Komiksy,Recenzje

Dolina Muminków w oparach absurdu – Tove Jansson – „Muminki, tom 1” [recenzja]

Muminki
Muminki

Muminki w formacie komiksowym (a przynajmniej te oryginalne, autorstwa Tove Jansson) nie są na naszym rynku całkowitą nowością. Było już u nas kilka prób wydania komiksowej spuścizny Tove, ale  zakończyły się one wydaniem zaledwie kilku pierwszych historii. Niedawno Egmont postanowił opublikować wydanie zbiorcze totalne, podzielone na cztery grube tomy i zawierające wszystko, co na temat Muminków miała do powiedzenia (i narysowania) autorka (oraz jej brat Lars). Do tej pory ukazał się tom pierwszy, zawierający jedenaście opowieści o tych poczciwych stworzonkach, a ja z wielką radością zasiadłem do lektury.

Wszystko zaczęło się w 1953 roku, kiedy to z fińską pisarką skontaktował się niejaki Charles Sutton, przedstawiciel wydawcy Associated Newspapers. Tove miała już na swoim koncie kilka tomów książkowych Muminków, gdy Sutton zaproponował jej współpracę z dziennikiem „Evening News”. Warunki były dość proste – autorka miała dostarczać kolejne paski komiksowe z Muminkami w rolach głównych, które następnie ukazywały się każdego dnia na łamach brytyjskiej gazety docierającej do 20 milionów czytelników. Przez pięć kolejnych lat Tove wywiązywała się z tego obowiązku samodzielnie, później z pomocą przyszedł jej brat, który w 1961 roku całkowicie przejął serię (na którą ostatecznie składają się aż 73 historie).

W omawianym tutaj tomie możemy zapoznać się z jedenastoma opowieściami, które oryginalnie ukazywały się w latach 1954-57. I dla tych z Was, którzy Muminki znają tylko z ich książkowego (bądź animowanego) wcielenia, komiksowe paski mogą wydać się sporym zaskoczeniem. Sutton, składając propozycję Tove, zaznaczył, że chciałby, aby ta wersja Muminków była skierowana niekoniecznie do dziecięcego odbiorcy, a stanowiła raczej satyrę na tak zwany cywilizowany styl życia i współczesność. Autorka wywiązała się z tego zadania wzorowo, tworząc zabawne historyjki z drugim dnem, nierzadko ocierające się o absurd i pozorny chaos, stanowiący idealne odzwierciedlenie natury i stylu życia rodziny Muminków. Fińskie stworki nic sobie nie robią z ustalonych reguł, wszelkie obowiązki traktują jak zabawę, a niebezpieczne wyzwania są dla nich najlepszą przygodą.

Nie zabraknie pewnie głosów, że komiksowe Muminki to nie do końca te same postacie, z którymi dorastało tysiące czytelników. Można by nawet uznać, że to alternatywna rzeczywistość w stosunku do tej znanej z książek. Niektóre wydarzenia bowiem dzieją się tutaj w zupełnie inny sposób, niż znamy je z kart powieści. Również dla mnie ta „oryginalna” (czyli książkowa) wersja jest bardzo ważna i początkowo trudno było mi przyzwyczaić do stylu, w jakim prowadzone są komiksowe paski. Dość szybko jednak do tego przywykłem i świetnie się bawiłem, czytając. Pierwsza historia, zatytułowana Rabusie, może wydać się nieco chaotyczna, ale z każdą kolejną widać, jak wyrabiała się autorka, coraz pewniej i bardziej świadomie poruszając się w tej alternatywnej, rysowanej rzeczywistości Muminków. Bardzo spodobał mi się też powracający motyw pierwszego kadru – niezmiennie bowiem, każda historia zaczyna się od… wypiętego tyłka Muminka.

Muminek - pierwszy kadr

Nie da się jednak ukryć, że zgodnie z zamysłem wydawcy są to historie, które lepiej trafią do nieco dojrzalszego czytelnika. Przez karty komiksu przewija się całe mnóstwo znanych postaci, które raczej nie stanowią dobrych wzorców dla mniejszych dzieci (w tym Bobek, którego prawdę mówiąc, do tej pory zawsze uważałem za niekanoniczną postać wymyśloną na potrzeby animowanej dobranocki) i praktycznie każda z nich reprezentuje jakąś ludzką przywarę (jak chociażby Ryjek, który za nic ma przyjaciół, bez wahania robiąc im największe świństwa, jeśli tylko może coś na tym zarobić, czy Panna Migotka, dla której ważna jest przede wszystkim adoracja i błyskotki).

Jednocześnie komiksowe przygody Muminków pełne są absurdalnie śmiesznych sytuacji, które stanowią siłę napędową całej serii. Posiadający własną osobowość, nieco szurnięty i złośliwy helikopter to tylko jeden z przykładów. Z kolei całą naturę Muminków najlepiej charakteryzuje chyba opowieść trzecia, zatytułowana Muminki na Riwierze, w której rodzina postanawia zmienić otoczenie, wybierając się na wycieczkę na mityczne Południe, gdzie zawsze jest ciepło. Zderzają się tam z całą esencją ludzkiego materializmu i kultu sławy i pieniądza. Kiedy rodzina trafia do luksusowego hotelu, Mama Muminka naiwnie zakłada, że ci mili ludzie zupełnie bezinteresownie zaprosili ich do swojego domu. Tatuś Muminka zakochuje się w ekstrawaganckim życiu artystycznej bohemy, Panna Migotka próbuje upodobnić się do imponującej jej gwiazdy filmowej. Z kolei w spokojnym do tej pory Muminku, w wyniku zazdrości, budzą się prawdziwie mordercze instynkty. A jeśli już o tym mowa, to w ogóle Muminek w swojej komiksowej formie to prawdziwy „zabijaka”, czytelnicy znający go tylko z książek mogą go momentami nie poznać.

Muminek zamaskowany

Wielkie brawa należą się wydawcy, gdyż publikacja jest naprawdę udana – twarda oprawa, duży format, mocne szycie i konkretna objętość. Kiedy ukażą się już wszystkie cztery tomy, będą z pewnością stanowiły piękną ozdobę każdej półki. Dodatkowego charakteru nadają czarno-białe (a właściwie czarno-żółte) rysunki, klimatem przywodząc na myśl strony starej gazety, czyli formę, w jakiej te historie ukazywały się oryginalnie. Komiksowe paski z Muminkami być może nie przypadną do gustu każdemu (hardkorowi fani książkowej wersji mogą się wręcz odbić od tego wydania), ale na pewno są to historie, które warto przeczytać i dać się porwać specyficznemu poczuciu humoru Tove Jansson.

Muminki na półce

Fot.: Egmont Polska, własne

Podobne wpisy:

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *