich dzieł. Dla rasowych komiksowych geeków jest to prawdziwa skarbnica informacji i ciekawostek, która pozwala o wiele lepiej zrozumieć tak bardzo przez nas kochany świat ilustrowanych historyjek, które od wielu lat nie są już tylko dla dzieci.

Autor co prawda nie odpowiada jednoznacznie na pytanie, kto zwycięża w tym wieloletnim konflikcie, jednak z postawy, którą przejawia przez znaczną część książki, a także patrząc na suche fakty (jak chociażby rozwój, jaki zaliczyło filmowe uniwersum Marvela na przestrzeni ostatnich lat), raczej nie pozostawia złudzeń, kto jest tutaj liderem. Tak czy inaczej, Mordobicie to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika zarówno Marvela, jak i DC, lecz także komiksów w ogóle.

Fot.: Wydawnictwo Agora

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.