Muzyczny kamień filozoficzny – Inspired – „Music Inspired By Alchemy” [recenzja]

Sporo musieliśmy poczekać, bo aż czternaście długich lat, na kolejną odsłonę projektu Music Inspired By… Po tarocie i znakach zodiaku tym razem nadszedł czas na muzyczne opowieści o dawnej, owianej tajemnicą i zapomnianej praktyce, jaką była alchemia.

Inspired to trochę zapomniana marka na krajowym poletku szeroko rozumianego rocka progresywnego. Trzon projektu to trójka muzyków z warszawskiego, nieistniejącego już niestety, składu Annalist, a mianowicie chodzi o osoby Artura Szolca, Roberta Srzednickiego oraz Krzysztofa Wawrzaka. Inspired fonograficznie zadebiutowali w 1998 roku, wydając Tarot, a cztery lata później poprawili wynik krążkiem Zodiac i o projekcie zrobiło się cicho na wiele lat. Na szczęście muzycy ponownie zebrali się na nagranie muzyki tematyczne skupionej wokół pewnej tematyki tudzież idei i teraz cieszymy swoje uszyły płytą Alchemy.

Nieprzypadkowo użyłem słowa „cieszymy”, bowiem Inspired przygotowali trzy kwadranse wybornej muzyki instrumentalnej. Wbrew pozorom nie jest to łatwe zadanie – w takiej właśnie konwencji najtrudniej przykuć uwagę słuchacza na dłużej do głośnika. Miałem dużo obaw co do tej płyty – martwiłem się, że jak ta muzyka mnie zachwyci, to jedynie okazjonalnie, w kilku fragmentach. Niespecjalnie wierzyłem, że cała muzyczna opowieść na Alchemy będzie trzymała w napięciu. Ba! Bałem się, że będzie w wielu miejscach trącić banałem i tanim efekciarstwem.

Na szczęście tak nie jest. Na płycie znajduje się szesnaście instrumentalnych tematów, odwołujących się do dawnych czasów i mistrzów alchemii z przełomu epok średniowiecza i nowożytności, z obowiązkowym dodatkiem bliskowschodniego klimatu (Alexandria), natomiast użycie smyków w kompozycjach takich jak Hermes Trismegistos nadaje bardziej europejskiego, wręcz barokowego posmaku. Momentami w głowie (chociażby przy Transmutation III) układał mi się obraz pustynnych karawan, ale to przecież płyta o alchemii… Jednak to chyba tylko świadczy o tym, że muzyka z Alchemy jest bogata i wszechstronna.

Music Inspired by Alchemy - teaser (Transmutation I)

Każdy znajdzie tu coś dla siebie, są momentami rzeczy typowe dla neoprogresywnego grania (Nicolas Flamel, Trithemius z ciekawymi solówkami na gitarze, no i kroczący, przesycony mrokiem i duszną atmosferą Edward Kelley). Są przepiękne akustyczne tematy (Faustus), ale też nie zabrakło miejsca na wokalizy, pod którymi podpisały się swoimi głosami osoby, takie jak: Mariusz Duda (Riverside, Lunatic Soul), Anja Orthodox (Closterkeller) i Anna „Anucha” Piotrowska (Żywiołak). Szczerze mówiąc, liczyłem na więcej w wykonaniu Mariusza Dudy, bowiem jego wokalizy zaledwie wypełniają tło i nie nadają kompozycjom aż tak bardzo dodatkowego charakteru (no, może poza delikatnym Faustus), chociaż podejrzewam, że panowie z Inspired tak to sobie po prostu ułożyli. Natomiast panie faktycznie swoimi wystąpieniami podarowały utworom większy koloryt. Szczególnie Anna Piotrowska przemyciła trochę folkowych melodii w muzykę Music Inspired By w kompozycji Nicolas Flamel.

Płyta jest równa, inteligentnie zaaranżowana, z umiarem skrojona i co najważniejsze, jest różnorodna. Każda z szesnastu kompozycji, nawet najkrótsze cztery części Transmutation, posiadają charakterystyczny motyw, melodię i to mi się bardzo podoba w wykonaniu Inspired. Nie ma w tym wszystkim krzty przesytu, przesady, bombastyczności typowej dla muzyków grających rocka progresywnego, którzy nieustannie dążą, aby w swoje kompozycje wrzucać tysiące solówek i milion melodii. I tak od kilku dni kręci się Alchemy w moim odtwarzaczu i coraz częściej pojawia się w mojej głowie myśl, że to chyba najlepsza dotychczas wydana progresywna płyta w Polsce w roku 2016.

Fot.: cantaramusic.pl/MusicOla

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.