Muzyka o czasach Mieszka I – Bunsch – „Bunsch” [recenzja]

Początki Państwa Polskiego, literatura Karola Bunscha i mocna muzyka. Taką mieszankę zaproponował słuchaczom Tomek „Spider” Barczyk na debiutanckiej płycie projektu zatytułowanego po prostu Bunsch. Trzeba przyznać, że całkiem zgrabnie wymieszał składniki i wyszła całkiem interesująca całość, lecz niepozbawiona wad.

Płyta składa się z dwóch części. Pierwsza z podtytułem Dzikowy Skarb osnuta jest wokół wątków tak samo nazwanej powieści rozpoczynającej cykl piastowski w twórczości Bunscha, który to zresztą przyniósł mu sławę. Niestety nie znam tej powieści, dlatego ciężko mi będzie ocenić, czy Tomek Barczyk odpowiednio oddał treść książki, jednak należy przyznać, że główny punkt programu, czyli monumentalna kompozycja zatytułowana Dzikowy Skarb trwająca blisko 24 minuty, sprawia całkiem pozytywne wrażenie.

Bunsch to przede wszystkim projekt instrumentalny i trzeba przyznać, że nie lada sztuką jest ułożyć taką właśnie kompozycję, która przykuje na dłuższy czas uwagę słuchacza. A Barczykowi się to udało, już poczynając od pierwszych taktów Dzikowego Skarbu, gdzie słysząc organowy wstęp, bardzo dobrze czujemy się wprowadzeni w klimat kompozycji. Czym prędzej jednak klawiszowe brzmienia zostają zastąpione riffem gitary, który stanie się tematem przewodnim i będzie ten właśnie motyw spinał całą kompozycję klamrą.

Na szczęście Barczyk to całkiem sprawny gitarzysta, co pokazuje w kolejnej części Dzikowego Skarbu zatytułowanego Wyprawa, gdzie serwuje dobre, zapamiętywalne riffy z pomysłowymi nakładkami gitary. Odgłosy bitwy dają nam znać, że zaczyna się Bitwa pod Cedynią. Ten fragment ma w sobie coś z rycerskiego heavy metalu. Szkoda, że produkcja trochę kuleje, bo w tym miejscu idealne byłoby dopieszczone brzmienie wzorem współczesnych heavy metalowych bandów.

Po Bitwie następuje interesujące zwolnienie, które z czasem nabiera tempa z solidnymi riffami, i które płynnie przechodzi w Zemstę Stoigniewa, a ta potrafi zaskoczyć przyspieszeniem na dwie stopy. Dzik i Tarło Zbrozło przynoszą uspokojenie, mniej ciężkich gitar, więcej klawiszy. Dają niezbędny oddech całej kompozycji, lecz faktem jest, że ten fragment z czase potrafi się delikatnie dłużyć. Zbrozło na szczęście potrafi momentalnie zaskoczyć wściekłym thrashowym riffem. Pod koniec kompozycji Barczyk wraca do nut, z początku sklejając w całość troszkę za bardzo rozciągniętą kompozycję, która powoli zaczynała się rozłazić. Niestety z końcówki jedynie wielki finał potrafi przykuć uwagę słuchacza, ale nie ma co się dziwić, bo artysta powtarza temat przewodni, który, trzeba przyznać, wpada w ucho i doskonale spełnia swoją rolę.

BUNSCH Dzikowy skarb (Olkusz)

Narzekam? Być może, ale mam nieodparte wrażenie, że trochę zabrakło pomysłów na wykończenie kompozycji, bo fragmenty suity zatytułowane Tęsknota czy Szmatka na Bagnach potrafiły mnie po prostu zanudzić. Można było skrócić Dzikowy Skarb z korzyścią dla całego utworu. Ale summa summarum jest i tak dobrze, bo to kawał inteligentnie skrojonego, niebanalnego prog metalu opartego na melodiach, wpadających w ucho prostych riffach; ta muzyka pełna jest zabaw tempem, klimatem i brzmieniem. Jak na debiut, potrafi to robić wrażenie, pomimo zbytniego rozdęcia czasowego.

Niestety reszta płyty jest przyćmiona Dzikowym Skarbem. Witek Grodzisko to nic nie wnoszące miniatury. Najdłuższy z pozostałych kawałków, czyli szybki, prosty, napędzany riffami i rytmem perkusji W lesie 2 nie bardzo wiadomo, po co jest na płycie. Ot, niezobowiązujące instrumentalne granie pełniące rolę wypełniacza. Cover Clannadu  Barczyk również mógł sobie odpuścić. Szkoda, że zabrakło pomysłów na drugą część krążka. Żałuję, że muzyk nie zaproponował jakiejś kompozycji z wokalem.

Nie wiem do końca, jak ocenić tę płytę. Po pierwsze nie glanuję debiutantów, domyślam się, że pierwsze kompozytorskie i studyjne doświadczenia z nowym projektem są trudne, więc należy być wyrozumiałym. Niezwykle skomplikowana kompozycja Dzikowy Skarb udała się również połowicznie, bo obok bardzo dobrych fragmentów wkrada się nuda i sztampa. Pozostałe utwory są do całkowitego zapomnienia. Z drugiej strony ta muzyka intryguje, momentami wciąga. Ponadto sądzę, że warto byłoby ją wzbogacić wokalem. Mówiąc krótko, jest to obiecujący aczkolwiek daleki od ideału debiut. Czekam jednak na kolejną płytę, bo wiem, że takowa powstaje. Na pewno Tomkowi Barczykowi udała się jedna rzecz: zachęcił mnie do sięgnięcia w niedalekiej przyszłości po prozę Karola Bunscha.

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *