naga broń

Znajdę cię i rozbawię – Akiva Schaffer – „Naga broń”

Trzeba już do tego przywyknąć – żyjemy w erze remasterów, remake’ów i różnego rodzaju rebootów. Przemysł filmowy chce ponownie sprzedać swój produkt, tym razem nowej widowni, dla której produkcje sprzed 30 lat trącą już zapleśniałym strychem. Widzę w tym trochę obłudy i pójście na łatwiznę, więc gdy tylko dowiaduję się, że trafia na lubiany przeze mnie materiał, oblewają mnie zimne poty. Odpieczętowanie skarbca serii Naga broń (i ogólnie dorobku Lesliego Nielsena) wydawało mi się misją z góry skazaną na porażkę, ale o dziwo Akiva Schaffer – używając hazardowej metafory – wszedł all in i, skubany, zgarnął całą pulę.

Osobiście jest dla mnie wielką ironią losu, że Lesliego Nielsena zastąpił akurat Liam Neeson. Szczenięciem będąc, gdy dopiero uczyłem się imion i nazwisk zagranicznych aktorów, tych dwóch panów stale mi się myliło – zapewne przez zbieżność inicjałów. Mimo wszystko nie byłem pewien, czy Neeson jest w stanie w ogóle wejść w komediowe buty, nie mówiąc już o takiej legendzie. W końcu bardziej był mi znany z grania twardzieli w stylu „znajdę cię i zabiję”. Przypomniałem sobie jednak, jak zaczęła się komediowa kariera Lesliego Nielsena i stwierdziłem, że w tym szaleństwie ponownie jest metoda.

Podobnie jak swój pierwowzór, Liam Neeson zachowuje niemal zawsze pełną powagę na ekranie. Ma to swoje uzasadnienie fabularne, bo jego bohater – Frank Drebin Junior – jest synem słynnego Franka Drebina. Film zresztą świetnie się z tego nabija już na początku filmu, dając nam prosty zarys tego, co właściwie będziemy oglądać. Nie jest to przepisana od nowa historia bohatera granego przez Nielsena, lecz nowe otwarcie. I jest to otwarcie, które już od pierwszych minut zdarło ze mnie całun niepewności oraz wątpliwości. Pierwsze niekontrolowane śmiechy uzmysłowiły mnie, że Akiva Schaffer doskonale rozumie klimat Nagiej broni i jego film wcale nie będzie klapą. Z każdym kolejnym absurdalnym gagiem przekonywałem się, że nie ma co stawiać oporu i usilnie podnosić larum o zbezczeszczenie pierwowzoru.

Naga broń nie byłaby sobą, gdyby w objęcia Franka Drebina nie wrzuciła damy w opałach. W tej roli znakomicie odnalazła się Pamela Anderson. Gwiazda takich produkcji jak Słoneczny patrol czy Żyleta wcale nie widziała mi się jako odpowiednia osoba do takiego zadania, ale i tu pojawiło się kolejne zaskoczenie. Duet Neesona z Anderson udał się pysznie, ich energia na ekranie zdaje się idealnie zazębiać, a nawet gdy Pamela występuje solo, to kradnie show. Dla mnie takim momentem była szalona jazzowa improwizacja, która świetnie koresponduje z cringem pojawiającym się w starych odsłonach serii. Pamiętacie Franka Drebina śpiewającego hymn USA podczas meczu baseballu?

Nawet jeśli był moment czy dwa, gdy żenujące żarty pokonały takiego fana sucharów jak ja, to muszę się przyznać, że nowa Naga broń szalenie mi się podobała. Z kina wyszedłem z bólem szczęki od ciągłego śmiechu i banana na ryju. Ostatni raz czułem taką bezbrzeżną radość z komedii, gdy oglądałem pierwszy sezon serialu 1670. Humor nawiązuje do klasycznych filmów, a aktorski duet, co do którego można było mieć wątpliwości, obronił się w fantastycznym stylu. Liam Neeson świetnie wcielił się w postać nierozgarniętego detektywa, a Pamela Anderson doskonale mu wtóruje w roli kobiety w opałach. Naga broń Akiva Schaffera to bardzo dobry reboot serii, który wielokrotnie mruga porozumiewawczo do wiernych fanów – nawet jeśli tego nie chcieliście, to tęskniliście za Frankiem Drebinem.

Fot.: United International Pictures Sp z o.o.

PS. Na film wybraliśmy się dzięki Cinema City.

chłopi

naga broń

Overview

Ocena
8 / 10
8

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *