Audiobooki,Recenzje

Kulisy rynku wydawniczego – Peter Stjernström – “Najlepsza książka na świecie” [recenzja]

Najlepsza książka na świecie
Najlepsza książka na świecie

O tym, jak trudnym i wymagającym biznesem jest literatura, wiedzą najlepiej chyba tylko pisarze, wydawcy oraz portale ściśle związane z jednymi i drugimi. Nałogowi czytelnicy rzecz jasna mają nierzadko jakie takie pojęcie „z czym to się je”, ponieważ żyjąc latami z książką za pan brat i śledząc na bieżąco rynek literacki, wiedzą, jakie są podstawowe mechanizmy tej wielkiej machiny, która napędza sprzedaż kolejnych tytułów mniej lub bardziej znanych nazwisk pisarzy. Szwedzki autor Peter Stjernström postanowił za sprawą powieści Najlepsza książka na świecie zagrać na nosie dosłownie wszystkim ludziom związanym z literaturą i w swoim ironiczno-satyrycznym utworze drwi, wytyka palcem, wkłada kij w mrowisko i… świetnie się przy tym bawi. Pytanie tylko: gdzie w tym wszystkim miejsce dla czytelnika oraz czy ten będzie się równie dobrze bawił podczas lektury Najlepszej książki na świecie?

Stjernström stworzył dzieło, do którego naprawdę nie wiem, jak podejść. Z jednej strony dobrze się bawiłem w tych fragmentach, które jawnie wyśmiewały autorów, których głównym i (zdawałoby się – jedynym) celem jest napisanie książki, która stanie się bestsellerem, oraz wydawców, którzy są w stanie zrobić dosłownie wszystko, byleby tylko podpisać kontrakt z poczytnym pisarzem i tworzą zawiłe marketingowe sztuczki dla – rzecz oczywista – jak największych zysków. Z drugiej strony jednak męczyła mnie narracja i eskalacja komicznych zdarzeń. Rozumiem zamysł, jednak stara maksyma „co za dużo, to niezdrowo” sprawdza się w tym wypadku w stu procentach. W natłoku zdarzeń rodem z kultowego filmu Sami swoi lub z gry Sąsiedzi z piekła rodem udało się Stjernströmowi wpleść kilka egzystencjalnych perełek oraz uniwersalnych prawd o człowieku – np. to, że człowiek dążąc do celu, często przekracza granice moralności, sława to niekoniecznie dobry życiowy kompan, a walkę z nałogami można wygrać, potrzeba do tego jedynie prawdziwych chęci oraz wyraźnie zaznaczonego celu.

Fabuła skupia się na postaci Tytusa Jensena – nie pierwszej już młodości pisarza, który lata świetności ma zdecydowanie za sobą, a w dzisiejszych czasach do jego największych osiągnięć należy między innymi obalenie litrowej butelki wysokoprocentowego trunku lub festiwalowe (pijackie) odczytywanie durnych fragmentów literatury popularnonaukowej. Gdzieś tam, w nielicznych chwilach trzeźwości w Tytusie kiełkuje myśl, że dobrze byłoby znów wrócić do pisania i w miarę możliwości do powrotu z hukiem, wdzierając się na czołowe miejsce list bestsellerów. Tytus Jensen  przyjaźni się z młodym poetą, zwącym się Eddie X, który swoim obyciem oraz pięknymi wierszami zjednał sobie wielu ludzi. Ich relacja bardzo szybko przeradza się w brutalny, wypełniony świństwami wyścig, ponieważ obaj wpadają na pomysł, aby napisać Najlepszą książkę na świecie, łączącą w sobie wszystkie elementy pozwalające na odniesienie sukcesu oraz zapisanie się w annałach historii właśnie jako twórcy najlepsza książka na świecie.

Peter Stjernström jawnie bawi się praktycznie każdym możliwym elementem. Dwuznaczne jest tu w zasadzie wszystko – od tytułu, przez bohaterów, poszczególne sceny, cytaty, gatunek literacki, na problematyce i przesłaniu kończąc. Można się w tym wszystkim łatwo pogubić, a niewprawny czytelnik szybko poczuje się zagubiony i odłoży książkę na bok, bądź jeśli doczyta ją do końca – uzna za miałką i mało oryginalną historię o walce dwóch pisarzy. A prawda o powieści Najlepsza książka na świecie jest ukryta między wierszami właśnie. Żeby w pełni ją docenić, trzeba dać jej czasu oraz odpowiednio szybko nabrać potrzebnego dystansu. Przeczytać powinien ją tak naprawdę każdy nałogowy czytelnik. Nie tylko po to, żeby samemu wyrobić sobie o niej zdanie, ale również dlatego, że Stjernström chyba jako jeden z nielicznych twórców tak otwarcie pokazuje nam to, co dzieje się na rynku wydawniczym za kulisami. A – jak się okazuje – dzieje się naprawdę sporo i to, czy wszystkie opisane wydarzenia są prawdziwe, prawdopodobnie na zawsze pozostanie tajemnicą szwedzkiego pisarza. Nie przeszkadza to jednak w wysnuwaniu domysłów.

Powieść Najlepsza książka na świecie miałem okazję poznać za sprawą audiobooka wydanego wspólnie przez Audiotekę oraz Świat Książki. Jakoś tak się składa, że w tym roku wybieram sobie tylko te pozycje, które czyta Maciej Kowalik. Jest to po części spowodowane oczywiście tym, że interesują mnie akurat te tytuły, które czyta młody i piekielnie utalentowany pod kątem lektorskim aktor, ale i tym, że bardzo odpowiada mi jego interpretacja tak zróżnicowanych dzieł, jak choćby Popiół i kurz Grzędowicza, Cudowny Czwartek Steinbecka lub omawiana tu Najlepsza książka na świecie Stjernströma.  W przypadku ostatniej lektury najbardziej urzekło mnie odpowiednie wyczucie tempa tej historii oraz aktorski popis w scenie, w której Tytus siedzi w piwnicy. Ten mniej więcej trzydziestominutowy fragment to perełka tego audiobooka.

Dzieło Stjernströma wywołuje w czytelniku mieszane uczucia – to powieść jednocześnie ciężka ze względu na poruszaną tematykę, ale i lekka za sprawą wielu scen oraz pióra szwedzkiego pisarza. To bardzo udana satyra na rynek wydawniczy, ale i dość męcząca walka o prestiż, pozycję oraz prawdę. Jednym będzie przeszkadzać maniera autora oraz fakt, że jest to tak naprawdę pisanie o pisaniu, inni będą zachwyceni wielowarstwowymi smaczkami, wszędobylską ironią i obnażeniem prawd o rynku książki. Mam wrażenie, że Najlepsza książka na świecie to pozycja, obok której nie sposób przejść obojętnie. W ogólnym rozrachunku wypada tylko nieźle, ale dla niektórych momentów warto po nią sięgnąć.

audioteka claim PL reserved black

[buybox-widget category=”book” name=”Najlepsza książka na świecie” info=”Peter Stjernstrom”]

Fot.: Audioteka.pl / Świat Książki

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com